– W Iraku było kilka takich sytuacji, gdy człowiek mógł zginąć. Zostałem ranny. W pojeździe było nas czterech. Dwóch zginęło. Młodzi ludzie. Z jednym z nich zamieniłem się miejscami. Do dziś śni mi się jego twarz. Wiem, że mogłem być na jego miejscu – opowiada Marek, weteran tamtej misji.
Od kilku lat jest już poza armią. Do dziś jednak nie może sobie poradzić z traumą z Iraku.
– Co najmniej raz w roku muszę wrócić do szpitala. Po takim seansie jestem wyciszony, mniej o tym myślę, lepiej śpię – opowiada były żołnierz.
Jak szacują polscy specjaliści, tzw. syndrom stresu pourazowego, czyli PTSD (ang. posttraumatic stress disorder), może dotyczyć 10 proc. żołnierzy.
Dziś w armii takim osobom pomagają psychologowie i psychiatrzy z pięciu wojskowych szpitali oraz ponad 200 psychologów w jednostkach wojskowych. – W naszym oddziale leczyło się już 130 żołnierzy ze zdiagnozowanym PTSD – mówi doc. dr hab. med. Stanisław Ilnicki, kierownik Kliniki Psychiatrii i Stresu Bojowego w warszawskim szpitalu wojskowym przy ul. Szaserów.
MON i wojskowi lekarze uznali, że problem jest poważny. Teraz leczenie i profilaktyka stresu bojowego nie są w Polsce prawnie uregulowane. To ma się zmienić. Jak zaznacza doc. Ilnicki, lekarze czekają na rozporządzenie ministra obrony. Mają się w nim znaleźć szczegółowe wytyczne dotyczące leczenia PTSD wśród żołnierzy. Opracowują je psycholodzy, lekarze, m.in. doc. Ilnicki wraz z zespołem ekspertów. Pracę mają skończyć 15 kwietnia.
Jednak „Rz” już poznała niektóre z pomysłów, które mogą się znaleźć w dokumencie.
Każdy żołnierz przed wyjazdem na misję i po powrocie z niej musiałby wypełnić tzw. kwestionariusze przesiewowe, skonstruowane na wzór stosowanych np. w armii USA. – Takie kwestionariusze już opracowaliśmy – przyznaje doc. Ilnicki.
Żołnierze mogliby napisać w nich o wszystkich swoich problemach. I w razie potrzeby uzyskać pomoc.
Te informacje, jak cała dokumentacja medyczna, pozostałyby tajne, ale dane z tych dokumentów analizowaliby psychologowie i psychiatrzy. Na ich podstawie żołnierze dostawaliby certyfikaty zdrowia, czyli zgodę lekarzy na pełnienie najbardziej stresującej służby – w strefie działań wojennych.
Kolejny pomysł to utworzenie profesjonalnej bazy danych o weteranach. Chodzi o to, by śledzić ich losy nie tylko, gdy są w armii, lecz też kiedy odchodzą do cywila. Jak mówią wojskowi lekarze, dzięki temu nie tylko można będzie skutecznie pomagać poszczególnym osobom, lecz również prowadzić badania naukowe nad zdrowotnymi skutkami misji.
Lekarze z Kliniki Psychiatrii i Stresu Bojowego chcieliby mieć bliższy kontakt również z żołnierzami, którzy przebywają na misjach. W szpitalu przy ul. Szaserów jest już gotowa sala do prowadzenia telekonferencji z Afganistanem. Może posłużyć do lekarskich konsultacji.
– Żołnierze na misji mogliby skorzystać nie nie tylko z pomocy psychiatrów, ale też lekarzy innych specjalności – zaznacza doc. Ilnicki.
Wojskowi chwalą te pomysły, bo, jak mówią, leczenie i profilaktyka PTSD w Polsce kuleje.
– Chciałem dla żołnierzy wracających z misji i ich rodzin stworzyć dwutygodniowe warsztaty w naszych ośrodkach wojskowych, na których mogliby m. in. rozmawiać ze specjalistami – opowiada gen. Waldemar Skrzypczak, były dowódca Wojsk Lądowych. – Właściwie wszystko było gotowe. Dostaliśmy nawet akceptację Sztabu Generalnego. Niestety, nie zgodził się minister obrony.
Jeden z weteranów misji w Afganistanie był świadkiem śmierci swojego dowódcy podczas patrolu. – Po tym wszystkim nie było łatwo pozostać przy zdrowych zmysłach – opowiada. – Dużo rozmawialiśmy z kolegami i to nam pomagało. Nie sądzę, by na moją psychikę wpłynął jakoś psycholog czy turnus wypoczynkowy, na który zostałem wysłany po misji.