A jeśli taki "elektorat", gdyż tak w języku Nowaka nazywają się obywatele, do wyborów pójdzie, to na prezydenta może zostać wybrany nie ten co trzeba. Wybrany zostanie "ten co dzieli", a nie "ten co łączy", czego tak piękny wyraz dał szef jego sztabu wyborczego. Wybrany zostanie kandydat "nienawiści i pogardy", a nie "miłości", którą Valentino PO tak ujmująco ogarnia "nienowoczesny elektorat".

Należy więc zminimalizować błędy elektoratu czyli Polaków. W tym celu PO musi wykorzystać szansę, którą dała jej smoleńska tragedia. Chodzi o to, aby błyskawicznie obsadzić stanowiska zwolnione przez tych, którzy zginęli w katastrofie. Należy wykorzystać do końca okazję, którą stworzyła śmierć prezydenta, czyli czasowe przejęcie jego obowiązków przez marszałka z nadania PO.

Podpisze on więc ustawę o IPN, która spowoduje, że instytucja ta w nowym kształcie nie będzie już grzebać tam gdzie nie powinna; mianuje szefa NBP, mimo że nic go w tej sprawie nie pili, tak jak i w kwestii nominacji swojego kandydata na Rzecznika Praw Obywatelskich. W tempie ekspresowym, jakiego nie wykazała rządząca partia w żadnej dotąd sprawie, odrzuci sprawozdanie KRRiT, co doprowadzi do przejęcia przez rząd kontroli nad mediami publicznymi.

Ponieważ jednak samo odwołanie KRRiT nie będzie skutkować bezpośrednią zmianą rad nadzorczych, które odwołać mogą zarządy TVP i publicznego radia, PO przygotowuje w fascynującym tempie nową ustawę, która to umożliwi. Najprawdopodobniej zostanie ona przegłosowana pomiędzy dwoma turami wyborczymi. Przecież chodzi o to, aby położyć kres skandalowi, jakim jest różnica między TVP a "zaprzyjaźnionymi telewizjami". Miłość do rządu powinna jednoczyć wszystkich, a fakt, że ktoś się z niej wyłamuje wywołuje słuszne oburzenie (nie tylko) Andrzeja Wajdy. W ten sposób TVP zostanie "odpolityczniona" czyli przekazana narodowi za pośrednictwem rządu.

Swoją drogą, w obecnej, "pisowskiej TVP" w programie III czyli Info trwa nieustająca kampania wyborcza Grzegorza Napieralskiego. Nie tylko transmitowane są tam wszystkie jego możliwe wystąpienia, ale nawet ich brak. Ponieważ "elektorat" Napieralskiego jest łakomym kąskiem w drugiej turze wyborczej, nikt sprawy nie dostrzega. To główne przegięcie partyjne obecnej TVP nie licząc ziejących anykaczyńskim resentymentem publicystów (?) w rodzaju Jacka Żakowskiego czy Tomasza Lisa.

Bronisław Komorowski nie łamie prawa wykorzystując swoje prerogatywy jako p.o. prezydenta. A przyzwoitość? III RP przyzwyczaiła nas do deklaracji jej autorytetów oburzonych tym, że można mieć zastrzeżenia do kogoś "nie skazanego prawomocnym wyrokiem". Nie przypuszczam, aby głoszący to zastanawiali się nad konsekwencjami tego typu zastąpienia moralności przez prawo. W efekcie oznacza to nie tylko śmierć moralności, ale i wydrążenie prawa z jakiekolwiek treści i sprowadzenie go do paragrafu. Oczywiście, w życiu prywatnym do zasad moralnych odwoływał się będzie każdy z tych, który zapomina o nich w życiu publicznym. Potem narzekał będzie nad upadkiem współczesnej polityki.

[ramka][link=http://blog.rp.pl/wildstein/2010/06/12/o-prawie-i-przyzwoitosci/]Skomentuj[/link][/ramka]