Nikola Grbić wywołał w kadrze rewolucję, czy obserwujemy zmiany, do których doszło w naturalny sposób?

Pierwszego dnia zgrupowania poczuliśmy powiew nowości, ale więcej dowiemy się dopiero na boisku podczas gry. Mecze pokażą, czy doszło do rewolucji i musimy budować coś od zera, czy też wciąż jesteśmy na pewnym poziomie jako drużyna.

Odbierając jesienią ubiegłego roku medale mistrzostw Europy, czuliście, że kończy się pewna era?

Podejrzewam, że u paru chłopaków już wówczas zakiełkowała decyzja, którą podjęli później. Ja o tym nie myślałem. Chciałem spędzić tamte chwile z fantastycznymi ludźmi i nacieszyć się medalami, choć nie o takich marzyliśmy.

Porażka na igrzyskach w Tokio ciągle jest w pana głowie?

Wciąż tam siedzi. Każdy z nas na pewno wyciągnął z niej swoje wnioski. Kolejnym razem trzeba wygrać. Ale następne igrzyska, w Paryżu, to odległa perspektywa i nie chcę na razie o nich myśleć. Uważam, że powinniśmy być tu i teraz, koncentrując się na tym, co próbujemy zbudować.

Czy trener zdążył was już czymś zaskoczyć podczas pierwszych dni zgrupowania?

Przyszedł ze swoim pomysłem oraz systemem gry i chce go wdrożyć, jak każdy szkoleniowiec. Idziemy stopniowo – od najprostszych elementów do tych bardziej skomplikowanych. Wszystko jak na razie przebiega zgodnie z planem.

Na treningach jest ciszej niż za kadencji Vitala Heynena?

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

Nie, bo staramy się cieszyć naszą pracą, a nie przychodzić do niej za karę. Kadra to wyróżnienie, nie bolesny obowiązek. Wiadomo, że pewne rzeczy się zmieniły, bo Vital był specyficznym trenerem, ale Nikola też ma pomysły, jak to wszystko zorganizować. Nie doszło do żadnej drastycznej zmiany.

Grbić mówił, że potrzebował pan chwili, aby zastanowić się, czy grać dalej w kadrze. Dlaczego?

Miałem ten luksus, że mogłem się zastanowić, czy wciąż mam w sobie ogień i czuję reprezentację. Nie musiałem myśleć, co mnie boli: kolano czy plecy. Potrzebowałem jednego dnia, żeby powiedzieć trenerowi, że przyjeżdżam i jestem na wezwanie.

Gra pan w kadrze od 2007 roku. Jak to się robi, żeby wytrzymać tyle lat w zdrowiu i wciąż mieć motywację?

Trzeba mieć dobry plan, znać swoje ciało i podchodzić do pracy profesjonalnie. Na pewno pomaga też szczęście oraz dobre geny, bo mój tata bardzo późno skończył karierę. To kwestia zdrowia. A motywacja? Sam nie wiem. Po prostu wciąż mam w sobie ten ogień. Nie mam pojęcia, skąd się bierze.

Jakie znaczenie ma to, że żyje pan teraz w Japonii?

Nie wiem, czy ma wpływ na moją długowieczność, ale to dobre miejsce dla mojej kariery. Mogę potwierdzić, że zostaję tam na kolejny sezon.

Wraca pan jeszcze do 2018 roku, kiedy obroniliśmy mistrzostwo świata?

To były fantastyczne chwile, ale wracam do nich tylko po to, aby przypomnieć sobie, że stać nas, aby rządzić w światowej siatkówce. Jesteśmy przed kolejnymi mistrzostwami świata w gronie zespołów aspirujących do medali, ale pamiętajmy: duże turnieje mają to do siebie, że potrafią wywrócić ład.

Spodziewał się pan, że zostanie kapitanem reprezentacji Polski?

Wiedziałem, że z racji wieku będę brany pod uwagę. Nie miałem jednak ciśnienia. Uważam, że dobre funkcjonowanie grupy wymaga czegoś więcej niż tylko właściwego kapitana, a my w ostatnich latach coś takiego zbudowaliśmy. Teraz trzeba to podtrzymać. Bycie kapitanem jest honorem i zaszczytem. Nie wahałem się, a trener nawet nie pytał mnie o zdanie. Koledzy wiedzą, że jestem na każde ich wezwanie.

Będzie się pan wzorował na poprzedniku Michale Kubiaku?

Wspierał kolegów, także mnie, od początku do końca meczów oraz zgrupowań. Może nie był liderem wokalnym, ale dawał przykład. Był na każde wezwanie. Jesteśmy na pewno różni. Nie mam jego zalet, pewnie posiadam jakieś inne. Nie zamierzam się zmieniać ani kreować nowej postaci. Pozostanę sobą. Jeśli to nie zadziała i będzie potrzeba zmiany, to powiedziałem już kolegom oraz trenerowi, że nie mam przesadnie dużego ego, a najważniejsze jest wygrywanie.

Udział w rozmowie brali także przedstawiciele czterech innych redakcji.