Świadkowie zdarzenia twierdzą, że liczba ofiar w drugim meczecie mogła być większa, ale na drodze napastnika stanął 48-letni Abdul Aziz. Mężczyzna pochodzi z Afganistanu. W momencie ataku był w meczecie z czwórką swoich dzieci.

Gdy Aziz zrozumiał, że budynek stał się celem ataku, pobiegł w kierunku napastnika. 48-latek rzucił w stronę Tarranta terminalem do kart płatniczych i schował się między samochodami. 

Napastnik udał się do samochodu po kolejny karabin. Porzuconą poprzednią broń na parkingu zauważył Aziz. Sięgnął po nią i podążył za napastnikiem. Gdy się spotkali, wycelował w jego stronę, jednak okazało się, że magazynek był pusty. To wystraszyło zamachowca. 

Upuścił swoją broń i zaczął uciekać. Aziz podążył zanim na parking. Rzucił bronią w stronę siedzącego w samochodzie Tarranta. Napastnik odpalił samochód i zaczął uciekać. Kilka minut później został zatrzymany przez policję.

W meczecie znajdowało się w tym czasie prawie 100 osób. - Powiedziałem im: bracia, jesteście bezpieczni, on odjechał. On uciekł - relacjonuje Aziz. Gdy zgromadzeni w meczecie ludzie dowiedzieli się, że sytuacja została opanowana, zaczęli płakać.

Aziz mieszka w Nowej Zelandii od dwóch i pół roku. W Christchurch prowadzi sklep meblowy.