Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego musi zawiesić orzekanie – zdecydował w środę Trybunał Sprawiedliwości UE. Polska ma miesiąc na przekazanie informacji, jak wykonała to orzeczenie. Jeśli nie dostosuje się do wyroku unijnego sądu, Komisja Europejska może wystąpić z wnioskiem do Trybunału Sprawiedliwości UE o nałożenie kar finansowych.

Decyzja TSUE jest odpowiedzią na skargę Komisji Europejskiej, która uważa, że Izba Dyscyplinarna nie jest niezawisłym sądem, bo jej członkowie są nominowani przez Krajową Radę Sądownictwa, która z kolei jest obsadzona przez Sejm.

Czytaj także: Tomasz Pietryga: TSUE ratuje sędziów, nie topi Izby Dysycplinarnej

Komisja miała nadzieję, że Izba Dyscyplinarna sama wstrzyma się z wyrokami dyscyplinarnymi wobec sędziów po tym, jak Sąd Najwyższy uznał, że nie jest ona sądem. Ale ponieważ tego nie zrobiła, Bruksela poprosiła TSUE o wydanie środków tymczasowych. Trybunał właśnie o nich zdecydował.

Nie wszyscy są zadowoleni z orzeczenia. – Z całą pewnością skierujemy do Trybunału Konstytucyjnego, który jest najwyższą instancją odwoławczą, zapytanie do jakiego stopnia instytucja taka jak TSUE może wydawać wyroki zabezpieczające takie jak ten, który w środę do nas dotarł – zapowiada premier Mateusz Morawiecki.

Zadowolenia z wyroku nie kryje natomiast sędzia Krystian Markiewicz, prezes SSP Iustitia. – Jasno zakazuje polskiemu rządowi nielegalnego represjonowania sędziów – podkreśla.

Piotr Falkowski, rzecznik Izby Dyscyplinarnej mówi z kolei, że nie Izba, lecz polski rząd jest bezpośrednim adresatem orzeczenia. Jego zdaniem Izba nie zawiesi swojego działania. Zajmuje się przecież także sprawami adwokatów, radców prawnych czy prokuratorów, a ich wyrok nie dotyczy.