Serbski tytan znalazł się w półfinale sprintem – wygrana w godzinę (6:3, 6:2) z Andriejem Rublowem wyglądała jak trening mistrza z nerwowym młodzieńcem. Po tym spotkaniu wiadomo było, że nikt nie zrzuci Djokovicia z pierwszego miejsca w Grupie Zielonej.

Drugą wiadomością dnia w Turynie była rezygnacja Stefanosa Tsitsipasa z uczestnictwa w Masters. Grek przegrał na starcie mecz z Rublowem, a do drugiego nie przystąpił z powodu kontuzja łokcia. Tsitsipas nie czekał z wiadomością o zakończeniu sezonu tak długo jak Matteo Berrettini. Podał ją rano, by drugi rezerwowy Cameron Norrie miał czas na przygotowanie się do wieczornego spotkania z Casperem Ruudem.

Czytaj więcej

Hubert Hurkacz przegrał drugi mecz w ATP Finals

Arytmetyczne szanse na awans obok Djokovicia do półfinału ma cała trójka, więc kończące rozgrywki Grupy Zielonej piątkowe mecze Djoković – Norrie i Rublow – Ruud nadal powinny mieć wysoką temperaturę.

W czwartek zakończą się mecze w grupie Huberta Hurkacza. Najpierw, o 14.00 Polak zagra z Alexandrem Zverevem. Jeśli ma awansować (szansa nie jest duża), to najpierw musi wysoko wygrać z Niemcem, potem czekać, co wydarzy się w wieczornym (o 21.00) spotkaniu Daniiła Miedwiediewa z Jannikiem Sinnerem.

Rosjanin, by pomóc Hurkaczowi, musiałby pokonać Włocha. Zapewne dołoży starań, by to zrobić, efektownie wygrać rozgrywki Grupy Czerwonej i nie trafić na lidera rankingu w półfinale.

Innych wariantów jednak też jest wiele, zatem włoscy kibice w Pala Alpitour nudzić się nie będą. Szansa, by ich chłopak z Południowego Tyrolu zagrał w półfinale, wcale nie jest mała. To trochę bajkowa możliwość dla kogoś, kto ledwie dwa lata temu wygrał w Mediolanie turniej Masters młodzieżowców – ATP NextGen Finals (startując z dziką kartą) i rozpoczął błyskotliwą karierę w ATP Tour. Pierwsze zwycięstwo w Turynie – 6:2, 6:2 nad Hubertem Hurkaczem – Sinner zadedykował Berrettiniemu, którego zastąpił w ATP Finals.

W finale kobiecego turnieju mistrzyń w Guadalajarze zmierzyły się w nocy ze środy na czwartek czasu polskiego Anett Kontaveit i Garbine Muguruza. Obie są w finale Masters pierwszy raz, ale rzeczywistą debiutantką była rewelacyjna tenisistka z Estonii, która dzięki serii wygranych meczów wyprzedziła w rankingu WTA Igę Świątek. Hiszpanka, przed laty mistrzyni Roland Garros i Wimbledonu, dopiero w trzecim starcie dotarła w Masters do spotkania o główną nagrodę.

Czytaj więcej

Refleksja na koniec roku: Iga nie wie – słuchać czy się odciąć

W turnieju kobiecych debli w finale zagrały czeskie mistrzynie Roland Garros 2021 Barbora Krejcikowa i Katerina Siniakova oraz Su-wei Hsieh i Elise Mertens. W tej specjalności debiutantek nie ma.

Zgodnie z taryfikatorem nagród, przygotowanym przez organizatorów w Meksyku na trudne czasy koronawirusa, można było wyliczyć, że mistrzyni singla otrzymała 1,57 mln dolarów premii, pokonana 750 tysięcy (obie finalistki przegrały jedno spotkanie grupowe).

To są duże kwoty, ale dwa lata temu w Shenzen mistrzyni Ashleigh Barty wzięła czek na 4,42 mln dol., a pokonana finalistka Elina Switolina – 2,4 mln. Oczekiwanie zainteresowanych, że finał WTA powróci w miarę szybko do Chin i wcześniejszych stawek, wydaje się zatem uzasadnione, choć dziś nikt nie potwierdzi, że to pragnienie się spełni.