Reklama

Z religią jest jak z małżeństwem

Rozmowa z Krzysztofem Doroszem, eseistą, dawniej dziennikarzem Polskiej Sekcji BBC w Londynie

Publikacja: 07.12.2015 19:59

Z religią jest jak z małżeństwem

Foto: 123 RF

Rzeczpospolita: Brytyjska komisja ds. religii opublikowała raport, z którego wynika, że w Wielkiej Brytanii powinno się uwzględnić dramatyczny spadek liczby chrześcijan. A w związku z tym należy odejść od anglikanizmu, nawet tego kulturowego, na rzecz humanizmu i innych religii, np. islamu. Czy to symptom sekularyzacji brytyjskiego społeczeństwa?

Krzysztof Dorosz: Tak, sekularyzacja jest faktem. Dostrzegam w Wielkiej Brytanii pewną dwoistość: z jednej strony mamy wielowiekową tradycję religijną, z drugiej wielu Brytyjczyków nie przyznaje się do wiary chrześcijańskiej, traktując religię jak zabobon, którym nie warto zawracać sobie głowy. To zresztą trend ogólnoeuropejski.

Skąd się bierze?

Z wiarą jest trochę jak z małżeństwem. Przez wiele wieków było ono podtrzymywane poprzez rozmaite czynniki społeczne – rodzinne, materialne itd. Odkąd straciły one na znaczeniu, małżeństwa zaczęły się chwiać. Z wiarą jest podobnie; kiedyś np. mówiono, że Kościół anglikański w Anglii to Partia Konserwatywna przy modlitwie. Kościół miał umocowanie w partii. Wprawdzie nie miało ono znaczenia ściśle politycznego, ale w sferze towarzyskiej, społecznej – jak najbardziej.

Czy na sekularyzację Brytyjczyków ma wpływ polityka multi-kulti?

Reklama
Reklama

Ogromny. Wiemy, że zwolennicy multi-kulti chcą różnorodności. Bardzo piękne hasło, tyle że tak naprawdę nie zmierza ono do różnorodności, tylko do jednolitości. Odnoszę wrażenie, że sekularyzacja jest jednak wynikiem nie tylko multi-kulti, ale również ideologii równości rozumianej tak, że X pod wieloma względami jest taki sam jak Y. Dlatego mówi się – zostało to również zawarte we wspomnianym raporcie komisji ds. religii – że szkoły religijne dzielą. Pachnie mi to polityczną poprawnością. Istnieje jeszcze jedna ważna przyczyna.

Mianowicie?

Wewnętrzna słabość. Mój najstarszy syn chodził do szkoły anglikańskiej, z której wyniósł niechęć do chrześcijaństwa, a także świadomość, że chrześcijaństwo i jego nauczyciele są pełni hipokryzji. A to dlatego, że mówili jedno, a robili coś innego – nie żyli w zgodzie z tym, czego nauczali. Ta szkoła nie była pod żadnym względem rygorystyczna, porcja wiary, którą dostawali uczniowie, była tak naprawdę – np. w porównaniu ze szkołami katolickimi – bardzo niewielka.

Jaka przyszłość czeka chrześcijan w Wielkiej Brytanii?

Chrześcijanie już są mniejszością. Obawiam się, że Kościół anglikański nadal będzie tracił na znaczeniu. W języku angielskim nazywany jest on Kościołem szerokim, czyli takim, który mieści w sobie różne nurty wiary chrześcijańskiej. To jednocześnie zaleta i wada. Zaleta, bo może łączyć różnych ludzi. Wada, bo ci ludzie w końcu mogą się ze sobą pokłócić.

—rozmawiał Łukasz Lubański

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
Ikona miejskiego stylu życia w centrum Gdańska
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama