Zakonnikami chce zostać 324 młodych ludzi – wynika z najnowszych danych Konferencji Wyższych Przełożonych Zakonów Męskich w Polsce.
Rok wcześniej do furt klasztornych zapukało tylko 227 mężczyzn.
Największą liczbą przyjętych mogą się pochwalić w tym roku zakony wywodzące się z rodziny franciszkańskiej, czyli franciszkanie – nazywani popularnie brązowymi od koloru habitów, franciszkanie konwentualni oraz kapucyni.
Do tych trzech zgromadzeń wstąpiło w sumie 129 kandydatów. To prawie 40 proc. przyjętych do wszystkich zgromadzeń zakonnych w Polsce.
– Mamy do czynienia z „efektem papieża Franciszka" – mówi ojciec Jan Maria Szewek, franciszkanin z Krakowa. – Tuż po jego wyborze dużo mówiło się o świętym Franciszku, szczególnie w kontekście tego, jakie imię przyjął nowy papież. Praktycznie na każdym kroku media mówiły o charyzmatach franciszkańskich. I teraz obserwujemy tego efekty – dodaje.
Ostrożniejsi są jezuici, z których zgromadzenia wywodzi się papież.
W tym roku przyjęli oni w dwóch prowincjach zakonnych 20 kandydatów – tylu samo co w 2012 r. – Pewien „efekt papieża Franciszka" można było zaobserwować w kilka tygodni po jego wyborze – tłumaczy jezuita ojciec Piotr Szymański, który zajmuje się duszpasterstwem powołań w prowincji północnej (przyjęli 12 kandydatów). – Otrzymywałem wtedy dużo telefonów i e-maili z zapytaniami o zakon, jego historię. Pytano m.in. o duchowość jezuicką, lektury. Z czasem to przygasło.
Ojciec Szymański zwraca także uwagę na pewne różnice między jezuitami i franciszkanami.
U jezuitów nie ma np. postulatu, czyli rocznego przygotowania do późniejszego wstąpienia do nowicjatu. – My od razu zaczynamy głęboką formację. Dlatego wielu ludziom, którzy do nas przychodzą zaraz po maturze, radzimy, by poszli na studia, popracowali, nawet się zakochali. Niech zobaczą życie i wrócą – wyjaśnia jezuita i dodaje, że kandydatów zaraz po maturze mógłby policzyć na palcach jednej ręki.
– U młodych ludzi przesunął się wiek podejmowania decyzji. Dziś średnia wieku przychodzącego do klasztoru to 23 lata. – Na prawdziwy „efekt Franciszka" jeszcze bym poczekał – mówi Ojciec Szymański.
W tym roku więcej kandydatów przyjęli także dominikanie – 33, podczas gdy w 2012 r. było ich tylko 17. O ośmiu kandydatów więcej mają także redemptoryści (15) oraz saletyni (15). Z kolei żaden młody człowiek nie zapukał w tym roku do orionistów czy albertynów.
O ile obserwowany jest w tym roku wzrost wstępujących do klasztorów, o tyle od kilku lat liczba mężczyzn przygotowujących się do życia zakonnego w postulatach, nowicjatach czy seminariach systematycznie spada.
W 2011 r. było ich w sumie 2032, a w tym roku już tylko 1810. To spadek prawie o 11 proc. Najmniej osób przygotowuje się do bycia braćmi zakonnymi. Dwa lata temu przed ślubami wieczystymi było ich 181, a w tym 142. Spada także liczba alumnów pierwszego roku w zakonnych seminariach duchownych – o czym niedawno pisaliśmy w „Rz". Jeszcze w 2008 r. kleryków było 258, a w tym tylko 169.
– Nie przejmowałbym się zbytnio wzrostami i spadkami. Tak naprawdę miernikiem powołań byłaby liczba tych, którzy zakończą swoją formację bądź złożeniem ślubów, bądź święceniami kapłańskimi – podsumowuje ojciec Szymański.
masz pytanie, wyślij e-mail do autora t.krzyzak@rp.pl