Nawet najbardziej życzliwi Platformie komentatorzy nie umieli wykrzesać z siebie entuzjazmu dla przejścia Joanny Kluzik-Rostkowskiej do PO. Wyjątkowo też zgodnie cała klasa polityczna – z oczywistym wyjątkiem PO – uznała transfer za osobistą porażkę Kluzik-Rostkowskiej. Zaskakująco spokojnie na odejście swojej liderki zareagowali szefowie PJN. Nawet politycy PO, poza oficjalnymi deklaracjami, że cieszą się z jej przyjścia, nie głoszą triumfalnie, że akces byłej szefowej PJN jest wzmocnieniem dla ich partii. To kontrast z ich reakcjami na pozyskanie Bartosza Arłukowicza. To może znaczyć jedno: w oczach całej klasy politycznej Kluzik-Rostkowska jest politykiem przegranym. – Ona w Platformie za pół roku po wyborach zniknie. Tego rodzaju transfery przedwyborcze mogą mieć szansę tylko, gdy się ustali bardzo wysokie warunki, tak jak to było z Sikorskim, że zostanie ministrem spraw zagranicznych – mówił w sobotę dla PAP Ryszard Kalisz.