Ekologiczny szpital w cyfrowej sieci

Na bazie sieci szpitali warto stworzyć prawdziwą sieć obejmującą szeroką wymianę danych cyfrowych między placówkami, na przykład wspólne zwirtualizowane usługi diagnostyczne, zdigitalizowane konsultacje i konsylia – mówi Michał Kępowicz, członek zarządu Philips Polska.

Publikacja: 22.02.2024 03:00

Ekologiczny szpital w cyfrowej sieci

Foto: materiały prasowe

Materiał powstał we współpracy z Philips Polska

Niedobory pracowników są powszechną bolączką systemów ochrony zdrowia zarówno w Polsce, jak i na świecie. Czy można coś na to poradzić?

Tutaj nie ma jednej prostej odpowiedzi, warto przyjąć wieloaspektowe podejście, bo tylko w taki sposób można sobie poradzić z tym problemem. Prognozy mówią, że do 2030 roku na świecie będzie brakowało około 10 milionów osób, które się zajmują pacjentami. W naszym systemie opieki zdrowotnej pracuje 6 proc. aktywnych zawodowo Polaków. Natomiast średnia OECD to około 9–10 proc., czyli brakuje nam 3–4 proc.

Ale problem jest złożony o tyle, że ludzie coraz dłużej żyją. Jednocześnie pojawiają się różnego typu czynniki, które bardzo negatywnie wpływają na stan naszego zdrowia. Jest coraz więcej chorób cywilizacyjnych. Mamy coraz bardziej zatrute, zanieczyszczone powietrze, glebę, wodę, a z drugiej strony – prowadzimy po prostu niezdrowy tryb życia. Nic dziwnego, że coraz więcej osób cierpi na choroby układu krążenia albo nowotwory, depresje i zaburzenia psychiczne. Nie mamy dobrej profilaktyki dotyczącej stylu życia, nie potrafimy zarządzać swoim zdrowiem.

Pomysłów na poradzenie sobie z tym problemem może być dużo, kolejne rządy próbują zwiększyć liczbę osób studiujących na kierunkach medycznych. Trzeba poprawić procesy zarządzania w opiece zdrowotnej czy stan środowiska, w którym żyjemy. A także budować świadomość u obywateli, że jak nie będą dbali od samego początku o swoje zdrowie, poniosą w przyszłości tego konsekwencje.

Tylko że te sposoby są znane, działają na razie bez jakichś spektakularnych rezultatów. Czy pojawiły się jakieś nowe czynniki zmieniające sytuację?

Ważnym wsparciem są technologie. Jak mogą pomóc w kwestii niedoborów kadr medycznych? Przede wszystkim tak, że mnóstwo procesów, np. administracyjnych, można zautomatyzować. Są rozwiązania (RPA) umożliwiające zaprogramowanie pracy systemów informatycznych tak, żeby zastąpiły czynności, które są regularnie powtarzane przez człowieka. Mówię tutaj o kwestiach administracyjnych, związanych z rozliczeniami czy księgowością.

Ale dotyczy to personelu administracyjnego, a nie medycznego.  

W szpitalach pod tym względem też są niedobory. Ale pójdźmy dalej. Istnieje sporo procesów, które mogą być przez technologie wspierane albo zastąpione. To są chociażby technologie dotyczące analizy obrazów, czyli analizy danych diagnostycznych. Dane te są generowane w ogromnych ilościach i ich przeanalizowanie przez człowieka jest albo bardzo trudne, albo w niektórych przypadkach niemożliwe. Również postawienie diagnozy jest dużo łatwiejsze w przypadku, kiedy mamy możliwość porównania zdjęcia danego pacjenta z tysiącem czy z milionem innych zdjęć podobnych przypadków. Jeżeli taki system zawiera mechanizm sztucznej inteligencji czy uczenia maszynowego, może podpowiedzieć, z jakim schorzeniem i w jakim stopniu zaawansowania mamy do czynienia u danego pacjenta.  

Takie systemy już są stosowane w Polsce i na świecie. Są wykorzystywane z pozytywnymi wynikami w bardzo wielu urządzeniach przy badaniach tomografii komputerowej, rezonansu magnetycznego czy ultrasonografii. Oczywiście finalną decyzję podejmuje lekarz i wcale to nie znaczy, że lekarz zostaje zastąpiony przez maszyny. 

Obecne technologie umożliwiają opisanie człowieka w kategoriach bardzo skomplikowanego układu, którego funkcjonowanie można zamienić w postać cyfrową. Zresztą mówi się o bliźniakach cyfrowych czy o modelu cyfrowym człowieka. Jeżeli odpowiednio przetworzymy te dane, dodamy algorytmy automatycznego wnioskowania, to jest możliwe uzyskanie bardzo konkretnych odpowiedzi dotyczących konkretnych jednostek chorobowych. Nie mówiąc już o danych zbieranych populacyjnie dających szansę na przewidywanie trendów demograficznych czy epidemiologicznych.

Czy zastosowanie najnowszych technologii w medycynie jest bezpieczne? Sztuczna inteligencja się nie myli?

Tak jak w przypadku każdego urządzenia i każdego rozwiązania mamy do czynienia z ewolucją. Kiedyś technologie były mniej skomplikowane, a ich możliwości były udoskonalane wraz z postępem nauki. W przeszłości rentgen przynosił więcej szkód niż korzyści, a teraz dawka promieniowania jest setki czy tysiące razy mniejsza niż na początku. Analogicznie ze sztuczną inteligencją. Przez kolejne 10, 20 czy 50 lat będziemy zbierać doświadczenia dotyczące działania tego typu systemów. Korzystajmy z możliwości, jakie daje sztuczna inteligencja, jednocześnie podejmując przemyślane kroki w celu ograniczenia potencjalnego ryzyka.

W Philips jest dedykowany zespół, który się zajmuje sztuczną inteligencją. Mamy swoje praktyki dotyczące jej etycznego wykorzystania. To są tak zwane zasady Philips Data Principles dotyczące prywatności, bezpieczeństwa i korzystnego wykorzystania danych z punktu widzenia pacjenta. Projektowanie rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji musi prowadzić do korzyści dla ludzi. Nie mogą one wyrządzać szkód. Muszą mieć ochronę przed celowym lub nieumyślnym, niewłaściwym użyciem. To jest zestaw wymogów, które musi spełniać takie rozwiązanie, żeby faktycznie mogło później trafić na rynek. 

Przepisy dotyczące AI są z kolei tworzone na wyższym poziomie – Unii Europejskiej. To konieczność, gdyż w ochronie zdrowia rozwiązania oparte na AI są tak zwanym cyfrowym wyrobem medycznym. To są specjalnie odrębnie, przygotowywane przepisy dotyczące właśnie tego typu wrażliwych i potencjalnie niebezpiecznych rozwiązań sztucznej inteligencji. Czyli z jednej strony firma taka jak Philips ma swoje zasady, z drugiej – są wymogi regulacyjne, np. unijne. 

Czy polski świat medyczny chce używać tych najnowszych rozwiązań technologicznych?

Spójrzmy na badania przygotowywane na zlecenie Philips, które były przeprowadzone w ramach raportu Future Health Index. Okazuje się, że w Polsce mamy bardzo silne przekonanie co do tego, że technologie mogą wyraźnie medykom pomóc. W 2023 roku liderzy ochrony zdrowia i młody personel medyczny zapytani o technologię, która będzie miała największy wpływ na poprawę opieki nad pacjentem wskazali wirtualną opiekę (68 proc.). Jednocześnie więcej niż czterech na dziesięciu badanych stosuje lub planuje stosować technologię wspierającą podejmowanie kluczowych decyzji, taką jak analityka predykcyjna i sztuczna inteligencja w warunkach klinicznych. Ponadto odsetek liderów opieki zdrowotnej inwestujących w sztuczną inteligencję wzrósł z 35 proc. (2022 r.) do 46 proc.  (2023 r.), a w perspektywie trzyletniej już czterech na pięciu liderów deklaruje takie inwestycje. Wśród młodych pracowników ochrony zdrowia oczekiwania są podobne – zajmowanie pozycji lidera w obszarze AI przez placówkę medyczną okazało się ważnym czynnikiem dla prawie połowy młodych pracowników medycznych (43 proc.) przy wyborze miejsca pracy.

Wspomniał pan o wirtualnej opiece medycznej. Na czym ona polega?

Użycie rozwiązań cyfrowych może dotyczyć tak naprawdę wszystkich etapów postępowania z pacjentem. Zresztą podobnie jest z osobą zdrową, która powinna np. zadbać o swój styl życia, żeby po prostu uniknąć choroby lub maksymalnie opóźnić jej rozwój. Z jednej strony wirtualizacja umożliwia kontakt z lekarzami czy osobami, które się zajmują profilaktyką, z drugiej – umożliwia zaawansowaną opiekę medyczną, np. poprzez tworzenie cyfrowych konsyliów, gdzie kilkunastu specjalistów z różnych części świata jest w stanie współpracować na tych samych danych w czasie rzeczywistym.

Ale poza środowiskiem specjalistycznym, można stworzyć kontakt pacjent–lekarz–opieka społeczna–opiekun i zbudować np. nadzór nad osobą starszą. Być może ta osoba w danej chwili nie wymaga stałego nadzoru medycznego, nie wymaga opieki ambulatoryjnej, ale dobrze jest sprawdzać, czy po prostu stosuje się do zaleceń lekarza, bierze lekarstwa, czy się porusza, czy ćwiczy, czy nie przewróciła się w domu i wymaga natychmiastowej pomocy.

Tylko że w naszym kraju pacjentowi nieodmiennie towarzyszy teczka z papierową dokumentacją medyczną. Systemy informatyczne są niekompatybilne, nie ma takich wspólnych baz danych. Papier jest najpewniejszy.  

Każdy szpital w mniejszym lub większym stopniu zbiera cyfrowe dane pacjentów, a od 2022 roku prowadzenie danych w formie elektronicznej dokumentacji medycznej jest obowiązkowe. Problemem jest z przepływem tych danych pomiędzy różnymi jednostkami danego szpitala, a już najbardziej pomiędzy różnymi szpitalami, o różnej referencyjności. W Kanadzie w prowincji Ontario wdrożono system dla 14 milionów pacjentów i jest już obojętne – jeśli chodzi o dostęp do danych – gdzie trafi pacjent. System dysponuje dokumentacją i dane idą przed pacjentem, czyli niezależnie, gdzie w systemie jest pacjent, tam są jego dane.

Brak dostępności do danych z różnych placówek jest w gruncie rzeczy problemem z interoperacyjnością. W Polsce nie ma jasnych wymogów dotyczących interoperacyjności, a nawet jeśli są pewne zapisy, to w wielu przypadkach nie są egzekwowane. Co powoduje, że w jednym szpitalu jest np. pięć systemów, każdy na przyzwoitym stopniu zaawansowania technologicznego, ale one ze sobą niestety „nie rozmawiają”. Nie mówiąc już o wymianie danych z innym szpitalem. 

Z czego to wynika? Kwestia kosztów? Kwestia chęci?

Czasem to jest tak, że te systemy nie spełniają najnowszych standardów technologicznych. Czasem jest również tak, że producenci, którzy wytwarzają oprogramowanie chcą po prostu zmonopolizować rynek. Wymagają od szpitala bądź od innego konkurencyjnego producenta płacenia za dostęp do danych już zebranych w ich systemach. Te praktyki nie są niestety rzadkością i ograniczają swobodny przepływ danych. Philips wychodzi z innego założenia, bronić ma się jakość, szpital ma mieć wolność wyboru rozwiązań cyfrowych, a nie być zakładnikiem konkretnego produktu, z którego nie może zrezygnować bez ponoszenia wysokich kosztów. Moim zdaniem warto na bazie sieci szpitali, która już powstała w Polsce jakiś czas temu, stworzyć prawdziwą sieć obejmującą również szeroką wymianę danych cyfrowych między placówkami, np. wspólne zwirtualizowane usługi diagnostyczne, zdigitalizowane konsultacje i konsylia wielodyscyplinarne. W szpitalach na poziomie zarządczym powinna być też osoba odpowiedzialna za informatyzację, czyli taki chief information officer, chief data officer, który zaplanuje i będzie pilnował, jak ten proces cyfryzacji jednostki powinien przebiegać. Świat tutaj nas wyprzedza – w zeszłym roku w Mayo Clinic w Arizonie ustanowiono nawet stanowisko dyrektora od spraw AI, czyli chief aI officer. Osoby, która po prostu potrafi wytłumaczyć, zaproponować i stworzyć zintegrowany model rozwiązań sztucznej inteligencji dla szpitala czy dla grupy szpitali.

Mówił pan o zanieczyszczeniu środowiska jako źródle chorób. Tylko że to właśnie system ochrony zdrowia w ogóle jest generatorem potężnej ilości różnego rodzaju zanieczyszczeń. Czy to może się zmienić?

System opieki zdrowotnej jest niestety nieświadomym sprawcą chorób cywilizacyjnych. Szpitale są bardzo energochłonne, emitują zanieczyszczenia, w tym te najbardziej toksyczne. Gdyby globalny system ochrony zdrowia porównać do państwa, byłby piątym największym emitentem dwutlenku węgla na świecie. Budynek szpitala jest dwu-, trzykrotnie bardziej zanieczyszczający i energochłonny niż tradycyjny budynek komercyjny. 

Na szczęście w Polsce zaczyna się o tym coraz więcej mówić. W ostatnich latach we współpracy z UN Global Compact stworzyliśmy raport „Zielone szpitale” zaprezentowany na Światowym Forum Miejskim w Katowicach. Pojawia się coraz więcej pomysłów na zmianę tego stanu rzeczy. Na przykład szpitale w Poznaniu zadeklarowały, że chcą podejść do tematu poważnie i modernizować się w sposób świadomy i zorganizowany w koalicję. To znaczy w momencie, kiedy odnawiamy, prowadzimy inwestycje, to zwracamy uwagę na to, że technologie, które będą stosowane w szpitalu, powinny być przyjazne środowisku i pacjentom, zmniejszać zużycie energii, dwutlenku węgla i substancji szczególnie szkodliwych. W Philips tworzymy technologie, które mają tak zwane ekopaszporty, czyli specjalny dokument opisujący ich atuty dotyczące środowiska. Czyli na przykład, że wykorzystany do produkcji urządzenia plastik nie zawiera substancji niebezpiecznych, więc może być powtórnie, bezpiecznie przetworzony w procesie przemysłowym lub czy elementy mogą być w całości odzyskiwane i ponownie wykorzystane w innym urządzeniu. To ważne, gdyż środowisko jest już tak nasycone niebezpiecznymi substancjami, że dalsze zanieczyszczanie w sposób bardzo wymierny przekłada się na gwałtownie rosnącą ilość chorób cywilizacyjnych i zagraża egzystencji człowieka jako gatunku.

Materiał powstał we współpracy z Philips Polska

Materiał partnera
Chcemy być najbardziej zaufaną, cyfrową firmą biofarmaceutyczną
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Przyszłość ochrony zdrowia
Pacjenci z przewlekłą chorobą nerek powinni wiedzieć o dializie otrzewnowej
Przyszłość ochrony zdrowia
Badania sprzyjają poprawie jakości
Materiał partnera
Polska nefrologia w punkcie zwrotnym
Przyszłość ochrony zdrowia
Szeroki wachlarz pomysłów na zmiany w ochronie zdrowia