„Rozbrojenie nuklearne na Półwyspie Koreańskim jest niemożliwe" – głosi komunikat Ministerstwa Spraw Zagranicznych KRLD. Pjongjang zapowiada „zwiększenie zdolności obronnych, łącznie z rozwojem środków odstraszania jądrowego".

W rzeczywistości najnowsza rezolucja Rady Bezpieczeństwa mocno uderza w komunistów z Północy. Najpoważniejszym ciosem jest poparcie jej przez Chiny. W ostatnich latach to właśnie Pekin uważany był za ich jedynego liczącego się sojusznika Pjongjangu. Chińczycy konsekwentnie odmawiali poparcia międzynarodowych sankcji, a wymiana handlowa z Chinami stanowiła rodzaj kroplówki dla upadłej gospodarki północnokoreańskiej.

To zmieniło się w ubiegłym roku. – Wystrzelenie przez KRLD sztucznego satelity i możliwy kolejny test atomowy naświetlają pilność i ważność podjęcia odpowiednich kroków – oświadczył w środę Hong Lei, rzecznik chińskiego MSZ.

Chińczycy tolerowali atomowe ambicje Pjongjangu, uważając, że są one wymierzone w  USA i ich sojuszników – Japonię i Koreę Południową. Zirytował ich jednak fakt, że Pjongjang ignoruje rady Pekinu, a nawet nie informuje Chin o kolejnych planowanych próbach. Teraz  chcą więc zmusić komunistów z Północy do kontynuowania sześciostronnych rozmów na temat porzucenia programu zbrojeń jądrowych.

Pekin nie chce upadku KRLD, tylko uspokojenia agresywnego sąsiada

Przy okazji Chiny zainteresowane są też poprawą kontaktów z Seulem. Przynoszą one wymierne korzyści ekonomiczne (wymiana handlowa obu krajów sięga 250 mld dolarów), podczas gdy popieranie Pjongjangu ma przede wszystkim znaczenie polityczne.

Mimo przytarcia nosa reżimowi Kim Dzong Una  Chińczycy nie chcą szybkiego upadku komunistów w Pjongjangu.

Po pierwsze, konsekwencją tego byłaby fala zdesperowanych, ale biednych i nieposiadających żadnych umiejętności uchodźców, którzy staliby się w północnych Chinach konkurencją dla szukajacych pracy miejscowych wieśniaków.

Po drugie, ewentualne zjednoczenie obu części Korei oznaczałoby de facto inkorporację wynędzniałej Północy przez bogatsze i silniejsze Południe. W ten sposób na granicy chińskiej pojawiłyby się siły kraju sprzymierzonego ze Stanami Zjednoczonymi, a być może nawet Amerykanie.

Autopromocja
Bezpłatny e-book

WALKA O KLIMAT. Nowa architektura energetyki

POBIERZ

W obecnej sytuacji Chińczycy w swojej polityce wobec Korei będą więc raczej balansować pomiędzy Północą a Południem.

Pojawiają się także domysły, że w istocie wpływ Pekinu na nieobliczalny reżim może być przeceniany, a dynastia Kimów od dawna  traktowała relacje z Pekinem instrumentalnie.