fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dobra osobiste

AGH mogła zawiesić eksperta od katastrofy smoleńskiej

Kadr z programu TV Trwam
rp.pl
Profesor musi uważać na to co mówi publicznie, nie może mówić nieprawdy, gdyż narusza zasady etyczne i renomę uczelni.

Rektor Akademii Górniczo-Hutniczej nie musi przepraszać byłego jej profesora Jacka Rońdy, eksperta komisji smoleńskiej, za zawieszenie go w działalności dydaktycznej, po tym jak okazało się, że wypowiadając się o katastrofie smoleńskiej świadomie powoływał się na nieistniejący dokument.

Czytaj też:

Prof. Rońda zawieszony w AGH

Chodzi o jego wypowiedź z kwietnia 2013 r. w TVP1, kiedy po emisji filmów o katastrofie smoleńskiej powiedział, że dysponuje dowodem, że piloci prezydenckiego samolotu nie zeszli poniżej 100 m, a na poparcie tej tezy pokazywał kartkę, rzekomo dokument pochodzący z Rosji, mający ten fakt potwierdzać. Prof. Rońda był wtedy przewodniczącym Komitetu Naukowego Konferencji Smoleńskiej ds. zbadania katastrofy polskiego Tu-154 10 kwietnia 2010 r.

O tej wypowiedzi stało się głośno pół roku później, kiedy w innym programie na pytanie dziennikarza TV Trwam prof. Rońda przyznał: - Oni niestety zeszli poniżej 100 metrów. Ja w wywiadzie (w TVP1) trochę zagrałem. (...) To był blef, na tym dokumencie nic nie było". W konsekwencji zrezygnował z funkcji przewodniczącego Komitetu.

Wtedy wkroczyły jednak władze jego uczelni. Rektor zawiesił go na pół roku w obowiązkach dydaktycznych (nadal mógł prowadzić pracę naukową), a następnie Komisja Etyki AGH uznała, że wykorzystując "kłamstwo w prowadzeniu debaty" przekroczył normy etyczne obowiązujące nauczyciela akademickiego i pracownika nauki.

O zawieszeniu prof. Rońda miał się dowiedzieć od studentów przed zamkniętymi drzwiami sali wykładowej, gdy przyszedł na kolejny wykład. Zawieszając naukowca rektor popełnił proceduralny błąd, gdyż zgodnie z ustawą o szkolnictwie wyższym mógł zawiesić w pełnieniu obowiązków nauczyciela akademickiego, przeciw któremu wszczęto postępowanie dyscyplinarne - a wtedy ono się jeszcze nie toczyło.

Rońda odwołał się do Sądu Najwyższego, gdzie jego pełnomocnik adwokat Mateusz Bochacik przekonywał, że SA arbitralnie do art. 24 Kc dodał trzecią przesłankę stosowania ochrony dóbr osobistych: ocenę zachowania poszkodowanego, w tym wypadku pozbawiając profesora ochrony.

Sąd Najwyższy nie podzielił tej oceny i utrzymał werdykt o oddaleniu pozwu.

- SA nie dodał żadnego nowego warunku tylko uznał, że wobec nagannego wystąpienia profesora, blefowania w tak gorącej kwestii jak tragedia smoleńska, były podstawy do reakcji rektora - powiedziała w uzasadnieniu wyroku sędzia SN Halina Kiryło. - Mimo formalnych potknięć po stronie uczelni przyznanie teraz powodowi przeprosin, nie dałoby się pogodzić z zasadami współżycia społecznego (art. 5 kc. i 8 kodeksu pracy).

Sygnatura akt: I PK 35/18

 

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA