Sądy nie należą do administracji państwowej ani do gospodarki – są osobnym rodzajem władzy. Jeżeli mają zbyt wiele spraw, to trzeba je odciążyć – bo przeciążony wymiar sprawiedliwości nie służy tak jak powinien obywatelom ani gospodarce. Jako osobny rodzaj władzy sądy są finansowane z pieniędzy podatników, a opłaty sądowe nie służą utrzymaniu sądów ani na to nie wystarczą.

Czytaj także: Mediacja i ugoda zamiast procesu sądowego - MS chce wykorzystać pomysły sędziów i mediatorów z Łodzi

Podsumowując:

1. na utrzymanie sądów nie można przeznaczać nieskończonych funduszy,

2. każda sprawa jest dotowana ze Skarbu Państwa,

3. każdy, kto wnosi sprawę, korzysta de facto z pomocy państwa, bez względu na zwolnienie (lub nie) od kosztów.

Powstaje więc dylemat: sądy mają zwiększyć swoje możliwości „przerobowe" czy przyjmować mniej spraw? Trzeba mieć na względzie sprzeczności, tzn. obowiązek przyjęcia każdej sprawy (formalne prawo do sądu) oraz obiektywne przeszkody w jej należytym rozpatrzeniu (z powodu nadmiernej ilości spraw). Przez należyte rozpatrzenie należy rozumieć wydanie orzeczenia w odpowiednim czasie oraz rozważenie wszystkich wniosków i dowodów koniecznych do wydania orzeczenia. W praktyce ten pierwszy aspekt jest szczególnie ważny, bo sprawiedliwość spóźniona jest brakiem sprawiedliwości.

Dlaczego do sądów wpływa (za) dużo spraw

Skoro (prawie) wszyscy mówią, że sądy są złe, to dlaczego właśnie im powierzają swoje sprawy? Dlaczego ludzie ryzykują spory, zamiast świadomie kształtować swoją sytuację, i godzą się, aby to sądy urządzały im życie?

Na takie pytania jest wiele odpowiedzi. Na przykład, że Polacy lubią się kłócić, więc chętnie się sądzą. Pieniaczowi bardzo schlebia, że sąd musi zajmować się jego sprawą i żądaniami. Staje się ważną osobą, a procesowanie to treść jego życia. Także w relacjach rodzinnych, koleżeńskich, towarzyskich lub związanych z pracą – typuje się zwycięzców i przegranych, a nie ugodę.

Takie wyjaśnienia można uznać za psychologiczne, ponieważ biorą się ze stanu świadomości, a głównie emocji. A przecież spory powinny polegać na wymianie argumentów, które niekoniecznie okazują się skuteczne. Dlatego lepiej liczyć nie ile dostanę, kiedy wygram, ale co stracę na przegranej. Niestety, w praktyce dominują emocje. Emocje jednak niczego nie przesądzają, a każda reakcja emocjonalna ma podłoże racjonalne, które ją wywołuje i podtrzymuje, także ze skutkiem wiodącym na manowce.

Kiedyś na konferencji naukowej usłyszałem uwagi do naszego prawa i tradycji. Pochodzą od Amerykanina, świetnego prawnika mieszkającego i pracującego u nas od lat.

Po pierwsze – u nas prawa uczy się jak boksu, a prawnicy powinni stosować jogę.

Po drugie – nie każdy problem nadaje się do sądu, tak jak do szpitala nie przyjmują z powodu kataru.

Takie podejście charakteryzuje kulturę prawną common law. Co sprawia, że anglosasi nie wykazują upodobania do sądowych procesów? Czy mają łagodniejsze charaktery, większą cierpliwość, mniej zapalczywości i uporu? Okoliczności brexitu na to nie wskazują! Są zatem jakieś racjonalne powody, bo to byt głównie kształtuje naszą świadomość.

Spory kwitną, kiedy się opłacają...

Powszechne rozumienie sporów polega na tym, że każda strona próbuje zmusić drugą, aby się poddała. To model ambicjonalny albo emocjonalny sporu, odwołujący się finalnie do przemocy, którą ma w naszym interesie nałożyć na przeciwnika sąd (stąd „straszenie sądem").

W takiej mentalności utrzymują nas zasady współżycia społecznego, doktryna prawa i większość przepisów. Model ambicjonalny każe walczyć do końca, ale kto przegra, zawsze może się odegrać, ogłaszając moralne zwycięstwo. Przyznanie racji przeciwnikowi równa się przegranej! W taki oto sposób każdy spór może stać się sporem o wszystko. I to jest główna przyczyna, dla której pielęgnowanie sporów ma katastrofalne skutki społeczne i gospodarcze.

Pielęgnowanie sporów powinno być traktowane jako naganne i dlatego karalne. Nade wszystko zwalczane promowaniem alternatywnych sposobów rozwiązywania sporów (ADR). Tyle że alternatywy dla sądowego rozwiązywania spraw praktycznie nie istnieją. Oczywiście są w Polsce ośrodki, w których mediacja się rozwija (co zawdzięczamy wysiłkom konkretnych osób), ale w ujęciu statystycznym to zupełna rzadkość. Więc rozwiązywanie sporów poza sądem przypomina używanie elektrycznych samochodów. Tych, po pierwsze, fizycznie nie ma, po drugie, daleko nie zajadą z powodu słabych baterii, po trzecie, nie ma gdzie ich ładować.

Jak temu zapobiec? Jeżeli obok każdego sądu są kancelarie adwokackie i notarialne, zapewniające pomoc w kreowaniu, a nie rozwiązywaniu sporów, to tuż obok musi się pojawić alternatywa, np. mediatorzy. Jeszcze lepiej będzie, jeżeli kancelarie oferujące tylko spory zaczną oferować także pomoc w ugodach zamiast sporu (co zaczną czynić, jeżeli tylko wyczują dochód).

Jeżeli sprawy mają być rozwiązywane bez sądu, muszą mieć skuteczną obsługę i wsparcie. Używamy tylko szkodliwych samochodów spalinowych, bo są i działają zawsze oraz wszędzie bez większych problemów. Istotą każdego rozwiązania jest jego skuteczność, więc tylko dlatego Polacy wolą się sądzić. Dobrze wiedzą, że innych rozwiązań nie ma – a jeśli są, to raczej nie działają. Pierwszym powodem popularności sporów sądowych jest więc ich faktyczny monopol.

Są jednak dalsze korzyści, niestety, społecznie niepożądane, a dostępne dla bardziej doświadczonych lub wyrachowanych – np. pieniaczy, którzy znając każdą słabość systemu, wykorzystują je. Porównując np. mediację z procesem sądowym, widać wiele zalet mediacji, takich jak szybkość postępowania czy pomoc mediatora w rozwiązaniu problemu. W praktyce jednak te korzyści nie działają z kilku ważkich przyczyn:

1. Pozwanie zmusza przeciwnika do sporu, a mediacji można odmówić.

2. Odmowa udziału w mediacji nie ma żadnych konsekwencji, tak samo jak udział w mediacji zakończonej niepowodzeniem nie przynosi żadnych korzyści.

3. Udział w mediacji zabiera czas, co przeciwnik wykorzysta do odroczenia niekorzystnego dla siebie wyroku sądowego.

4. Przeprowadzenie mediacji nie pomaga w postępowaniu sądowym. Podobnie odmowa mediacji nie pogarsza sytuacji przed sądem, nie poprawia też sytuacji uczestnika mediacji.

5. Powyższe przesłanki wskazują, że mediacja jest korzystna, tylko gdy się kończy porozumieniem. Natomiast próba mediacji nie jest opłacalna, co jest zawsze prawdopodobne i przesądza o niepowodzeniu mediacji jako części systemu dochodzenia roszczeń. Za powyższe odpowiada stan prawny, czyli ustawodawca i poglądy doktryny.

Tylko reforma dochodzenia roszczeń może odciążyć sądy

Brak pozytywnego wpływu mediacji na sytuację procesową jest błędem systemowym i zasadniczo decyduje o braku popularności mediacji. W ujęciu ekonomicznym postępowanie sądowe powinno być wyraźnie droższe od alternatywnych metod rozwiązywania sporów. Nie chodzi tylko o sumę opłat, które oczywiście mają ogromne znaczenie. Dlatego alternatywne metody rozwiązywania sporów nie zadziałają, dopóki nie staną się częścią systemu dochodzenia roszczeń, a to wymaga połączenia w jeden tok czynności sądów, mediatorów, a także arbitrażu i innych rozwiązań. Przykładowo, dlaczego osoba niemająca środków nie skorzysta z mediacji, ale wnosi pozew? Ponieważ tylko tam uzyska zwolnienie od opłaty, a nawet pełnomocnika z urzędu. Wydaje się więc logiczne, aby świadczenie bezpłatnej pomocy prawnej było od razu połączone z podjęciem mediacji, a zwolnienie od kosztów uzależnione od próby ugodowego rozwiązania sporu. Potrzebne jest też zrównanie sytuacji podmiotów mogących rozwiązywać spory – np. nieodpłatne zlokalizowanie w budynkach sądów punktów informacji o mediacji i dyżurów mediatorów.

Sąd jest z definicji deficytowy, więc samofinansujący się mediatorzy muszą z nim przegrywać na polu opłat i innych kosztów. Jeżeli więc sąd, wspierając mediatorów, zmniejszy wpływ spraw, to zmniejszy też własne wydatki. Ten mechanizm pośredni jest skierowany do Skarbu Państwa, natomiast bodźce dla stron i ich pełnomocników muszą już mieć charakter bezpośredni. Jest to możliwe na kilka sposobów, odnoszących się do kosztów i przebiegu procesu.

Jeżeli strona wnosząca pozew pominie próbę mediacji, powinna ponosić wyższe opłaty sądowe. Pełnomocnicy powinni otrzymywać najmniej za pozew, więcej za udział w mediacji zakończonej ugodą, albo tyle samo za mediację i postępowanie przed sądem łącznie, skoro do ugody nie doszło.

Obowiązujące założenie, że przebieg mediacji pozostaje bez znaczenia dla postępowania sądowego, jest błędne. Protokół rozbieżności, znany np. przy wywłaszczaniu nieruchomości, przyspiesza i ułatwia postępowanie administracyjne. Należy więc rozważyć korzyści należne osobie, która przystąpiła do mediacji, nie podpisała ugody, ale podpisała protokół rozbieżności.

Warunkiem „zaliczenia" mediacji powinno być podpisanie protokołu rozbieżności. Postępowanie sądowe powinno przebiegać tylko według jego protokołu, a strony zyskiwać obniżenie kosztów i przyspieszenie postępowania. Bezzasadna odmowa przystąpienia do mediacji powinna obciążać kosztami, bez względu na wynik postępowania przed sądem.

Ustanowienie takich reguł jest konieczne, aby sytuacja faktyczna osoby przystępującej do mediacji nie była gorsza niż przed sądem. Przystąpienie do mediacji (lub innej formy ugodowego zakończenia sporu) musi być premiowane, bo zbyt wiele przemawia za podjęciem takiego ryzyka, a gdy się je podejmuje, nie ma żadnych gwarancji korzyści.

Ugodowe metody rozwiązywania sporów lepsze dla wszystkich

Gdyby wszelkie spory rozwiązywać ugodowo, można by w zasadzie zlikwidować sądy cywilne i gospodarcze z korzyścią dla budżetu. Niestety, nie można liczyć na taki obrót sprawy. Ograniczenie liczby spraw w sądach jest jednak realne poprzez uruchomienie alternatywnych i realnych ścieżek załatwienia sprawy.

Nie wolno zmniejszać kognicji sądów, bo to ogranicza prawo do sądu. Za przykład rozwiązania podobnego problemu niech posłużą podróże koleją. Przewoźnik gwarantuje, że każdym pociągiem dojedziemy do stacji przeznaczenia bez względu na to, ile zapłaciliśmy za bilet. Zanim na tory wjechało pendolino, uporządkowano standardy pociągów i ceny biletów. W efekcie jakość podróży znacząco się poprawiła, co potwierdza wzrost liczby pasażerów (za pierwsze półrocze 2019 znowu rekord).

Podobne działania są nieodzowne dla rozwiązywania sporów i obsługi roszczeń cywilnych. I tak jak nie da się wszystkich przewieźć jednym pociągiem, tak samo sądy nie są w stanie wszystkich spraw załatwić, o ile w ogóle taka potrzeba zachodzi. Dlatego trzeba zróżnicować sposoby, zasady i koszty załatwiania spraw, na które zupełnie niepotrzebny monopol mają niestety sądy.

Gwarantem sukcesu może być tylko ustawowe i faktyczne wyeliminowanie tego monopolu. Z uwagi na ustrojowe znaczenie i powagę sądów tylko postępowanie sądowe może zostać podniesione do standardu „premium". Dopiero możliwość realnego wyboru sprawi, że będzie możliwe załatwienie każdej sprawy także poza sądem. Dlatego prawo do zwolnienia od kosztów, pomoc pełnomocnika z urzędu nie mogą być ograniczone tylko do spraw sądowych, a wynagrodzenie pełnomocników jednakowe przed sądem i za udział w alternatywnych sposobach rozwiązywania sporów.

Powyższe uwagi nie wyczerpują oczywiście problemu, mają ukazać go jako nadający się tylko do kompleksowego rozwiązania. Sądy są częścią naszej rzeczywistości, a ludzie, zwracając się do nich, zachowują się racjonalnie w zupełnie nieracjonalnych sprawach. Bez zmian w systemie dochodzenia praw i roszczeń sądy będą nadal oblegane.