Zaniedbanie, takie nawet jak brak niewymaganego prawem kasku, sąd może w pewnych sytuacjach zakwalifikować jako przyczynienie się do szkody samej ofiary wypadku.
Kto zaniedbał
Reprezentowana przez ojca małoletnia (teraz już pełnoletnia) wniosła pozew przeciwko towarzystwu ubezpieczeń. Domagała się 150 tys. zł zadośćuczynienia za skutki ciężkiego poturbowania po wpadnięciu do rowu melioracyjnego biegnącego wzdłuż drogi gminnej.
Do wydarzenia doszło na obrzeżach jednego z miasteczek w Małopolsce. Dziewczyna pewnego wiosennego popołudnia jechała boczną uliczką (miejscami przypominającą szeroką ścieżkę), która prowadziła do placu zabaw oraz lokalnego boiska. Wjeżdżając na mostek, wpadła do rowu przez wąską przerwę w ogrodzeniu zabezpieczającym. W efekcie doznała licznych obrażeń ciała, złamań kości czaszki, przeszła operację i szczęśliwie po kilku miesiącach w zasadzie doszła w pełni do siebie. Trauma jednak została.
Gmina była ubezpieczona od odpowiedzialności cywilnej, więc roszczenie poszkodowanej przekazała towarzystwu, które zakwestionowało odpowiedzialność gminy, a w konsekwencji własną.
Pełnomocnik ubezpieczyciela mec. Kinga Hajdyła argumentowała, że na tej drodze był znak zakazujący ruchu pojazdów poza dojazdem do posesji, ale sądy uznały, że nie był dość czytelny i można było w tym konkretnym miejscu jeździć.
Czytaj więcej
Personel, nawet jeśli nie obliguje go do tego regulamin, musi czuwać nad bezpieczeństwem, natomiast ubezpieczyciel nie może zrzucać na kilkulatka o...
Dziewczyna nie miała poza tym kasku, a przed mostkiem nie zeszła z roweru, czym, w opinii ubezpieczyciela, przyczyniła się do wielkości obrażeń w 80 procentach. Sąd okręgowy ocenił stopień przyczynienia się do szkody w 50 proc. i o tyle zmniejszył żądane zadośćuczynienie, zasadzając 75 tys. zł. Sąd Apelacyjny w Katowicach werdykt ów utrzymał.
Poszkodowana nie dała za wygraną. Jej pełnomocnik adwokat Jarosław Jaroszewicz-Bortnowski wskazywał, że nie miała prawnego obowiązku posiadania kasku ochronnego na rowerze, a ten brak został w niższych instancjach potraktowany bardziej rygorystycznie niż brak pasów bezpieczeństwa podczas jazdy samochodem, których zapięcia wymaga prawo o ruchu drogowym.
Trzeba zachować ostrożność
Sąd Najwyższy podzielił ten zarzut i uznał, że zastosowane w sprawie przyczynienie się poszkodowanej było rażąco wysokie.
Monika Koba, sędzia sprawozdawca, powiedziała w uzasadnieniu, że nie może obciążać prawnie tej rowerzystki brak kasku, tym bardziej że nie zaopatrzyli jej w niego rodzice. Po przekroczeniu trzynastu lat można zaś małoletniemu przypisać winę w postaci nieostrożności
Z drugiej strony trzeba uwzględnić, że do nieszczęścia doszło w bocznej uliczce w spokojnej miejscowości.
Reasumując, oceniając stopień przyczynienia się do szkody rowerzystki, sąd ma obowiązek wyważyć jej zaniedbanie – tutaj chwilową nieostrożność przed przejazdem przed mostkiem (bo innych przyczyn nie wskazano) z długo trwającym zaniedbaniem gminy, która nie zabezpieczyła tego fragmentu drogi, mając taki obowiązek zapisany w ustawie o drogach publicznych – wskazała sędzia Koba.
Dlatego sąd apelacyjny ma ponownie rozpoznać sprawę.
Sygnatura akt: II CSKP 955/22.
Opinia dla „Rzeczpospolitej”
Roman Nowosielski, adwokat
Każdy użytkownik ulicy czy drogi z dojazdem do posesji ma prawo poruszać się np. rowerem, w przekonaniu, że jest tam bezpiecznie. Inaczej, stałby zakaz jazdy i wręcz ostrzeżenie przed zagrożeniem. Nie możemy w tej sytuacji wymagać od rowerzysty szczególnej troski o stan drogi, on musi się skupić na ewentualnych przechodniach czy biegających zwierzętach.
Zapewnienie bezpieczeństwa i właściwego stanu drogi, zwłaszcza przy moście czy skarpie, jest obowiązkiem jej zarządcy, który musi prowadzić kontrole i dokonywać napraw. Trafnie zatem Sąd Najwyższy nakazuje sądowi badać przy takich wypadkach skalę zawinienia zarządcy drogi i poszkodowanego użytkowania, a w konsekwencji stopień przyczynienia się tego ostatniego do powstania szkody i jej zakresu. To z kolei przekłada się na zmniejszenie mu odszkodowania.