Bo z jednej strony mamy przekonanie o doskonałej rozdzielności dobra i zła, względy słuszności moralnej, poczucie, że prawa człowieka to niekwestionowalny dorobek naszej cywilizacji, a z drugiej – cynicznych zbrodniarzy, kompletnie nieliczących się z kwestiami moralnymi, atakujących fundamenty naszego świata, rozsiewających zło.
To przecież oni, a nie amerykańskie służby specjalne, są głównymi bohaterami tej historii. Gdyby nie zamachy terrorystów z Al-Kaidy w Nairobi czy Nowym Jorku, sprawy oskarżeń o tortury by nie było. Wątpliwe, by zaczęto je stosować, a już na pewno opinia wolnego świata w sprawie ich zasadności nie byłaby tak podzielona. A jednak ogrom zbrodni wymusił lawinę, która przetoczyła się po świecie, od Afganistanu przez Abu Ghraib i Guantanamo po oficjalnie wciąż niepotwierdzone operacje CIA w polskich Starych Kiejkutach.