Reklama

IPN, czyli sprawdzian intencji marszałka

Decyzje dotyczące ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej będą najlepszym sprawdzianem intencji Bronisława Komorowskiego – czy zamierza być "pełniącym obowiązki prezydenta" tymczasowym zastępcą zmarłego głowy państwa do czasu wyboru następcy, czy też uzna, że już teraz jego decyzje służyć powinny bieżącym interesom Platformy Obywatelskiej.

Publikacja: 22.04.2010 19:47

Jeśli marszałek Sejmu chce być tylko ponadpartyjnym zastępcą prezydenta, to ustawę o IPN powinien skierować do Trybunału, tak jak chciał to uczynić Lech Kaczyński.

Wiem, że aby podjąć taką decyzję, Komorowski musiałby mocno zacisnąć zęby, bo to by oznaczało, że odsuwa w ten sposób być może nawet na rok zmiany w Instytucie, które przeprowadzić chce Platforma.

Pojawiły się już publicystyczne pytania, dlaczego marszałek ma dostosowywać się w kwestii przyszłości IPN do woli zmarłego prezydenta, a nie np. do opinii zmarłego w tej samej katastrofie posła PO Arkadiusza Rybickiego – zwolennika zmian w Instytucie. Przy całym szacunku dla posła Platformy, którego rodzina czeka jeszcze na pogrzeb – marszałek tylko zastępuje Lecha Kaczyńskiego. Bronisław Komorowski nie został na urząd prezydenta wybrany, a o tym, że uzyskał kompetencje prezydenckie, zadecydowało zrządzenie losu i przepisy konstytucji. Dlatego oczekiwać od niego powinniśmy wstrzemięźliwości. Podejmując decyzję o wysłaniu ustawy do Trybunału Konstytucyjnego, marszałek mógłby więc pokazać klasę i zdolność do wzniesienia się ponad partyjne wytyczne.

Tymczasem już ukuto hasło, że Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej poszło na wojnę z Komorowskim – tylko dlatego, że zmieniło swojego szefa i rozpoczęło procedurę powołania nowego prezesa IPN. To znana taktyka – uczynić z ofiary agresora. Tymczasem Kolegium zachowuje się zupełnie normalnie – po tragicznej śmierci Janusza Kurtyki chce ratować Instytut, zapewnić mu możliwość normalnego działania i ocalić jego niezależność.

Niestety, z tego powodu w niektórych mediach jesteśmy dziś świadkami obrzucania członków Kolegium epitetami "partyjnych funkcjonariuszy" i prób tworzenia wrażenia, że uczestniczą w kampanii prezydenckiej. Być może taką cenę płaci się dziś za obronę niezależności instytucji publicznych. Niedobrze by jednak było, gdyby Bronisław Komorowski i jego partia dali się namówić do konfrontacji z Kolegium Instytutu.

Reklama
Reklama

[ramka][link=http://blog.rp.pl/semka/2010/04/22/ipn-czyli-sprawdzian-intencji-marszalka/]Skomentuj[/link][/ramka]

Publicystyka
Bogusław Chrabota: Rozpad Polski 2050. Rząd niezagrożony, projekt Szymona Hołowni zagrzebany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Publicystyka
Marek A. Cichocki: Najważniejsze pytanie dotyczące programu SAFE i bezpieczeństwa Polski
Publicystyka
Estera Flieger: Pierwsza dama idzie sama. Czy Marta Nawrocka ma obowiązek podobać się feministkom?
Publicystyka
Estera Flieger: Dlaczego Donald Trump boi się Bad Bunny'ego? Bo rap z Portoryko roztapia ICE
Materiał Promocyjny
Ikona miejskiego stylu życia w centrum Gdańska
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama