– Chodzi o to, bym w razie czego miał gdzie wrócić do pracy – szczerze przyznaje Karczewski.
1 lutego 2007 roku Karczewski zaczął pracę w stołecznej policji, objął stanowisko głównego specjalisty w dziale logistyki. Dwa tygodnie później awansował na zastępcę komendanta. Był pierwszym cywilnym wiceszefem warszawskiej policji. Odpowiadał między innymi za inwestycje, zakupy dla policji. Na stanowisku tym nie zagrzał jednak długo miejsca, bo już 8 marca ówczesny komendant główny Konrad Kornatowski mianował go swoim zastępcą.
Tomasz Karczewski nie rozstał się jednak z Komendą Stołeczną, wziął w niej bezpłatny urlop. Stanowisko zastępcy komendanta głównego Karczewski stracił pod koniec listopada. Wrócił z urlopu do pałacu Mostowskich. Jego poprzednie stanowisko było zajęte, dlatego został głównym specjalistą w gabinecie komendanta stołecznego.
Co należało do jego obowiązków? Rzecznik komendanta stołecznego Marcin Szyndler odpowiada: – Wykonywał doraźne zadania wyznaczone przez naczelnika wydziału.
Dwa tygodnie później Karczewski ponownie wziął urlop bezpłatny, bowiem tym razem dostał propozycję pracy w Ministerstwie Sprawiedliwości. Jest dyrektorem Biura Informacji Niejawnych i Spraw Obronnych.
On sam nie widzi nic złego w tym, że blokuje etat w komendzie. – Nikt za ten etat nie płaci, a gdy mnie odwołają z ministerstwa, będę mógł wrócić do pracy w policji – tłumaczy.
Policjanci są jednak oburzeni. – On blokuje etat, na jego miejsce można by zatrudnić kogoś innego – mówi jeden z oficerów. – A chodząc na bezpłatne urlopy, były komendant zapewnia sobie miękkie lądowanie, gdyby znowu stracił stanowisko.
Takie postępowanie jest niestety zgodne z prawem.
– Rzeczywiście przepisy na to pozwalają, ale jest to wątpliwe z etycznego punktu widzenia – ocenia Marcin Wojewódka, prawnik z Kancelarii Radców Prawnych Wojewódka Pabisiak.