Takie niecodzienne ogłoszenie można znaleźć na popularnym portalu z ogłoszeniami. Właściciel ma do wynajęcia 16-metrowy pokój w dwupokojowym mieszkaniu w Śródmieściu.
– Wysoki standard, dobra lokalizacja, pokój z lokajem dla kobiety – pisze oferent i wylicza warunki: „Szukam prawdziwej księżniczki, dla której stanę się podporządkowanym sługą i lokajem" – kusi. Za wynajęcie chce 500 zł miesięcznie.
Skontaktowaliśmy się z ogłoszeniodawcą. Kamil, bo tak się przedstawił, zapewnia, że jego ogłoszenie nie jest żartem.
– Jest całkowicie poważne i naprawdę chcę zrealizować tę koncepcję, o której pisałem – utrzymuje.
Dodaje, że wynajem pokoju sam w sobie nie jest jego celem, a jedynie „środkiem do tego, by jego przyszła współlokatorka mogła roztoczyć nad nim całkowitą władzę i kontrolę we wszystkich aspektach".
– Pragnę zostać zmuszony do całkowitego posłuszeństwa i spełniania każdego rozkazu oraz kaprysu mojej przyszłej władczyni, chciałbym być traktowany jak przedmiot, własność mojej pani, trzymany krótko pod wysokim obcasem, i dyscyplinowany za najmniejsze przewinienie oraz traktowany z góry i wyniośle, jak istota niższej kategorii – podkreśla.
Zapewnia też, że „będzie służył swojej pani w każdy sposób, w jaki rozkaże – od prac domowych typu sprzątanie, zmywanie, prasowanie, przez robienie zakupów, noszenie toreb, bycie szoferem, po bycie pucybutem czy podnóżkiem".
– Zakres służby będzie do określenia i zmieniania wedle kaprysu władczyni – deklaruje. – Pani będzie mogła mnie kontrolować i władać w każdym aspekcie, biorąc jedynie pod uwagę, że kwestie pracy nie mogą ucierpieć w związku z moim niewolnictwem.
Dodaje, że z drugiej strony on nic nie będzie miał do gadania w kwestii życia prywatnego swojej władczyni.
– To może być kompletnie asymetryczny układ. I dla jasności nie musi mieć żadnych elementów czy podtekstów erotycznych – podkreśla.
Zdaniem prof. Zbigniewa Nęckiego, psychologa społecznego z UJ, w tym ogłoszeniu widać olbrzymią fantazję człowieka, który je zamieścił.
– Widać też ukryte dziecięce marzenia nadawcy, w których – jak każdy w szczenięcym wieku marzył, by być królem na białym koniu i mieć swoją księżniczkę – uważa prof. Nęcki.
Suchej nitki na ogłoszeniu nie zostawia Jarosław Mikołaj Skoczeń z agencji Emmerson.
– Zakrawa ono o sutenerstwo. Ani do naszej, ani do żadnej innej agencji by nie trafiło – mówi.
Tłumaczy, że podobne oferty mogą pojawiać się częściej, tylko nie zawsze są artykułowane na poziomie ogłoszenia, a już w rozmowach z chętnymi do wynajęcia.
– O sutenerstwie nie może być mowy. Z takim przestępstwem mamy do czynienia, gdy ktoś czerpie zyski z cudzej prostytucji lub gdy ktoś nakłania inną osobę do jej uprawiania, aby mieć z tego korzyści. W tym przypadku nie ma niczego takiego. Sama prostytucja w Polsce nie jest karana – mówi prok. Dariusz Ślepokura z Prokuratury Generalnej.
Sam nic złego nie widzi w ogłoszeniu. – Żyjemy w wolnym kraju i każdy może pisać co chce, byle nie naruszał dóbr osobistych innych osób – dodaje.
masz pytanie, wyślij e-mail do autorki