Mottem filmu Zorana Solomuna są słowa Andy'ego Warhola: „Zarabianie pieniędzy jest sztuką, praca jest sztuką, a największą sztuką jest dobry interes". Owe interesy potrafią robić bohaterowie opowieści, m.in. Leo Koenig, słynny marszand z Nowego Jorku, oraz Gerd Harry Lybke, znany niemiecki galerzysta.
– Sztuka dotarła do mas jak popkultura – zauważa Lybke.
I świetnie potrafi przekuć swe stwierdzenie na pieniądze, które zarabia na sprzedawanych przez siebie produktach, bo tym są dziś obrazy, rzeźby, rysunki. O powodzeniu decydują nie tylko wiedza i rozległe kontakty, ale także spryt i wdzięk osobisty.
Widzowie zobaczą więc, jak Lybke zachwala wystawiane w swoich galeriach prace przed całymi wycieczkami zasobnych ignorantów i snobów. Doskonale wie, że produkt musi być dobrze zareklamowany, by się sprzedał. Szacuje, że 98 procent dzieł traci na wartości po opuszczeniu z galerii. Tylko nieliczne trafiają na rynek wtórny. I to są właśnie te, które stanowią obiekt zainteresowania inwestorów.
Koenig opowiada o niesamowicie szybkim wzroście wartości prac swojego podopiecz-
nego Tony'ego Matellego. Jego pierwszą rzeźbę przedstawiającą małpy sprzedał za 10 tysięcy dolarów, po pół roku odkupił za 85 tysięcy, a obecnie kolekcjoner oferuje mu za nią 160 tysięcy. I to wszystko w ciągu półtora roku.
– Dzieła sztuki kupuje się tanio, żeby potem sprzedać trzysta razy drożej – mówi z goryczą niemiecki artysta Martin Eder. – Sztuka staje się takim samym dodatkiem jak torebka. To przygnębiające dla twórcy, bo powinien strzec się takiego świata jak zarazy.