Rozwiązania zawarte w ustawie z 9 czerwca 2022 r. o zmianie ustawy o Sądzie Najwyższym oraz niektórych innych ustaw (DzU z 2022 r., poz. 1259) miały w założeniu projektodawców stanowić normatywny wyraz realizacji sformułowanych przez Komisję Europejską postulatów określanych jako tzw. kamienie milowe, tj. likwidacji Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, reformy systemu dyscyplinarnego sędziów, gwarantującej niezależność ich oceny, oraz przywrócenia do pracy sędziów, którzy zostali odsunięci przez orzeczenia nieuznawanej Izby Dyscyplinarnej SN. Konkretyzują podstawowe warunki akceptacji Krajowego Planu Odbudowy, umożliwiającej odblokowanie środków z Europejskiego Funduszu Odbudowy, wstrzymane Polsce z uwagi na systemowe naruszenia praworządności.

Czytaj więcej

Pierwsza sędzia zlikwidowanej Izby Dyscyplinarnej przyjęła ofertę I prezes SN

Co z drugim kamieniem

W zakresie pierwszego kamienia mamy do czynienia z formalną likwidacją zakwestionowanej struktury ID SN, z pozostawieniem naruszającego elementarne standardy procesu powoływania sędziów przy udziale wadliwej KRS. Trzeci kamień to pieśń przyszłości. Trudno obecnie prognozować, czy zostanie spełniony. Zaskakujący jest natomiast drugi kamień milowy, gdyż ustawodawca tak „dwoił się i troił”, by pokazać, że już będzie w dyscyplinarkach uczciwie, że zapominając o źródłach naruszeń, przy okazji rozmontował cały system odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów. Ten oczywiście niechciany efekt jest skutkiem dyletanckiego i instrumentalnego podejścia do prawa.

Pamiętać musimy, że źródłem zakwestionowania postępowań dyscyplinarnych przez TSUE nie jest istniejąca od lat główna prawna podstawa odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów (wyjąwszy instrumentalne dodatki do niej zapoczątkowane „ustawą kagań- cową”), lecz stworzenie systemu niespełniającego konstytucyjnych, konwencyjnych i unijnych gwarancji niezależności i niezawisłości, stwarzającego przestrzeń i akceptację dla nadgorliwości czynowniczych urzędników. W tych warunkach harcownicy mogli, przy politycznej aprobacie, stawiać dowolne zarzuty i prowadzić opresyjne postępowania dyscyplinarne. Realizować śmiałe pomysły, począwszy od zaatakowania dopuszczalności noszenia koszulki z napisem „Konstytucja”, poprzez kwestionowanie niewygodnych dla władzy pytań prejudycjalnych lub wypowiedzi publicznych, po kwestionowanie wydania niewygodnego dla władzy postanowienia i jego jawnego uzasadnienia, którego autor do dziś szykanowany jest niemożnością orzekania przez zlikwidowany dziś niekonstytucyjny organ, jakim była ID SN.

Za co odpowiada

Zgodnie z obowiązującymi dziś podstawami odpowiedzialności dyscyplinarnej sędzia odpowiada dyscyplinarnie za przewinienia służbowe (dyscyplinarne), w tym za:

1) oczywistą i rażącą obrazę przepisów prawa;

1a) odmowę wykonywania wymiaru sprawiedliwości;

2) działania lub zaniechania mogące uniemożliwić lub istotnie utrudnić funkcjonowanie organu wymiaru sprawiedliwości;

3) działania kwestionujące istnienie stosunku służbowego sędziego, skuteczność powołania sędziego lub umocowanie konstytucyjnego organu Rzeczypospolitej Polskiej;

4) działalność publiczną niedającą się pogodzić z zasadami niezależności sądów i niezawisłości sędziów;

5) uchybienie godności urzędu.

„Odmowa wykonywania wymiaru sprawiedliwości” to nowalijka dodana ustawą powołaną na wstępie. Jak sądzić należy, ma ona za zadanie m.in. przymusić sędziów do orzekania wspólnie z powołanymi przy udziale tzw. neo-KRS. Jednocześnie jednak zgodnie z nowym brzmieniem ustawy (art. 1 pkt 34b, art. 4 pkt 4b, art. 5 pkt 3) przewinieniem dyscyplinarnym nie będzie „okoliczność, że orzeczenie sądowe wydane z udziałem sędziego obarczone jest błędem w zakresie wykładni i stosowania przepisów prawa krajowego lub prawa Unii Europejskiej lub w zakresie ustalenia stanu faktycznego lub oceny dowodów”. Skupiając się na orzeczniczych podstawach odpowiedzialności dyscyplinarnej, dostrzec należy, że pomiędzy nimi a nowym „kontratypem” zaistniała fundamentalna sprzeczność, wykluczająca możliwość pociągnięcia sędziego do odpowiedzialności dyscyplinarnej w sądownictwie powszechnym, administracyjnym i SN za istotną cześć deliktów dyscyplinarnych opisanych w obowiązujących przepisach. W zasadzie nie ma bowiem takiej „oczywistej i rażącej obrazy prawa”, która nie byłaby jednocześnie „błędem w zakresie wykładni i stosowania przepisów prawa krajowego lub prawa Unii Europejskiej”. Nie ma też orzeczniczych form „utrudniania funkcjonowania organu wymiaru sprawiedliwości” ani „kwestionowania stosunku służbowego sędziego, skuteczności jego powołania sędziego, lub umocowania konstytucyjnego organu”, które w razie stwierdzenia ich bezpodstawności nie byłyby jednocześnie „błędem w zakresie wykładni i stosowania przepisów prawa krajowego lub prawa Unii Europejskiej”.

Jednocześnie z podstawowych zasad wnioskowań prawniczych wynika, że skoro nie jest przewinieniem dyscyplinarnym bezpodstawne orzecznicze „utrudnianie” lub „kwestionowanie”, to tym bardziej nie może być, gdy jest ono oparte na prawnych podstawach. Wychodząc zatem z podstawowych zasad wykładni prawa, można stwierdzić, że zniesiono niemalże wszelkie formy odpowiedzialności dyscyplinarnej za działania orzecznicze (wyjąwszy może mające marginalne znaczenie praktyczne błędy w wykładni lub stosowaniu konwencji międzynarodowych, niebędące jednocześnie błędami w zakresie wykładni i stosowania prawa krajowego lub unijnego) i to w charakterystyczny dla prawa represyjnego sposób, uwalniający od odpowiedzialności, gdy jej złagodzona materialnoprawna przesłanka obowiązuje choćby przez „prawniczą sekundę” w czasie między czynem a orzeczeniem. Ewentualna nowelizacja może zadziałać jedynie na przyszłość. Objęte odpowiedzialnością dyscyplinarną sędziów pozostają dziś zatem wyłącznie uchybienie godności urzędu i niedozwolona działalność publiczna.

Wadliwe ujęcie

Takie ujęcie podstaw odpowiedzialności sędziego jest oczywiście wadliwe. Można zapytać, co stało się z politycznymi hasłami na sztandarach walki z sędziami? Zaskakująco jednak, pomimo śmiałego i – jak sądzimy – nieświadomego rozluźnienia systemu odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów, kamień milowy pozostaje niezrealizowany. Choć politykom z perspektywy ostatnich siedmiu lat dokonań trudno może być to zrozumieć, to jednak nie sposób nazwać „reformą systemu dyscyplinarnego” całkowite rozchwianie systemu odpowiedzialności dyscyplinarnej. Wiemy przecież, że sędziowie powinni odpowiadać dyscyplinarnie za oczywistą i rażącą obrazę prawa. A nie wtedy, gdy tak podoba się politykom lub wykonawcom ich woli. To w zasadzie jest aż tak proste.

Autorzy są profesorami prawa i adwokatami