Pełnomocnictwo do głosowania nie jest typowym pełnomocnictwem znanym z prawa cywilnego czy administracyjnego. O ile bowiem na gruncie tych gałęzi prawa mocodawca ma możliwość kontrolowania i w miarę potrzeby korygowania działań pełnomocnika, o tyle udzielający pełnomocnictwa do głosowania takiej możliwości nie ma. W szczególności nie ma żadnych możliwości zweryfikowania, czy pełnomocnik zagłosował zgodnie z jego wolą, a nawet czy w ogóle wziął udział w wyborach.
Kwestia zaufania
– To kwestia zaufania pomiędzy wyborcą a jego pełnomocnikiem – mówi Tomasz Gąsior z Państwowej Komisji Wyborczej. – Również dlatego, że z treści udzielanego pełnomocnictwa nie może w żaden sposób wynikać, w jaki sposób osoba je przyjmująca ma głosować. To naruszałoby bowiem konstytucyjną zasadę tajności głosowania – dodaje.
Dlatego część doktryny uważa, że w tym przypadku o pełnomocnictwie w ogóle nie powinno być mowy.
– Ze względu na tajność głosowania pełnomocnictwo ma charakter ułomny i raczej powinno się mówić o zastępstwie wyborcy – wyjaśnia Janusz Mordwiłko, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego. – Pełnomocnik bowiem całkowicie samodzielnie wypełnia kartę do głosowania ze względu na obowiązującą zasadę tajności głosowania. Ani jego mocodawca, ani też nikt inny nie jest w stanie zweryfikować, czy dokonał tego zgodnie z wolą mocodawcy.
Co więcej, gdy pełnomocnik głosuje wbrew woli wyborcy, to nie jest to podstawa do wniesienia skutecznego protestu wyborczego – wyjaśnia Tomasz Gąsior.
Regulacja nie narusza konstytucji
Przepisy kodeksu wyborczego wprowadzające instytucję głosowania przez pełnomocnika badał Trybunał Konstytucyjny. Orzekł, że są one zgodne z konstytucją. Również dlatego, że głos, którym dysponuje pełnomocnik w imieniu wyborcy, nie jest tożsamy z głosem, którym dysponuje w imieniu własnym. W konsekwencji nie można mówić o tym, że pełnomocnik dysponuje dwoma głosami (sygn. K 9/2011).
Z tym stanowiskiem nie zgadza się Krzysztof Skotnicki z Uniwersytetu Łódzkiego.
– Akt głosowania pozostaje bez udziału mocodawcy, niezależnie od jego woli, jak i poza jakąkolwiek kontrolą z jego strony – mówi prawnik. – Trudno mówić zatem, że jest to działanie w imieniu udzielającego pełnomocnictwa – dodaje Krzysztof Skotnicki.
masz pytanie, wyślij e-mail do autora, m.cyrankiewicz@rp.pl
Sędziowie kontra sąd konstytucyjny
Wyrok TK z 20 lipca 2011 r. orzekający o zgodności z konstytucją przepisów dotyczących głosowania przez pełnomocnika nie został podjęty jednomyślnie. – Przepisy kodeksu wyborczego nie dają żadnej gwarancji, że przyjmujący pełnomocnictwo, po pierwsze, w ogóle odda głos, a po drugie, że uczyni to zgodnie z wolą mocodawcy – wskazywał w zdaniu odrębnym sędzia Zbigniew Cieślak.
Zasada bezpośredniości wyborów obejmuje dwa zasadnicze aspekty: głosowanie osobiste i jednostopniowość wyborów – argumentowała sędzia Maria Gintowt-Jankowicz.
Sędzia Teresa Liszcz wskazywała zaś, że głosowanie przez pełnomocnika wiąże się nierozerwalnie z naruszeniem zasady tajności, gdyż mocodawca musi zakomunikować pełnomocnikowi swoją decyzję wyborczą, którą ten powinien zrealizować.