– Chciałem, żeby moje dziecko się urodziło, nie godziłem się, by je zabić – mówi „Rz” Marek N.
Opowiada, że żona poinformowała go, iż jest w ciąży. Pokazała testy ciążowe. Kobieta jednak nie chciała narodzin dziecka. Mąż był innego zdania, więc wyprowadziła się do rodziców.
– Kilka dni później wykrzyczała mi, że nigdy w ciąży nie była – opowiada N. Na własną rękę ustalił, że była w tym czasie u dwóch ginekologów. Podejrzewał, że pomogli jej w aborcji.
Ponieważ jako ojciec nie godził się na zabieg, 3 listopada 2008 r. o sprawie zawiadomił prokuraturę.
Po trzech tygodniach Prokuratura Rejonowa w Myszkowie (Śląskie) umorzyła śledztwo, nie dopatrując się przestępstwa. N. złożył zażalenie do sądu. Ten uznał, że śledztwo trzeba przeprowadzić ponownie (prokuratura nie wyjaśniła wizyt u lekarzy i nie przeprowadziła konfrontacji ginekologów).
[srodtytul]Jestem tu nikim[/srodtytul]
W podjętym na nowo śledztwie Marek N. stracił nagle wszelkie prawa strony. Nie mógł składać wniosków dowodowych ani zaznajamiać się z aktami śledztwa. Dlaczego?
Prokurator prowadząca sprawę powołała się na uchwałę Sądu Najwyższego z marca 2009 r., zgodnie z którą „żadne przysługujące mu dobro prawne nie zostało naruszone ani bezpośrednio zagrożone przestępstwem”.
Uchwała ta dotyczyła kobiety, którą konkubent zmusił do przerwania ciąży. SN uznał w orzeczeniu, że ojciec czy matka nie mogą reprezentować praw dziecka, jeśli się nie urodziło.
Taka wykładnia zamknęła Markowi N. drogę do walki o wyjaśnienie i – jak podkreśla – ukaranie winnych śmierci nienarodzonego dziecka. – W śledztwie o zabicie mojego dziecka jestem jako ojciec nikim – żali się N.
Sąd w Częstochowie przyznał rację prokuratorowi. Pod koniec czerwca 2009 r. prokuratura znów umorzyła śledztwo. A na tę decyzję ojciec nie mógł już złożyć zażalenia. Umorzenie stało się prawomocne.
Prokuratura Rejonowa w Myszkowie odmówiła „Rz” wglądu w akta umorzonej sprawy o aborcję ze względu na dane wrażliwe żony Marka N. – Z ustaleń śledztwa wynika z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością, że u kobiety doszło do samoistnego poronienia wywołanego dużym stresem – tłumaczy Romuald Basiński, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Częstochowie. Podkreśla, że śledztwo było nadzorowane m.in. przez Prokuraturę Apelacyjną w Katowicach oraz rzecznika praw obywatelskich.
[srodtytul]Brzuch kobiety, prawo kobiety [/srodtytul]
Prof. Zbigniew Ćwiąkalski, adwokat, były minister sprawiedliwości, twierdzi, że prokuratura miała rację, odmawiając ojcu dostępu do akt: – Kodeks postępowania karnego mówi wyraźnie, że pokrzywdzony to ktoś, komu wyrządzono realną szkodę. W pojęciu prawnym, niestety, szkodą nie jest fakt, że mu się dziecko nie urodziło, więc nie przysługuje mu prawo strony.
Dr Jelena Kondratiewa-Bryzik, prawnik Instytutu Nauk Prawnych PAN Poznańskiego Centrum Praw Człowieka, dodaje, że zarówno konwencje ONZ, jak i orzeczenia Trybunału w Strasburgu pokazują, iż decydujący głos – urodzić czy nie – ma kobieta. – Dzieje się tak dlatego, by nie dopuszczać do sytuacji odwrotnych, a więc zmuszania kobiety przez partnera do urodzenia dziecka – tłumaczy.
Obecnie w Polsce kobieta może dokonać aborcji z trzech powodów: zagrożenia własnego życia, ciężkiego uszkodzenia płodu i gdy ciąża jest wynikiem przestępstwa, np. gwałtu.
Poseł PiS Arkadiusz Mularczyk jest zszokowany postawą prokuratury. – Wygląda to na złośliwość – ocenia. – Jeśli ojciec nie ma żadnych praw, niech wystąpi do prokuratury jako osoba fizyczna ze względu na ważny jej interes, mówi o tym art. 156 k. p. k.
Dr Adam Bodnar, prawnik Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, przyznaje, że z podobną historią jeszcze się nie spotkał.
– To sprawa na Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu – uważa i przypomina, że prawo decydowania o przyszłości dziecka ma zarówno ojciec, jak i matka.
[srodtytul]Zmienią przepisy?[/srodtytul]
Sprawą Marka N. zainteresował się rzecznik praw dziecka Marek Michalak, który zażądał akt z prokuratury. – Dopiero po ich dokładnej analizie będę mógł stwierdzić, czy i jakie w tej sprawie kroki będę mógł przedsięwziąć – mówi Michalak.
Ustawa o RPD określa dziecko jako każdą istotę ludzką „od poczęcia do osiągnięcia pełnoletności”.
Prof. Zbigniew Ćwiąkalski przyznaje, że należałoby się zastanowić nad tym, czy nie zmienić prawa w tym zakresie. – Od kilku miesięcy działa przy ministrze sprawiedliwości komisja kodyfikacyjna prawa karnego. Podejmę próby, by zainteresować ją tym problemem – deklaruje były minister sprawiedliwości. – Nie wykluczam, że możliwa i potrzebna będzie w tym względzie inicjatywa ustawodawcza i zmiany.
– Jestem ojcem nienarodzonego dziecka, walczę w jego imieniu i nic nie mogę – mówi zdruzgotany Marek N. – Mam się zgadzać na zabijanie?