[wyimek][b][link=http://blog.rp.pl/blog/2010/03/31/tomasz-pietryga-sedziowie-z-przeszloscia-schowani-za-immunitetem/]Skomentuj na blogu[/link][/b][/wyimek]

Sędziowie chowają się za immunitetem od lat. Choć przecież sami najlepiej zdają sobie sprawę, że cofnięcie immunitetu nie przesądza o winie. Pozwala jedynie na wyjaśnienie sprawy. Jednak nawet w sprawach tak ewidentnych jak jazda samochodem po pijanemu czy spowodowanie wypadku całymi miesiącami celebruje się podjęcie decyzji o zdjęciu ochrony.

A co dopiero w sprawach dotyczących komunistycznej przeszłości – w tych przypadkach immunitet stał się standardowym parasolem ochronnym. Parasolem całkowicie nieprzemakalnym dla jakichkolwiek argumentów – jak dotąd tylko jedno z pism IPN dotyczących ścigania sędziów i prokuratorów podejrzanych o zbrodnie komunistyczne zostało rozpatrzone pozytywnie. A uzasadnienia dla odrzucenia wniosków bywały zazwyczaj kuriozalne.

Podobnie było wczoraj. Sąd dyscyplinarny stwierdził, że sędzia skazujący opozycjonistę na cztery lata więzienia za rozrzucanie ulotek nie musiał mieć świadomości, iż... wyrok jest komunistyczną represją.

Wyraźnie widać, że procedury postępowań o uchylenie sędziowskiego immunitetu są w Polsce wadliwe. Absurdem jest sytuacja, gdy o sprawie decydują koledzy sędziego z tego samego sądu. Czy w takim wypadku w ogóle można mówić o niezależności sędziowskich decyzji, ich bezstronności?

Zawód sędziego jest wyjątkowy, bo jego sprawowanie wymaga wyjątkowego społecznego autorytetu i zaufania. Między innymi dlatego istnieje immunitet, który – w założeniu – ma gwarantować sędziom ochronę przed zewnętrznymi, także politycznymi, naciskami.

Jeśli jednak ów immunitet będzie nadużywany w imię ślepej korporacyjnej solidarności, to o autorytecie sędziowie mogą zapomnieć. Czas uderzyć się w piersi, gdyż tego rodzaju postępowanie szkodzi całemu środowisku.