Obywatele mają bowiem prawo kontrolować cały proces, w szczególności liczyć głosy, i – co naturalne – są w stanie sobie z tym poradzić.
Choć w tych partyjnych wyborach brało udział zaledwie kilkuset głosujących, w drugiej turze (prostszej, bo z dwoma kandydatami) e-wyborczy system zablokował się i konieczne było unieważnienie głosowania. Pojawiły się oczywiście spory i spekulacje, co zawiniło: czy zakupiono zbyt wąską moc przerobową tego narzędzia, a może był to atak hakerski, czy też jakiś sabotaż w politycznej walce w tej partii lub wokół niej.
Czytaj więcej
Kosztem ośmieszenia samej siebie Polska 2050 uratowała polską demokrację, zamykając temat wyborów...
Ta wyborcza wpadka przypomniała to, co powinniśmy wiedzieć od dawna: że internet i poczta elektroniczna nierzadko się wyłączają z różnych przyczyn. Nie brakuje też w ostatnich latach politycznej walki wokół samego liczenia głosów. Przypomnę lansowaną – nie tylko przez polityków – po ostatnich wyborach prezydenckich teorię o rzekomych „anomaliach wyborczych”, które miały dowodzić, że ogłoszone wyniki komisji, z PKW na czele, nie oddawały realnego wyniku głosowania, co jednak postępowanie sądowe wykluczyło.
Równolegle podważano jednak umocowanie Izby Kontroli Nadzwyczajnej Sądu Najwyższego do orzekania w sprawie ważności wyborów prezydenta Karola Nawrockiego. I co zadecydowało? Liczenie – krok po kroku – konkretnych kart do głosowania.