Podziwiam miłość i przywiązanie Romualda Szejda do literatury francuskiej, jakie prezentuje na stworzonej przez siebie Scenie Prezentacje. Czasem ta miłość wydaje zaskakujące owoce. Tak jest z najnowszą premierą, czyli „Newsem na jedynkę".

Utwór Marca Fayeta podejmuje ciągle aktualny temat etyki mediów. Fayet, który jest aktorem, dramatopisarzem i reżyserem, doskonale czuje teatr i widać to z pewnością w tym utworze. Akcja toczy się dynamicznie. A świat komercyjnych stacji telewizyjnych ma wiele wspólnego z tym, co widzimy na co dzień. Bezpardonowa walka o pierwszeństwo w dotarciu do informacji, która może wywołać sensację, nieliczenie się z konsekwencjami, z odpowiedzialnością za słowo, kariery robione po trupach. Wszystko to jest w tej sztuce.

Zdanie z tej opowieści jest szczególnie symptomatyczne: „lepiej być pierwszym i się pomylić, niż jako drugi powiedzieć prawdę".

Jednym z bohaterów sztuki jest wkraczający w świat dziennikarstwa Gregory. Na polecenie swego szefa ma przeprowadzić wywiad z uznanym reporterem. Szybko okazuje się, że Marchalowi, szefowi stacji, nie zależy na ukazaniu fenomenu powszechnie szanowanego człowieka, ale grzebaniu w jego życiorysie i wyciągnięciu na światło dzienne pewnego dramatycznego zdarzenia.

Marchal wcale nie jest pewien, czy wina leży po stronie bohatera wywiadu. Najważniejsze, by na życiorysie tego, który dla wielu uchodzi za autorytet, pozostawić skazę. I utrwalić kamerą jego minę, kiedy zadaje mu się szczególnie kłopotliwe pytania. To cyniczne działanie, w które Marchal wciąga młodego adepta dziennikarstwa, ma spowodować, że choć na chwilę kierowana przez niego stacja wysunie się na czoło oglądalności.

W niektórych mediach zatraca się granica między informacją a insynuacją. I o tym mówi Fayet. Sukces inscenizacji Szejda w Prezentacjach często polega na dobrej obsadzie. W przypadku „Newsa na jedynkę" obsadową porażką jest postać reportera nestora w wykonaniu Stanisława W. Malca. Wiem, że miał wieloletnią przerwę w uprawianiu zawodu. Nie przypuszczałem, że będzie to aż tak widoczne. Jego Paul Lemaire mógłby być archeologiem z początków XX wieku, wykopanym i ożywionym podczas ekspedycji naukowych. Znakomitością, dla której warto obejrzeć to przedstawienie, jest Maria Ciunelis w roli atrakcyjnej i niejednoznacznej postaci żony reportera. To nie pierwsza świetna rola tej niedocenianej artystki właśnie na Scenie Prezentacje.

Jan Bończa-Szabłowski