Do gwałtownego protestu w prowincji doszło w czwartek, gdy mieszkańcy zablokowali siedzibę spółki Emerald Energy, zajmującej się poszukiwaniem ropy naftowej i węglowodorów.
Uczestnicy protestu domagali się, by firma pomogła w naprawie istniejących i budowie nowych dróg w departamencie.
W czasie protestu zginął cywil, a protestujący wzięli jako zakładników również dziewięciu pracowników spółki Emerald Energy.
Czytaj więcej
W referendum odrzucono porozumienie, które miało zakończyć trwającą pół wieku wojnę domową w Kolumbii
Na nagraniach i zdjęciach udostępnionych w mediach społecznościowych widać policjantów otoczonych przez protestujących.
Prezydent Kolumbii, Gustavo Petro powiedział, że ma nadzieję na uwolnienie policjantów przed eskalacją przemocy.
Wielu protestujących to mieszkańcy wsi i rdzenna ludność Kolumbii, która domaga się, by spółka energetyczna stworzyła infrastrukturę drogową wokół miasteczka San Vicente del Caguan.
Zabity przez protestujących policjant, Ricardo Monroy, zginął w wyniku ciosów maczetą. Cywil, który zginął w czasie protestów, został zastrzelony.
Kolumbijski rzecznik praw obywatelskich, Carlos Camargo, który został wysłany w miejsce protestu, by podjąć się mediacji twierdzi, że rozmawiał z protestującymi i przekonał ich, aby nie obrzucili budynków spółki naftowej koktajlami Mołotowa.
Protestujący domagają się, by spółka energetyczna stworzyła infrastrukturę drogową wokół miasteczka San Vicente del Caguan
Protesty w pobliżu miejsc, w których działania prowadzą spółki naftowe lub gdzie prowadzone są prace wydobywcze, są czymś częstym w Kolumbii. Mieszkańcy domagają się od spółek naftowych i właścicieli kopalń budowy infrastruktury w rejonie, w którym podejmują oni działania - w tym dróg i szkół.
Policja twierdzi, że w rejonie departamentu Caquetá, w którym doszło do protestów, działa odłam partyzantki FARC, który odrzucił porozumienie pokojowe z 2016 roku i to on mógł sprowokować niepokoje społeczne.