Adwokaci

Zazdrość a może głupota? Sprawę kandydowania adwokatów do SN komentuje Marek Czarnecki

Fotorzepa, Danuta Matloch Danuta Matloch
8 sierpnia 2018 r. na pierwszej stronie Rzeczpospolitej ukazał się artykuł zatytułowany „Wrzenie w Palestrze” z podtytułem „Adwokatom, którzy chcą być sędziami Sądu Najwyższego, grożą dyscyplinarki”. Autor artykułu powołując się na przedstawicieli palestry, którzy „coraz głośniej mówią, iż osoby, które wykorzystują sytuację polityczną i kandydują do Sądu Najwyższego, nie powinny nosić tytuł adwokata”.

Jeden z adwokatów, całkowicie nieznany w środowisku prawniczym, stąd też pominę jego nazwisko, zdecydował się nawet na złożenie wniosku o postępowanie dyscyplinarne wobec kolegów z warszawskiej izby adwokackiej. Według jego opinii adwokaci naruszyli godność zawodu i powinni być pociągnięci do odpowiedzialności dyscyplinarnej, a pragnę przypomnieć, że sąd dyscyplinarny może karając dyscyplinarnie, pozbawić adwokata możliwości wykonywania zawodu poprzez wydalenie z adwokatury.

Czytaj także: Kandydują do SN. Mogą stracić adwokackie togi

Wniosek o ukaranie adwokatów nie wzbudziłby tylu emocji, gdyby nie fakt, iż do donosu na swoich kolegów dołączyli działacze funkcyjni Okręgowej Izby Adwokackiej w Warszawie m.in. w osobie wicedziekana Katarzyny Gajowniczek-Prószyńskiej, która nie ma najmniejszych wątpliwości, iż „dziś niszczona jest tkanką Sądu Najwyższego, a ocena postawy osób zgłaszających swój akces do Sądu Najwyższego na pierwszy rzut oka jawi się jako legitymizowanie łamania Konstytucji i zawłaszczania przez władzę wykonawczą obszaru zarezerwowanego przez zasady trójpodziału władzy dla Sądów".

Także według dziekana okręgowej Rady Adwokackiej w Krakowie wszczęcie postępowania wyjaśniającego w sprawie adwokatów ubiegających się o stanowisko sędziego Sądu Najwyższego byłoby uzasadnione. Również inni adwokaci cytowani przez Rzeczpospolitą oceniają jednoznacznie negatywnie decyzję kolegów o kandydowaniu do Sądu Najwyższego. Portal internetowy Onet.pl od wczesnych godzin porannych poświęcił wiele miejsca na swoich łamach zamieszczając informację pod znamiennym tytułem „ Dyscyplinarka dla kandydatów do SN".

W godzinach popołudniowych ze stron Internetu portalu Onet.pl zniknęły katastrofalne informacje o adwokatach, którym grożą sankcje dyscyplinarne za to, iż mieli czelność zgłosić swoje kandydatury do SN, natomiast pojawiła się informacja, rzecznika dyscyplinarnego Warszawskiej Izby Adwokackiej, iż „nie znajduje on żadnego uzasadnienia, by z urzędu wszczynać w tej sprawie choćby czynności sprawdzające". Cała ta wrzawa wokół kandydatów do SN wywołana przez jedną nieodpowiedzialną osobę nie zasługiwałby na poświęcenie jej nawet chwili uwagi, gdyby nie fakt, iż sprawa dotyczy wyboru przyszłych sędziów Sądu Najwyższego.

Czytaj także: Radcowie nie chcą w samorządzie kandydatów do SN

Po ujawnieniu listy kandydatów do SN pojawiło się wiele nieprawdziwych informacji dotyczących kandydatów mających na celu ich zdyskredytowanie. Oczywiście zgodnie z prawem, jeśli czują się pokrzywdzeni nieprawdziwymi informacjami na swój temat mają możliwość domagania się sprostowania fałszywych informacji, tylko, że w Polskich warunkach tego rodzaju żądaniami media, tj. gazety, portale, stacje telewizyjne i radiowe zbytnio się nie przejmują.

Polska to nie USA i w przypadku niesprostowania nieprawdziwych informacji nie grożą żadne poważne konsekwencje. W takiej sytuacji można także iść do Sądu po sprawiedliwość, ale jeżeli ta sprawiedliwość już nadejdzie, a rzadko to ma miejsce, gdyż nie każdy sędzia chce zadrzeć z mediami, to ma to miejsc po kilku latach od wszczęcia procesu, a nawet jeśli już zapadnie korzystny dla pokrzywdzonego wyrok, nakazujący sprostowanie bądź nawet zasądzenie zadośćuczynienia to ma to postać symboliczną, na pewno nie powodując żadnych poważnych konsekwencji dla mediów.

Poza tym po kilku latach, już tak naprawdę nikt nie pamięta o co tak naprawdę chodziło. Jestem głęboko przekonany, iż próba wszczęcia postępowań dyscyplinarnych wobec adwokatów ubiegających się o stanowisko sędziego Sądu Najwyższego nigdy nie powinna mieć miejsca. Każdy adwokat spełniając warunki ma prawo ubiegać się o stanowisko Sędziego Sądu Najwyższego bez względu na poglądy, które reprezentuje. Ustawa dotycząca Sądu Najwyższego została uchwalona przez Sejm wybrany w sposób demokratyczny w wolnych wyborach.

Ustawa o Sądzie Najwyższym nie została również zaskarżona do Trybunału Konstytucyjnego, a tylko ten organ ma prawo do wypowiadania się o zgodności ustaw z Konstytucją. Ci wszyscy adwokaci, którzy dzisiaj wypowiadają się w sposób niewybredny o swoich koleżankach i kolegach kandydujących do Sądu Najwyższego jakoś nie mieli odwagi by zgodnie z prawem zaskarżyć ustawę o SN do Trybunału Konstytucyjnego, natomiast próbują zastraszyć kandydatów groźbą konsekwencji dyscyplinarnych. To przykład wykorzystywania sądownictwa dyscyplinarnego do zwalczania adwokatów o odmiennych poglądach. Szukanie dyscyplinarnego odwetu na niepokornych adwokatach to wydarzenie bezprecedensowe.

Jako adwokat wykonujący ten zawód już prawie 30 lat, nie przypominam sobie nawet w ponurych latach 80 tego rodzaju prób zastraszania. Szczególnie ta uwaga dotyczy adwokatów pełniących funkcje w Okręgowej Radzie Adwokackiej w Warszawie. Są to najczęściej młodzi ludzie nie pamiętający lat 80. Rodzi się więc pytanie, skąd u nich ten bolszewicki sposób postępowania? Skąd te autorytarne ciągoty? Jak to możliwe, że adwokaci sprawujący funkcje w okręgowych radach adwokackich, zarzucając adwokatom ubiegającym się o stanowisko w Sądzie Najwyższym naruszenie godności zawodu, sami zapomnieli o zasadach zapisanych w kodeksie etyki adwokackiej?

Czy zdają sobie sprawę z faktu, iż grożąc dyscyplinarką i twierdząc, iż aspirujący do sędziowskiej togi sprzeniewierzyli się ślubowaniu adwokackiemu, wywierają w ten sposób bezprawnie wpływ na stanowisko Krajowej Rady Sądownictwa, która będzie opiniowała kandydatów, a także na Prezydenta RP, który dokonana nominacji na sędziów SN? Tego rodzaju działania nigdy nie powinny się zdarzyć.

Byłem i jestem zwolennikiem poglądu, iż nominacja sędziowska powinna stanowić ukoronowanie kariery prawniczej, a nie być jej początkiem. Uważam, że na sędziów, także Sądu Najwyższego należy powoływać doświadczonych życiowo i wyróżniających się wiedzą adwokatów, radców prawnych, prokuratorów i notariuszy. Dlatego będę kibicował tym adwokatom (a niektórych znam osobiście), którzy mieli odwagę zgłosić swoje kandydatury na stanowisko sędziego Sądu Najwyższego pomimo, że ich poglądy polityczne są nie zawsze zbieżne z poglądami ekipy obecnie sprawującej władzę, gdyż tylko tacy kandydaci tak naprawdę gwarantują pełną niezawisłość sędziowską.

Natomiast rady adwokackie, jako organy reprezentujące wszystkich adwokatów, zamiast godnych pożałowania prób deprecjonowania kandydatów na stanowisko sędziego Sądu Najwyższego powinne zachować neutralność i dystans, w przeciwnym razie zaszkodzą całemu środowisku. Doskonały przykład takiego zachowania pokazały organy przedstawicielskie radców prawnych i notariuszy, jest więc od kogo się uczyć.

Autor jest adwokatem w Izbie Adwokackiej w Warszawie, byłym posłem do Parlamentu Europejskiego, członkiem Komisji Prawnej i Sprawiedliwości.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL