W sejmowym roku profilaktyki pytamy partie polityczne o podejście do tego tematu. Odpowiedzi na nasze pytania nie otrzymaliśmy jedynie od Konfederacji.
Jednym z najczęściej powtarzających się wątków w wypowiedziach polityków jest przekonanie, że sama dostępność badań nie gwarantuje sukcesu. Polska ma programy profilaktyczne, finansowanie i coraz więcej możliwości diagnostycznych, ale wielu pacjentów nadal nie korzysta z dostępnych świadczeń.
Algorytm nie podpowie nam badań profilaktycznych
– Badania profilaktyczne są i są na nie pieniądze. Problem polega na tym, że wciąż zbyt mało osób wie, jak ważna jest profilaktyka i jakie możliwości mają do dyspozycji – mówi Joanna Wicha, posłanka Lewicy. Jak dodaje, problem zaczyna się już na etapie podstawowej wiedzy. – Żeby wpisać w wyszukiwarkę hasło „badania profilaktyczne”, trzeba najpierw wiedzieć, że coś takiego istnieje. I moim zdaniem właśnie na tym polu najbardziej przegrywamy. A algorytm nam nie podpowie takich pojęć, bo są nudne i nie są „seksi” – zauważa.
– Program „Profilaktyka 40+” pokazał, że sama dostępność badań nie wystarczy. Mimo że pacjenci mogli z nich skorzystać za darmo, nie przełożyło się to znacząco na liczbę wizyt – mówi poseł PSL, Radosław Lubczyk.
Zdaniem polityka problemem jest przede wszystkim brak świadomości, że profilaktyka może realnie wpłynąć na zdrowie. – Możemy przeznaczyć na profilaktykę ogromne środki, ale jeśli ludzie nie będą mieli świadomości, dlaczego warto się badać, nadal nie osiągniemy efektów. W Polsce przez lata nie uczono nas odpowiedzialności za własne zdrowie, dlatego edukacja zdrowotna jest tak potrzebna – podkreśla.
Czytaj więcej
9 września 2023 r. w Tarnowie Koalicja Obywatelska z wielką pompą ogłosiła swoje 100 konkretów do realizacji po wyborach. Co udało się zrealizować?...
Za profilaktykę nie może odpowiadać tylko MZ
Koalicja Obywatelska zwraca uwagę, że profilaktyki nie można ograniczać wyłącznie do badań i wizyt u lekarza. Zdaniem wicemarszałek Sejmu, Moniki Wielichowskiej, pierwszym etapem dbania o zdrowie są codzienne wybory. – Profilaktyka to badania przesiewowe, szczepienia, bilanse zdrowia i wizyty kontrolne u lekarza. Ale to również codzienne decyzje: co jemy, ile pijemy wody, czy śpimy wystarczająco długo i dobrze, czy się ruszamy, czy potrafimy zadbać o regenerację i zdrowie psychiczne. Nie chodzi o maratony ani godziny na siłowni, wystarczy regularny spacer, najlepiej w dobrym towarzystwie, bo zdrowie buduje się małymi krokami, ale codziennie. Zdaniem posłanki problem polega na tym, że Polacy nadal zbyt często reagują dopiero wtedy, gdy choroba już się pojawi. – Idziemy do przodu, ale wciąż za wolno. Coraz więcej osób może korzystać z nowoczesnej diagnostyki, szczepień i badań przesiewowych, ale nadal zbyt wielu Polaków zgłasza się za późno – wskazuje.
Wielichowska zwraca także uwagę, że za profilaktykę nie może odpowiadać wyłącznie Ministerstwo Zdrowia. – To odpowiedzialność całego państwa. Dlatego ważne są porozumienia między resortami i wykorzystywanie każdej przestrzeni do promowania zdrowia: spółek Skarbu Państwa, transportu publicznego, urzędowej korespondencji, zakładów pracy i instytucji publicznych – mówi.
Posłanka KO podkreśla przy tym, że odpowiedzialność za budowanie świadomości zdrowotnej nie powinna spoczywać wyłącznie na administracji publicznej. Jej zdaniem w profilaktykę powinny angażować się wszystkie podmioty, które mogą skutecznie docierać do pacjentów. Dotyczy to także organizacji społecznych czy firm farmaceutycznych, które kolportują ulotki na temat konkretnych schorzeń, sposobów ich leczenia oraz szczepień. Podobnego zdania jest poseł Norbert Pietrykowski z Polski 2050.
System nie jest przygotowany na profilaktykę
Inaczej akcentuje problem Marcelina Zawisza, posłanka partii Razem. Jej zdaniem zbyt często zakłada się, że wystarczy powiedzieć ludziom, że powinni się badać. Tymczasem pacjent może chcieć wykonać badania, ale napotkać po drodze wiele przeszkód. – Dziś największym problemem profilaktyki nie jest brak badań, tylko to, że system nie jest zorganizowany pod pacjenta. Nie może być tak, że ktoś dostaje kilka skierowań do różnych placówek, na różne terminy i jeszcze musi brać urlop, żeby to wszystko zrealizować – podkreśla. Dlatego Razem postuluje zmianę sposobu organizacji profilaktyki. Jednym z ich pomysłów jest wyznaczenie jednego dnia na wykonanie wszystkich potrzebnych badań albo alternatywnie większe wykorzystanie medycyny pracy jako miejsca, gdzie można prowadzić działania profilaktyczne.
Wynika to z tego, że według Zawiszy państwo powinno patrzeć na profilaktykę przede wszystkim z perspektywy pacjenta. – Wczesne wykrycie choroby oznacza mniejsze koszty leczenia i większe szanse pacjenta. Dlatego pieniądze wydane na profilaktykę nie są wydatkiem, tylko inwestycją – mówi. Dodaje, że potrzebne są realne działania, bo same hasła i kampanie nie wystarczą. – Od samych haseł ludzie nie zaczną się badać. Trzeba tak zorganizować system, żeby było im po prostu łatwo. Jeśli tego nie zrobimy, to nawet najlepsza kampania informacyjna nie przyniesie efektów – tłumaczy.
Zawisza zwraca także uwagę na rolę państwa w komunikacji zdrowotnej. Jej zdaniem w edukację o profilaktyce powinny mocniej włączyć się media publiczne, w tym telewizja publiczna.
Czytaj więcej
Jeśli nie zaczniemy projektować naszego życia zbiorowego pod kątem zdrowia, a nie tylko wskaźników ekonomicznych i efektywności, nie odnajdziemy no...
Nagroda za dbanie o zdrowie
Polska 2050 również przedstawia profilaktykę jako inwestycję, a nie koszt. Poseł Pietrykowski wskazuje, że działania zapobiegające chorobom ostatecznie zmniejszają obciążenie całego systemu. – Za swoje zdrowie każdy odpowiada sam, ale później za koszt leczenia danej osoby odpowiada państwo – mówi. Ugrupowanie to nie chce nie tylko informować o profilaktyce, ale także tworzyć mechanizmy zachęcające do korzystania z niej. – Jeśli ktoś się rusza lub bierze udział w badaniach przesiewowych, powinien mieć później np. dostęp do lekarza podstawowej opieki zdrowotnej poza kolejką – wskazuje.
Pietrykowski podkreśla jednak, że efekty profilaktyki nie pojawiają się natychmiast. – Efekt zdrowotny to jest pewna konsekwencja długoletnich działań każdego z nas. Dzisiaj chcemy widzieć efekt od razu, ale w zdrowiu to tak nie działa – mówi. Jego zdaniem Polska ma już wiele rozwiązań, z których pacjenci mogą korzystać, ale nadal największym problemem jest brak wiedzy o nich. – Im więcej będzie informacji w przestrzeni publicznej, tym będzie lepiej dla nas wszystkich – podkreśla.
Lekarz, szkoła czy telefon? Jak prowadzić pacjenta?
Jednym z punktów spornych jest pytanie o to, kto powinien być głównym przewodnikiem pacjenta w profilaktyce. Janusz Cieszyński z Prawa i Sprawiedliwości uważa, że zbyt dużą wagę przywiązuje się do samych kampanii edukacyjnych, a zbyt małą do kontaktu pacjenta z lekarzem. – Dużo ważniejszy jest impuls ze strony lekarza niż działania edukacyjne. Myślę, że zbyt często, kiedy nie potrafimy rozwiązać jakiegoś problemu, mówimy, że trzeba go właśnie rozwiązać edukacją – mówi. Jego zdaniem lekarze powinni być dodatkowo motywowani do zachęcania pacjentów do badań profilaktycznych poprzez nawet dodatkowe wynagrodzenie.
Cieszyński zwraca także uwagę, że pacjent musi mieć pewność, że jeśli badanie wykaże coś niepokojącego, nie zostanie z wynikami sam. – Jeżeli ktoś będzie miał w wygodny sposób dostarczone badania profilaktyczne i będzie wiedział, że jeśli jego wyniki badań okażą się niepokojące, to ktoś się potem nim zajmie, to z tych badań spróbuje skorzystać – mówi.
PiS wskazuje także na potrzebę lepszego wykorzystania istniejących programów, zanim powstaną kolejne.
Coraz większą rolę w docieraniu do pacjentów według posłów powinny odgrywać także narzędzia cyfrowe. Janusz Cieszyński wskazuje, że rozwiązania takie, jak mojeIKP mogą być skutecznym sposobem przypominania o badaniach i programach profilaktycznych. – Te kanały cyfrowe są o tyle dobre, że koszt ich wykorzystania jest niższy niż w przypadku, kiedy trzeba zapłacić za pracę. Tam jest po prostu duży efekt skali – mówi. Podejście to podziela Marcelina Zawisza. – Mamy świetne narzędzia. Możemy ich użyć do tego, żeby przypominać ludziom o badaniach i skutecznie zachęcać do dbania o zdrowie – wskazuje.
Edukacja zdrowotna w szkołach: zgoda co do kierunku, spór o zakres
Wprowadzenie edukacji zdrowotnej do szkół jest jednym z tematów, który łączy polityków różnych ugrupowań. Większość z nich wskazuje, że świadomość zdrowotna powinna być budowana od najmłodszych lat. Różnice dotyczą jednak tego, czego dokładnie dzieci powinny się uczyć. Joanna Wicha uważa, że największym problemem obecnego rozwiązania jest pominięcie części dotyczącej zdrowia seksualnego. – Dla mnie jest to porażka. Mnóstwo chorób, którym należy zapobiegać, szczególnie wśród młodych ludzi, wiąże się właśnie z seksualnością – mówi. Podobne stanowisko prezentuje Monika Wielichowska. – Dobrze przygotowana szkoła jest najlepszą ochroną przed dezinformacją, internetowymi mitami i pseudoporadami od patoinfluenserów. Młodzi powinni czerpać wiedzę od nauczycieli i ekspertów, a nie od przypadkowych kont w mediach społecznościowych – wskazuje.
Polska 2050 ocenia natomiast, że samo pojawienie się edukacji zdrowotnej w szkołach jest ważnym krokiem. – Nawet ograniczona wiedza jest lepsza od jej braku. Najdalsza podróż zaczyna się od pierwszego kroku – mówi Norbert Pietrykowski. Sam nowy przedmiot, jak mówi posłanka Zawisza, niczego jednak nie zmieni, jeśli będzie prowadzony w sposób sztampowy i nieangażujący młodych ludzi. – Edukacja zdrowotna nie może polegać na tym, że sadzamy dzieci w ławkach i przez 45 minut opowiadamy im, co jest zdrowe. To musi być ciekawe, angażujące i nowoczesne – podkreśla.
Czytaj więcej
Oby nauczyciel edukacji zdrowotnej sam się nie czerwienił, gdy będzie z dziećmi w VI klasie omawiał budowę ich ciała i zmiany, jakie w nim zachodzą.
Szczepienia i dezinformacja. Państwo musi być tam, gdzie są ludzie
Kolejnym wspólnym tematem jest problem spadającego zaufania do szczepień i rosnącej popularności dezinformacji. Joanna Wicha uważa, że państwo przegrywa komunikacyjnie z ruchami antyszczepionkowymi. – One docierają do ludzi przez media społecznościowe, a państwo wciąż nie wykorzystuje w pełni takich narzędzi – mówi. Jej zdaniem w kampanie zdrowotne powinni być zaangażowani także influencerzy, którym łatwiej jest dotrzeć do szerokiego grona odbiorców. Podobnie uważa PSL, choć Radosław Lubczyk podkreśla, że kluczowa jest wiarygodność przekazu. – Nie chodzi o to, żeby walczyć z osobami sceptycznymi wobec szczepień, bo taka konfrontacja często przynosi odwrotny efekt. Musimy natomiast stworzyć własną narrację opartą na faktach i sprawić, żeby była ona szeroko obecna w przestrzeni publicznej – mówi.
Część posłów, w tym Marcelina Zawisza, podkreśla, że narzędziem, które przyczyni się do wzmocnienia profilaktyki i pozwoli walczyć z pseudomedycznymi treściami jest lex szarlatan. – Państwo ma obowiązek reagować – edukacją, walką z pseudomedycyną i zdecydowanymi działaniami wobec tych, którzy świadomie rozpowszechniają nieprawdziwe informacje – dodaje posłanka Razem.
Czytaj więcej
Brak szczepień może doprowadzić do szerokiego powrotu chorób zakaźnych takich jak błonica. - Dotknie to tych osób, które się nie szczepiły i rodzin...
Różne drogi do tego samego celu
Pomimo tego, że partie polityczne różnie oceniają, które z rozwiązań na rzecz profilaktyki jest obecnie najważniejsze, mają wspólny mianownik w swoim podejściu. Wszystkie uważają, że profilaktyka nie może kończyć się na stworzeniu programu i ogłoszeniu jego istnienia. Prawdziwym testem dla systemu jest moment, w którym pacjent dowiaduje się, że może się zbadać, znajduje na to czas, trafia do odpowiedniego miejsca i wie, że ktoś poprowadzi go dalej. Bo w profilaktyce najtrudniejszy nie jest już tylko dostęp do badań. Największym wyzwaniem pozostaje sprawienie, żeby ludzie rzeczywiście chcieli i mogli z nich skorzystać.