Jeśli komuś żal, że nie może już śledzić serii zwycięstw Igi Świątek, to we wtorek Novak Djoković przypomniał, że on buduje prawie tak samo znaczącą passę: kolejne zwycięstwa w Wimbledonie. Po pięciosetowym meczu z Jannikiem Sinnerem Serb przestawił licznik na liczbę 26, co oznacza, że wygrał kolejno trzy turnieje (2018, 2019, 2021) i w czwartym dodał jeszcze pięć wygranych.

Poprawić licznik z włoskim góralem nie było łatwo. – Pogadałem do siebie w czasie przerwy toaletowej, tak jak to zrobiłem w Roland Garros podczas meczu z Tsitsipasem. To były pozytywne przekazy. Zadziałały, choć gwarancji, że tak będzie nie miałem. Po dwóch setach czułem, że muszę coś zmienić, bo nie grałem dobrze. Byłem zdominowany przez Sinnera. Na szczęście w Wielkim Szlemie gra się do trzech wygranych setów. No i im więcej grasz dobrych piątych setów, tym lepiej sobie w nich radzisz – mówił sześciokrotny mistrz

Wimbledon
Mężczyźni – 1/4 finału

N. Djoković (Serbia, 1) – J. Sinner (Włochy, 10) 5:7, 2:6, 6:3, 6:2, 6:2
C. Norrie (W. Brytania, 9) – D. Goffin (Belgia) 3:6, 7:5, 2:6, 6:3, 7:5

Gdy Djoković przemawiał, na korcie nr 1 David Goffin i Cameron Norrie wytrwale walczyli o to, kto zgra w półfinale z Novakiem. Brytyjczyk to na korcie biegająca rzetelność, ale do wygranej w ćwierćfinale Wielkiego Szlema trzeba czegoś więcej. Dopiero, gdy Belg pokazał, że może zabrać Brytanii to spodziewane zwycięstwo i nie będzie już masowego święta przed wielkim ekranem telewizyjnym na wzgórzu Aorangi (może od wtorku na „Pagórku Norriego”, dawniej „Wzgórzu Henmana” i „Kopcu Murraya”), to czas pokazać wielki charakter.

Pokazał, na oczach księcia Williama i księżnej Kate (patronki klubu) wygrał w pięciu setach. Jeszcze co najmniej przez dwa dni będzie w miejscowych mediach nieposkromionym brytyjskim lwem, choć w piątek, po męskich półfinałach, zapewne pozostanie tylko synem Walijki i Szkota, mieszkańców dalekiej Nowej Zelandii.

Dzień zakończył interesujący pokaz tenisa nieposkromionego przez żadne wymogi taktyczne w wykonaniu Ons Jabeur. Tunezyjka zaczęła mecz z Marie Bouzkovą nieźle, ale trochę za daleko zabrnęła w wymyślaniu efektownych akcji na korcie centralnym. Zaczęła pudłować, trochę poniosły ją nerwy, spokój i szybkość Czeszki oznaczały niespodziewanie wynik 6:3 dla dziewczyny z Pragi, a w zasadzie od lat – z Bradenton na Florydzie.

Wimbledon
Kobiety – 1/4 finału

T. Maria (Niemcy) – J. Niemeier (Niemcy) 4:6, 6:2, 7:5
O. Jabeur (Tunezja, 3) – M. Bouzkova (Czechy) 3:6, 6:1, 6:1

Ons Jabeur szybko doprowadziła do remisu, decydujący set zaczęła od prowadzenia 4:0 , sprowokowała bowiem Bouzkovą do sprytnej gry manewrowej, w której jest absolutną mistrzynią. Wreszcie mogła pokazać, co znaczy wyobraźnia i szybka ręka. Wynik 3:6, 6:1, 6:1 oddaje tę przewagę. Dla Tatjany Marii półfinał z Tunezyjką łatwy nie będzie, bo sprytne może są obie, ale moc uderzeń i śmiałość będą po stronie drugiej tenisistki świata. Półfinały kobiece odbędą się w czwartek.

Krzysztof Rawa z Wimbledonu

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM