"Rzeczpospolita": Co panią podkusiło, żeby stanąć na czele Polskiego Związku Pływackiego?

Zarządzanie i wspinanie się w strukturach międzynarodowych zawsze traktowałam jako cel długofalowy. Te ambicje wsparły głosy ze środowiska, które już przed rokiem zwróciło się do mnie z apelem o udział w wyborach. Mówili: „Spróbuj, masz doświadczenie, wspaniale rozwijasz swoje projekty i pokazujesz, że można". Byłam świeżo po urodzeniu dziecka i powiedziałam, że takie rozwiązanie nie wchodzi w grę. Przesunięcie igrzysk, a w konsekwencji wyborów, zmieniło sytuację. Uznałam, że nadszedł właściwy czas. Jestem jeszcze młoda, prężna i mam w sobie energię do działania.

Liczyła pani szable przed wyborami?

Nie, ale byli tacy, którzy liczyli. Miałam określone poparcie i wiedziałam, że podobnie wygląda sytuacja innych kandydatów. Środowisko jest podzielone, więc każdy miał swój elektorat. Były też jednak osoby niezdecydowane, więc gra trwała cały czas. Nie spodziewałam się, że wygram. Jako sportowiec wiedziałam, że nigdy nie można być pewnym zwycięstwa przed startem. Zawsze walczę jednak do końca. Powiedziałam „a" i choć pojawiały się chwile zwątpienia, to jestem osobą, która musi dodać: „b". Taki mam charakter.

Czytaj więcej

Iga Świątek przekaże wybranej organizacji 50 tys. dol.
Iga Świątek wesprze organizację pomagającą osobom z problemami psychicznymi

Teraz jednym z głównych celów będzie zjednoczenie środowiska?

Jest i było podzielone, ale mam nadzieję, że będę osobą, której uda się je połączyć. Pokazać, że działamy oraz pracujemy na jedną markę, czyli polskie pływanie.

Ma pani dwójkę dzieci, pracę na Akademii Wychowania Fizycznego oraz prowadzi akcje społeczne i fundację. Jak to wszystko pogodzić?

Wzięłam już na AWF bezpłatny urlop, a kalendarz działań fundacji na pewno dostosujemy do terminarza imprez związkowych. Mam tam zespół, który wie, jak trzeba działać. Fundacja to moje dziecko, jestem jej twarzą, ale dziś nie biorę już udziału chociażby w organizacji imprez, tylko się na nich pojawiam. Jestem jednym z elementów wydarzenia, bo uczestniczą w nich przecież także inni znani sportowcy oraz trenerzy.

Nie zgadzam się na pewno z tym, że medal igrzysk jest odzwierciedleniem jakości prezesury

Otylia Jędrzejczak

A rodzina?

Dawałam sobie radę do tej pory i myślę, że będzie tak dalej. Moje dzieci są coraz starsze, coraz lepiej rozumieją sytuację. Staram się je zabierać w wiele miejsc. Bardzo nam pomagają dziadkowie. Ważne, żeby nic nie odbywało się kosztem dzieci. Każdego dnia przychodzi godzina, kiedy zamykam biuro i wyłączam telefon. Wszyscy wiedzą, że jestem wtedy niedostępna, poświęcam ten czas bliskim.

Praca w fundacji była dla pani przygotowaniem do roli w strukturach związkowych?

Nigdy nie traktowałam tej pracy jako przygotowania, ale na pewno w jakiś sposób nim była. Poznałam w tym czasie wiele osób, kończyłam szkolenia. Sam wyjazd do Soczi, gdzie studiowałam międzynarodowe zarządzanie sportem, był ogromną wartością. Nauczyłam się wiele o organizacji, ekonomii i strukturze pracy. Ten wyjazd otworzył mi oczy. Zobaczyłam, że nie ma rzeczy niemożliwych. Fundacja też była lekcją, bo przecież początkowo sama pisałam projekty i je rozliczałam.

Jaki jest dziś największy problem polskiego pływania?

Nie szukam problemów, tylko rozwiązań. Mamy w biurze ludzi zaangażowanych, wierzących w swoją pracę. Czeka nas ciężki rok, kalendarz jest bogaty w imprezy europejskie i światowe. Będziemy też świętować stulecie Polskiego Związku Pływackiego. Wiem, że jego wizerunek jest nadwerężony. Musimy zadbać o podstawowe kwestie: upowszechnianie sportu, pozyskiwanie partnerów, szkolenie trenerów, komunikację między klubami i związkiem. Chcemy się przyjrzeć kodeksowi dobrych praktyk w związkach sportowych i zacząć je wprowadzać.

Jakie będą pani pierwsze decyzje?

Nie ma sensu mówić o pierwszych ruchach, bo patrzę na pracę w związku długofalowo. Słyszałam już pytania o plany na początkowe 100 dni, ale nie możemy w ten sposób stawiać sprawy. Jestem w związku od trzech tygodni i staram się rozwijać najważniejsze projekty małymi krokami.

Igrzyska w Tokio były dla polskiego pływania sukcesem sportowym czy organizacyjną kompromitacją, bo kilku zawodników musiało wrócić do kraju?

Pół na pół. Zawodnicy wrócili do międzynarodowej rywalizacji i słyszeli pytania o to, co się stało. Środowisku sportowemu trudno zrozumieć sytuację, do której doszło w Tokio. Ta afera będzie się za nami jeszcze ciągnęła. Patrząc jednak na cały ubiegły rok, trzeba pamiętać, że zdobyliśmy 14 medali wielkich imprez, a podczas igrzysk czterech naszych pływaków wystąpiło w finałach. To daje nadzieję. Wierzę, że kryzys wśród juniorów mamy za sobą. Polski Związek Pływacki to jednak także piłka wodna, pływanie artystyczne czy pływanie na wodach otwartych. O nich także trzeba myśleć.

Grzegorz Kotowicz, Adam Korol, Leszek Blanik, Sebastian Świderski i teraz pani. To jest rok, kiedy wybitni zawodnicy przejmują polski sport?

To dobry kierunek. Ważne jest to, że wszyscy się znamy. Często dzwonię do chłopaków i pytam, jak wygląda ich sytuacja. Musimy się wspierać na drodze, którą kroczymy. Chcemy rozwijać nie tylko nasze dyscypliny, ale i cały polski sport. Zawsze lubiłam wyzwania, a sport nauczył mnie, że trzeba walczyć o swoje marzenia.

Ryzykuje pani nazwisko?

Każdy z nas, byłych sportowców, ryzykuje. Wiadomo, że nie można dogodzić wszystkim, zawsze znajdą się niezadowoleni. Robimy to jednak dla sportu. Myślę, że każdemu z nas towarzyszy wewnętrzna motywacja. Chcemy oddać sportowi to, co kiedyś od niego otrzymaliśmy.

Praca w Polskim Związku Pływackim to dla pani droga do kariery w strukturach międzynarodowych?

To się okaże, nie chcę w ten sposób stawiać sprawy. Każdy dzień jest dla nas drogą do celu.

Ma pani cele, których realizacja sprawi, że za trzy lata uzna pani swoją kadencję za sukces?

Tak, ale nie chcę ich zdradzać. Nie zgadzam się na pewno z tym, że medal igrzysk jest odzwierciedleniem jakości prezesury. Nie wskoczę przecież do wody i nie popłynę, ale mogę pomóc w tym, aby przygotowania i realizacja planów treningowych były jak najlepsze. Mamy wielu młodych zawodników z potencjałem. Liczę, że będzie wykorzystany. A sukces? Powiedziałam już kiedyś, że osiągnę sukces, kiedy usiądę w bujanym fotelu, a obok będą biegały moje wnuki.