Drugą najważniejszą wypowiedzą ambasadora Rose'a były słowa, że administracji amerykańskiej „trudno byłoby zaakceptować” wejście w skład ewentualnego przyszłego rządu Grzegorza Brauna, lidera Konfederacji Korony Polskiej. - Mimo wszystko w tym układzie politycznym są pewne zasady przyzwoitości, których jednak nie przekraczamy. To jest moim zdaniem coś, co będzie miało bardzo dalekie konsekwencje. Zostało powiedziane otwarcie – ocenił Bielecki.
Ambasador USA Thomas Rose w rozmowie z „Rzeczpospolitą” złożył „fundamentalną deklarację”
Pytany o wrażenie z rozmowy z ambasadorem dziennikarz działu świat „Rzeczpospolitej” stwierdził, że było to „specyficzne doświadczenie”. - Miałem kontakt z wcześniejszymi ambasadorami Stanów Zjednoczonych. Moje doświadczenie było takie, że oni sobie przygotowywali jedno, dwa, trzy przesłania i wracali do tego. Można było pytać o bardzo różne rzeczy, a oni i tak do tego wracali – tłumaczył dziennikarz działu świat „Rzeczpospolitej”. - To było irytujące dla dziennikarzy, natomiast to było moim zdaniem bardzo skuteczne dla amerykańskiego państwa. Tutaj tym razem zupełnie czegoś takiego nie było. Odniosłem wrażenie, że to, co z góry zeszło, czyli styl Trumpa, schodzi także na poziom właśnie ambasadorów. Ma się wrażenie znacznie większej żywiołowości, spontaniczności, reakcji na poczekaniu – dodał.
Czytaj więcej
Dla Stanów Zjednoczonych bardzo trudno byłoby zaakceptować po wyborach parlamentarnych rząd z udz...
Jak mówił taki nowy styl uprawiania dyplomacji przez ambasadora USA ma pozytywny wymiar dla dziennikarzy. Jak dodał dzięki temu ambasador powiedział „wiele rzeczy fundamentalnych, które w dawnym układzie być może nie wyszłoby na światło dzienne”. - Jedną z takich rzeczy, którą powiedział, jest to, że obecność amerykańskich wojsk w Polsce nie będzie przedmiotem negocjacji między (Władimirem) Putinem a (Donaldem) Trumpem. To wcale nie było takie oczywiste jeszcze parę miesięcy temu. Pamiętamy, że Putin jako jeden z warunków nierozpoczęcia inwazji na Ukrainę przed czterema laty (w 2021 roku - red.) postawił wycofanie z flanki wschodniej (sił) NATO, czyli też amerykańskich. I to jest fundamentalna deklaracja, która pada w trakcie negocjacji - zauważył Bielecki. Na pytanie czy w tej kwestii ambasadorowi można ufać, Bielecki odparł: „moim zdaniem on oddaje ducha tego, co jest w Waszyngtonie”.