Co pan czuje, oglądając swoich młodszych kolegów wygrywających w mistrzostwach Europy mecz za meczem?

Dumę i radość. Nasz zespół spisuje się znakomicie, rywale jak dotąd nie mają nic do powiedzenia. Ale ostatnie spotkania będą najtrudniejsze, najpierw zagramy przeciw gospodarzom półfinał w Lublanie, a w niedzielę, taką mam nadzieję, w paryskiej hali Bercy z Francją.

Nie obawia się pan o wynik w meczu ze Słowenią, która w ćwierćfinale sensacyjnie ograła Rosję?

Mamy więcej atutów po swojej stronie, ale doceniam Słoweńców, wiem, że stać ich na wiele. Z Rosją podjęli ryzyko w polu serwisowym i to się opłaciło. Grali jak natchnieni, nie pamiętam, kiedy ich takich widziałem. Tyle że Rosjanie popełniali błąd za błędem. Właściwie poza Jegorem Kliuką i Wiktorem Poletajewem nie było nikogo, kto grałby na swoim poziomie. Polacy nawet mocno naciśnięci nie pękną tak jak Rosjanie, jestem o tym przekonany.

Czytaj także: Pokazać, kto rządzi w Europie

Do tej pory mieli za sobą polską publiczność, która zapełniała hale w Rotterdamie, Amsterdamie i Apeldoorn. Teraz będzie inaczej. W Lublanie słoweńscy kibice zgotują im piekło. Ciężej się wtedy gra?

Niekoniecznie. Nasz zespół jest tak doświadczony i ograny, że stawka i pełna hala będą dla nas normalnością. Zobaczymy natomiast, jak poradzą sobie z tym gospodarze.

Pan z Dejanem Vinciciem, rozgrywającym Słoweńców, grał w Skrze Bełchatów. Inni czołowi zawodnicy naszych czwartkowych rywali, tacy jak Tine Urnaut czy Klemen Cebulj (od nowego sezonu w pana dawnym klubie, w Trentino), zapewne też nie są panu obcy. Czy Słowenia może nam realnie zagrozić?

Mają naprawdę dobry zespół i bardzo doświadczonych, ogranych w poważnych bojach zawodników, więc jak poniesie ich publiczność, będą groźni, ale widząc, jak gra w tych mistrzostwach zespół Vitala Heynena, jestem dobrej myśli.

Co pan sądził o Belgu, gdy obejmował stanowisko trenera naszej reprezentacji?

Jest to bardzo dobry i doświadczony szkoleniowiec. Mówią o tym wyniki zespołów, które prowadził. Jako trener Niemców zdobył brązowy medal MŚ 2014. Graliśmy z nimi w półfinale i było to dla nas niezwykle ciężkie spotkanie.

Na początku pracy z naszą reprezentacją Heynen budził kontrowersje, ale kiedy w pierwszym roku pracy zdobył z Polakami mistrzostwo świata, zamknął sceptykom usta...

Każdy trener jest inny, coś o tym wiem, bo zetknąłem się z wieloma. Inny był Raul Lozano, któremu osobiście bardzo dużo zawdzięczam, inny Daniel Castellani czy Andrea Anastasi. Zupełnie inny jest też Heynen, z którym na linii zawodnik – trener już się nie zetknąłem. Ale wyniki przemawiają za nim, wybrał dobrą drogę do celu, postawił na właściwych zawodników. Podoba mi się, że tak szeroko otworzył drzwi do reprezentacji dla wszystkich, którzy pokazują się z dobrej strony. Dziś chyba nikt inny nie ma tak mocnego zaplecza jak my, na każdej pozycji jest kolejka do reprezentacji.

Polscy siatkarze, pytani przed mistrzostwami Europy o cel, jaki sobie stawiają w tym turnieju, odpowiadali: złoty medal! Mówili tak jak przed laty Hubert Wagner, który przed igrzyskami w Montrealu twierdził, że interesuje go tylko złoto, i je zdobył...

Ja chyba jestem trochę ostrożniejszy. Nawet jak o tym myślę, to głośno nie mówię. Ale to oczywiście kwestia indywidualna, więc nikogo nie oceniam. Liczy się tylko to, że polski zespół gra na bardzo wysokim poziomie.

Jak się panu podoba gra Wilfredo Leona?

Wszyscy wiemy, że to zawodnik światowej klasy. Z Niemcami był nie do zatrzymania w ataku, z Hiszpanią zaserwował siedem asów. Dołączył do drużyny dwukrotnych mistrzów świata i zespół z nim jest jeszcze silniejszy.

Myśli pan, że to pokolenie polskich siatkarzy, które oglądamy w tych ME, stać na olimpijski medal w Tokio?

Powiem więcej: jestem głęboko przekonany, że oni ten medal zdobędą. Mają naprawdę mocne argumenty.