Można na wzrost notowań Sławomira Mentzena oraz Konfederacji zareagować na dwa sposoby. Pierwszy ogranicza się do zakrzyknięcia „faszyści!”, a potem czerpania satysfakcji nie tylko z dokonania tak błyskotliwej analizy, ale także ze stanięcia po dobrej stronie. Drugi zmusza do bliższego przyjrzenia się temu, dlaczego w grupie Polek i Polaków do 44. roku życia Mentzen uzyskałby dzisiaj najwyższy wynik, i wskazania przyczyn popularności tego populistycznego polityka i jego formacji. Zdecydowałem się na drugi sposób wyjaśnienia tego fenomenu, choć rozumiem, że pierwszy ma swoje zalety, zwłaszcza psychologiczne.

Sławomir Mentzen i Konfederacja konsekwentnie opowiadają się przeciw imigracji

Pierwszą i najważniejszą przyczyną wzrostu popularności Konfederacji jest jej stanowczy i – co istotne – niezmienny negatywny stosunek do imigracji, zarówno tej z Afryki i Azji, jak i z Ukrainy. Po prostu Mentzen et consortes od zawsze byli przeciwni jakiemukolwiek napływowi „obcych” do Polski. Nie oceniając moralnej i ekonomicznej strony tej postawy, trzeba przyznać, że w tej narracji byli konsekwentni, czego nie można powiedzieć o ich konkurentach, w tym PiS i PO. Te dwie partie tak długo wzajemnie oskarżały się o sprowadzanie imigrantów do naszego kraju, że przytłaczająca większość wyborców została przekonana, że wina leży po jednej lub po drugiej stronie.

Czytaj więcej

Nowy sondaż: Skok poparcia dla Konfederacji. PiS i KO tracą

Ale właśnie nie po stronie Konfederacji – nie dość, że to ugrupowanie nigdy nie rządziło, to jeszcze konsekwentnie od wielu lat wyrażało głośno swój sprzeciw wobec napływu do Polski „obcych”. W narodzie tak bardzo homogenicznym i tak wielce lękającym się „innych” musiało to w końcu zacząć przynosić polityczne frukta.

Dlaczego rosną w Polsce nastroje antyimigranckie i antyukraińskie?

Druga przyczyna jest związana z pierwszą. Zobrazuję ją pewną anegdotką. Gdy niedawno brałem udział w pewnej konferencji politologicznej, prawie wszyscy wyrażali swoje obawy związane ze wzrostem popularności ruchów populistycznych, szczególnie tych żerujących na lękach przed imigrantami. I prawie wszyscy zgromadzeni zgodnie stwierdzili, że nie bardzo to rozumieją, bo przecież nie tylko Polska i inne kraje europejskie potrzebują młodej siły roboczej, ale jeszcze owa ludność napływowa mogłaby wzbogacić naszą kulturę. Zauważyłem wówczas, że może nasz afirmatywny stosunek do płynących pontonami z Afryki ludzi może mieć związek z tym, że prawdopodobnie stosunkowo mało jest wśród nich profesorów politologii. Mój kostyczny żart nie znalazł poklasku.

Ale właśnie o to chodzi ludziom popierającym Mentzena – dla nich imigranci nie oznaczają pakistańskiej knajpki na ich ulicy lub otwarcia szkoły tańca brzucha w pobliskim domu kultury, lecz konkurencję w niskopłatnych zawodach, które wykonują. Oni w płynących do Europy pontonach widzą rywali w walce o wyższy standard życia. Podobnie zresztą jak w Ukraińcach. Z kolei w Ukrainkach młode polskie kobiety postrzegają konkurentki na rynku nie tylko pracowniczym, ale także matrymonialnym – i to właśnie w grupie młodych Polek rosną dziś najszybciej nastroje antyukraińskie.

Czytaj więcej

Nowy sondaż prezydencki: Sławomir Mentzen wyprzedza Karola Nawrockiego

Można potępiać takie postawy, ale nade wszystko należy je rozumieć. Bez tego odpowiedź na interesujące nas pytanie o powody wzrostu popularności Konfederacji nie jest możliwa. Młodzi Polacy i młode Polki nie mają w sobie tego optymizmu, który był doświadczeniem kolejnych pokoleń naszych rodaków – że im będzie się żyło lepiej niż rodzicom w przeszłości. Te miliony już dziś chcące głosować na Mentzena to nie urodzeni faszyści, lecz młodzi ludzie, którzy nie widzą dla siebie perspektyw.

Z czego wynika frustracja młodych mężczyzn głosujących na Konfederację?

Trzeciej przyczyny inkryminowanego fenomenu szukałbym w dyskomforcie psychicznym, w którym wyrastają młodzi ludzie, zwłaszcza mężczyźni. Gdy rozmawiam z moim studentami przyznającymi się do sympatii do Konfederacji, rzadko widzę w nich faszystów. Częściej wkurzonych chłopaków, którzy mają dość wymuszania na nich (pod groźbą kar dyscyplinarnych) zwracania się do jakiegoś swojego kolegi żeńskim imieniem, które on/a sobie wymyślił/a. Gdy widzą skierowane do nich pisma zaczynające się od frazy „Drodzy Studenci, Drogie Studentki, Drogie Osoby Studenckie”, to albo pękają ze śmiechu, albo tłumią w sobie frustrację, którą potem wyładowują w mediach społecznościowych lub właśnie w akcie głosowania.

Gdy zewsząd słyszą o prawach kobiet, a zawstydzani są upominaniem się o swoje prawa, to szukają możliwości rewanżu (ktoś pamięta jakiś event związany z Dniem Mężczyzny 10 marca?). Dociskanie politycznej poprawności, panoszenie się w sferze publicznej ciotek i wujów rewolucyjnej czujności, którzy wszędzie wywęszą mizoginizm i faszyzm, wpycha tych młodych mężczyzn wprost w szeroko rozstawione ramiona Konfederacji.

Głosowanie na Konfederację i Sławomira Mentzena to akt nadania sobie antyestablishmentowej tożsamości

Czwarty, i ostatni, powód wzrostu popularności Mentzena widzę w zjawisku związanym z poprzednim – w kwestii tożsamości. Młodość jest okresem szukania tejże. Nastolatkowie, ale także osoby już nieco starsze, chcą być „jacyś”. Ciąży im niedookreśloność, tak wartościowa w wieku dorosłym. Stąd popularność wszelkiego rodzaju subkultur, grupowego słuchania wspólnej muzyki, takiego samego sposobu ubierania się, posługiwania się zestandaryzowanym i modnym językiem itp.

Młodzi Polacy i młode Polki nie mają w sobie tego optymizmu, który był doświadczeniem kolejnych pokoleń naszych rodaków – że im będzie się żyło lepiej niż rodzicom w przeszłości

Głosowanie na Konfederację daje poczucie uzyskania tożsamości, określenie się. Kiedyś to politycy byli naszymi reprezentantami – reprezentowali nasze interesy i ideologie. Obecnie to wyborcy są reprezentantami polityków – ich tożsamości i idei. Głosowanie na Trumpa, Orbána czy Le Pen nie jest już tylko aktem politycznym. Jest wyznaniem wiary – w Boga, rodzinę, naród, tradycję itp. Podobnie jak na Kamalę Harris czy Donalda Tuska – głosując na nich, także zgłaszamy akces do tożsamościowego klubu. Tyle tylko, że kierującego się innymi wartościami. W tym właśnie akcie nadania sobie antyestablishmentowej tożsamości upatrywałbym ostatniej przyczyny wzrostu notowań Konfederacji i jej lidera. 

Jeśli zatem ktoś chciałby na serio powalczyć z nimi i ich pokonać, powinien uważnie przypatrzeć się zjawiskom budującym poparcie dla populistów, a nie ograniczać się do etykietowania ich faszystami oraz trwania w postawie moralnej wyższości. Na to zawsze przyjdzie czas. Zwłaszcza wówczas, gdy populiści zwyciężą na całym świecie.

Autor

Marek Migalski

Politolog, profesor Uniwersytetu Śląskiego