Szczegóły piątkowych rozmów w Mińsku nie są na razie znane. Z polskiej strony uczestniczył w nich wiceminister spraw zagranicznych Andrzej Kremer, a z białoruskiej – pełnomocnik rządu ds. religii i narodowości Leanid Hulaka. Dwustronna grupa mająca szukać rozwiązania sporu o Związek Polaków na Białorusi powstała w wyniku spotkania szefa MSZ Radosława Sikorskiego z prezydentem Białorusi Aleksandrem Łukaszenką 25 lutego w Kijowie.
[srodtytul]Dwa związki[/srodtytul]
Za naszą wschodnią granicą funkcjonują dwa Związki Polaków na Białorusi. Jeden, kierowany przez Andżelikę Borys, jest uznawany przez Warszawę, ale nie przez Mińsk – działa, ale jest prześladowany. Drugi, z prezesem Stanisławem Siemaszką, faktycznie stworzony przez władze Białorusi, nieuznawany w Warszawie.
Ich połączenie jest nierealne. Podobnie nierealne jest uznanie przez Mińsk, że legalną władzą ZPB jest zarząd główny z panią Borys na czele. Wyjściem mogłoby być uznanie obu organizacji.
– Mogą istnieć dwie, a nawet dziesięć polskich organizacji. Pracy wystarczy dla wszystkich – powiedziała „Rz” Andżelika Borys. – Dla nas najważniejsze, by nasza organizacja była legalna i niezależna. Do tego potrzebna jest wola polityczna, bo ustawodawstwo białoruskie gwarantuje prawo do zrzeszania się. Podobnie sądzi Andrzej Poczobut, prezes rady naczelnej związku. – To byłby kompromis – mówił „Rz”. Jego zdaniem problemem dla Mińska jest to, że ZPB Siemaszki to niewielka grupa. – Gdyby byli silni, byłoby inaczej – uważa.