Polski rząd przegrał w ostatnich latach przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) i Europejskim Trybunałem Praw Człowieka (ETPC) kilkanaście spraw o zmiany w wymiarze sprawiedliwości. Każdy aspekt reform ministra Zbigniewa Ziobry oba trybunały uznały za naruszenie prawa europejskiego obowiązującego w Polsce. Część naruszeń kosztuje nas już setki milionów złotych kar oraz blokadę miliardów euro z Funduszu Odbudowy. W najbliższych tygodniach czeka nas zapewne wszczęcie procedury wstrzymania regularnych funduszy UE w ramach rozporządzenia o warunkowości.

W wyroku ws. Dolińska-Ficek i Ozimek przeciw Polsce ETPC stwierdza wręcz: „naruszenie praw skarżących miało źródło w zmianach w polskim ustawodawstwie, które pozbawiły polskie sądownictwo prawa wyboru członków KRS i umożliwiły władzy wykonawczej i ustawodawczej bezpośrednią lub pośrednią ingerencję w procedurę powoływania sędziów, tym samym systematycznie naruszając legalność sądu złożonego z tak powołanych sędziów. W tej sytuacji, w interesie zasad praworządności oraz rozdziału władzy oraz niezależności sądownictwa, wymagane jest szybkie działanie naprawcze ze strony Państwa Polskiego".

Strasburg dla każdego

Po takim orzeczeniu każdy obywatel, w którego sprawie orzekał tzw. neosędzia, może skutecznie podnosić w ETPC, że jego sprawa sądzona była przez „niesędziego" i „niesąd" (brak gwarancji niezawisłości i bezstronności) i uzyskać odszkodowanie w związku z naruszeniem art. 6 europejskiej konwencji praw człowieka. Odpowiedzialna władza powinna niezwłocznie wykonać – tak aby ochronić każdego obywatela przed konsekwencjami oddania jego spraw w ręce wadliwie powołanych sędziów.

Powrót do praworządności musi polegać na systemowym (a nie wybiórczym) wykonaniu przez Polskę wyroków europejskich trybunałów. Na tym założeniu oparty jest projekt uzdrowienia wymiaru sprawiedliwości przygotowany przez Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia", w pełni popierany przez skupiony w „Porozumieniu dla Praworządności" szeroki front organizacji obywatelskich i prawniczych, zaangażowanych w batalię o państwo prawa i demokratyczne partie opozycyjne, które zdecydowały się złożyć go w parlamencie. Teraz kompleksowy i przemyślany projekt jest gotów do prac legislacyjnych i debaty nad konkretami.

Czytaj więcej

Jak przywrócić sędziów w zamian za KPO

Koncepcja „Porozumienia dla Praworządności" i „Iustitii" zawarta w ustawie sanującej wymiar sprawiedliwości opiera się na:

- konieczności wyboru prawidłowej KRS (demokratycznie reprezentującej środowisko sędziowskie, wspieranej przez radę społeczną);

- ustawowego odzwierciedlenia wyroków TSUE i ETPC stanowiących, że neosędziowie nie zostali prawidłowo nominowani ze względu na wadę neoKRS, a nie ich wady osobiste;

- ochrony ciągłości i pewności obrotu prawnego, wprowadzając ustawą delegację, by umożliwić w przejściowym okresie kontynuację spraw, nie wykluczając neosędziów;

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Konkurs dla startupów i innowacyjnych firm

WEŹ UDZIAŁ

- uznania, że asesorzy zostali prawidłowo powołani na sędziów, bo rola neoKRS w ich nominacjach jest inna (znikoma wobec innych procesów nominacyjnych), a oni sami nie mieli gdzie „uciec" w systemie;

- niezwłocznym ogłoszeniu nowych konkursów przed nowo wybraną KRS i umożliwieniu udziału także neosędziom;

- pozostawienie w obrocie prawnym wszystkich orzeczeń wydanych przez neosędziów, z prawem stron do wznawiania zakończonych postępowań (na wniosek) przy użyciu zwykłych instrumentów procesowych;

- wprowadzenia nowej, cywilizowanej procedury dyscyplinarnej dla sędziów przed niezależnymi sądami, z udziałem niezależnych rzeczników dyscyplinarnych, zapewniając prawa pokrzywdzonym działalnością sędziów;

- braku zgody na trwałe utrzymanie wadliwych powołań neosędziów, zapewniając ochronę orzeczeniom przez nich wydanym, aby państwo polskie wykonało wyroki europejskich trybunałów.

Po zaprezentowaniu przez „Porozumienie dla Praworządności" projektu ustawy w debacie publicznej pojawiły się głosy fałszywie go przedstawiające. Świadomie bądź nie krytycy widzą problemy prawne tam, gdzie ich nie ma. Nie widzą zaś zapisów projektu albo przeinaczają jego sens.

Myślą przewodnią jest natychmiastowa ochrona obywateli przed nieważnością postępowań, bez naruszania praw neosędziów. Wbrew sugestiom polityków projekt jest całkowicie wolny od emocji, rewanżu czy wendety. Wręcz przeciwnie. Jest jedynym możliwym, systemowym sposobem rozwiązania piekielnie trudnej prawnie sytuacji, dokonywanym w sposób higieniczny i chirurgiczny, równy dla wszystkich, możliwie bezszelestnie dla obywateli i innych stron postępowań, mających sprawy w sądach.

Projekt zakłada powtórzenie konkursów nominacyjnych przed nowo wybraną i legalną Krajową Radą Sądownictwa. Nie chodzi więc o odpowiedzialność zbiorową, ale o konieczność – dla dobra podsądnych oraz samych neosędziów (!) – uzdrowienia ich prawa do orzekania. Stanowisko sędziowskie nie jest prywatnym uprawnieniem danego sędziego (jak np. emerytura), ale ustrojową kompetencją do decydowania o prawach innych obywateli wydającym wiążące wyroki w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej, wolnym od jakiegokolwiek zarzutu bycia „niesądem".

W reformie wykonującej europejskie orzeczenia nie można więc skupić się na indywidualnych cechach tego czy innego neosędziów, oceniając stopień jego upolitycznienia, zależności i tym samym braku niezawisłości. Ewentualne przewinienia tego typu powinny być przedmiotem prawdziwej, przejrzystej procedury dyscyplinarnej, którą także projekt reguluje.

Dyscyplinarki od nowa

Punktem wyjścia do reformy przywracającej praworządność musi być usunięcie systemowej wady, jaką jest politycznie zależna KRS i nominacje przez nią udzielone. Nie da się wady formalnej (brak nominacji legalnie działającej i konstytucyjnie powołanej Krajowej Rady Sądownictwa) wyeliminować inaczej. Nie można twierdzić, że ktokolwiek powołany przez neoKRS zapewnia gwarancję niezależnego procesu, bowiem chodzi o wadę systemową, formalną, a nie ocenę indywidualnych cech danej osoby.

Nie jest też prawdziwy zarzut rzekomego niewłaściwego potraktowania nowo powołanych neosędziów, których jedyną „winą" jest czas, w którym weszli do zawodu. Jest wręcz przeciwnie.

Projekt sprawiedliwie rozróżnia sytuację tych neosędziów od osób, które świadomie wybierały awans w czasie, gdy inni sędziowie bojkotowali wadliwe konkursy.

Nowi sędziowie, zgodnie z projektem, są praktycznie z automatu „sanowani" i przestaje nad nimi wisieć odium „neosędziego". Projekt, oferując im wyjście z pata, w jakim się znaleźli na początku swojej drogi zawodowej, jest dla nich bardzo korzystny i rozwiązuje sytuację zdecydowanej większości osób powołanych przy udziale neoKRS do sądów rejonowych, a więc najliczniejszych sądów, zarazem najbliższych obywatelowi.

Natomiast ci, którzy w czasach „dobrej zmiany" postanowili skorzystać z sytuacji i awansować, mając pełną świadomość ustrojowej destrukcji systemu, muszą ponownie stanąć w konkursach, aby sanować wadę swojego awansu. Przed nimi uczciwy konkurs, w którym wezmą również udział ci sędziowie, którzy dotychczas nie startowali, nie chcąc legitymizować bezprawia. Wszyscy będą mieli równe szanse przed prawdziwą, niezależną i konstytucyjną KRS.

Neosędziom nie dzieje się więc nic złego. Wracają na poprzednie stanowiska. Nie oddają żadnych wynagrodzeń. Muszą jedynie stanąć do konkursu przed prawdziwą i niezależną KRS. Parafrazując pewnego ministra – jeśli ktoś jest dobry, nie musi obawiać się wyników uczciwych konkursów.

Założenie jest takie, że podczas wyboru prawdziwej KRS i podczas przeprowadzanych przez nią konkursów obywatele nie odczują negatywnych konsekwencji zmian, bowiem ustawa zakłada kontynuowanie toczących procesów i „pomostowy" system delegacji sędziów oraz akceptację statusu powołań asesorów. Nie będzie więc momentu „dziury" w systemie ani pozbawienia sądów tysiąca etatów sędziowskich. Nic takiego się nie stanie.

Zmiana ma być niezauważalna z punktu widzenia podsądnych i ma jak najszybciej uzdrowić proces „zatruwania" spraw nieprawidłowymi powołaniami sędziowskimi.

Nieco inaczej wygląda sytuacja z neosędziami w Sądzie Najwyższym, ponieważ ich powołania nie dość, że odbyły się z udziałem neoKRS, to jeszcze obarczone są wieloma innymi naruszeniami prawa, w tym konstytucyjną, ustrojową wadą konkursów wstrzymanych przez NSA, co zostało zignorowane przez neoKRS, prezydenta Andrzeja Dudę i samych zainteresowanych. Oni muszą bezwzględnie i niezwłocznie odejść z Sądu Najwyższego. Przed legalną KRS muszą odbyć się konkursy w celu uzupełnienia składu SN, a prawidłowo obradujące Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN (złożone wyłącznie z legalnych sędziów) musi wskazać prezydentowi kandydatów na pierwszego prezesa SN. Izby polityczne, czyli Izba Dyscyplinarna i Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych (ich brak statusu niezależnego, bezstronnego sądu, potwierdziły europejskie trybunały i polskie sądy), zostaną zlikwidowane.

Na koniec warto podkreślić, że nikt dotąd nie przygotował żadnej, całościowej koncepcji przeprowadzenia naprawy polskiego wymiaru sprawiedliwości, alternatywnej do tej przedstawionej przez „Porozumienie dla Praworządności" i „Iustitię". Nikt nie złożył w Sejmie projektu żadnej ustawy. Pojawiają się jedynie odosobnione głosy krytyczne.

Jeden z nich proponuje, by w poszczególnych postępowaniach sądowych badany był stopień „upolitycznienia" danego neosędziego na bazie oceny jego orzecznictwa. Badania miałby dokonywać inny skład tego samego sądu, a neosędziowie pozostawaliby w systemie bez weryfikacji systemowej (także neosędziowie z SN).

Pomysł prezydenta się nie nadaje

Takie rozwiązanie jest nie tylko niewykonaniem wyroków TSUE i ETPC, ale generuje nierówne traktowanie obywateli (różne składy różnie orzekną co do danego neosędziego), tysiące sporów wewnątrz spraw trwających dziesięciolecia, a pod koniec przewidywalny wyrok ETPC, bowiem standard strasburski został już ukształtowany – neosędzia powołany przy udziale neoKRS nie daje rękojmi bezstronnego i niezależnego procesu.

Taka operacja byłaby bezzasadnym utrudnieniem i przeciągnięciem tysięcy procesów ze szkodą dla obywateli. Nie wspominając o tym, że byłby to również sygnał wysłany do przyszłych pokoleń prawników, że naruszenie zasad opłaca się i będzie nagradzane. To oznaczałoby polowanie na czarownice, na które „Porozumienie dla Praworządności" i „Iustitia" nie godzą się właśnie dlatego, że w państwie prawa nie może być miejsca na żadne wendety sądowe.

Tekst ten i zawarte w nim tezy oraz wyjaśnienia napisaliśmy także w imieniu organizacji obywatelskich wchodzących w skład „Porozumienia dla Praworządności".

Sylwia Gregorczyk-Abram, Maria Ejchart-Dubois, Paulina Kieszkowska-Knapik, Michał Wawrykiewicz są członkami Inicjatywy „Wolne Sądy"