Zwrócił pan uwagę, że w metadanych pliku z uzasadnieniem prezydenckiego projektu ustawy o przywróceniu prawa do sądu oraz rozpoznania sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki, jako autor pliku widnieje mec. Bartosz Lewandowski. On sam przyznał, że brał udział w pracach nad projektem ustawy, lecz był autorem tylko części uzasadnienia, dotyczącej wprowadzenia możliwości skargi na przewlekłość w postępowaniu klauzulowym. Skoro przynajmniej jednym z autorów była osoba niezatrudniona w Kancelarii Prezydenta, to czy opinia publiczna powinna poznać nazwiska wszystkich osób, które przygotowały ten projekt? Zwłaszcza spoza Kancelarii?
Moim zdaniem dobrze byłoby, gdyby tak się właśnie stało. Bo choć nie podejrzewam, że w tym przypadku mieliśmy do czynienia ze złamaniem prawa, to przy tworzeniu aktów legislacyjnych bardzo istotna jest transparentność. Dotyczy to procesu tworzenia wszystkich projektów, nie tylko tych prezydenckich. Zawsze bowiem istnieje ryzyko np. konfliktu interesów, dlatego opinia publiczna powinna mieć pewność, że żadne grupy interesów nie oddziałują na tworzenie prawa. W tym celu, w trybie ustawy o dostępie do informacji publicznej, zwróciłem się do Kancelarii Prezydenta z prośbą o udostępnienie wykazu umów z zewnętrznymi podmiotami na opracowywanie projektów aktów normatywnych i ich uzasadnień i obsługę prawną.
Na mieście mówi się, że autorem lwiej części tej propozycji jest jeden z sędziów Sądu Najwyższego. Z Izby Cywilnej.
Jeśli tak było, to tego pewnie się nie dowiemy, bo wątpię, czy jakaś umowa została zawarta z tymże sędzią i nie wiem, czy jesteśmy w stanie w jakikolwiek sposób to oficjalnie potwierdzić. Jeśli była to nieformalna współpraca, to w trybie dostępu do informacji publicznej możemy takiej informacji nie otrzymać. Organy często powołują się w takich przypadkach na to, że są to np. dokumenty wewnętrzne itp. Nie zmienia to faktu, że warto takie pytania Kancelarii Prezydenta zadawać.
Czytaj więcej
Zakaz kwestionowania statusu tzw. neosędziów, surowe kary – nawet 5 lat więzienia – za podważanie...
Od lipca wejdą w życie przepisy o Centralnym Rejestrze Umów, obligujące kierowników jednostek sektora finansów publicznych do publikowania wykazu umów, których wartość przekracza 500 zł. Wymogiem tym zostaną objęte tak poszczególne samorządy i ministerstwa, jak i Kancelaria Prezydenta. Jednak część aktów prawnych, które powstają poza urzędami, jest pisana „pro bono”, choć nie zawsze wiadomo cui bono.
Dokładnie. Warto też zwrócić uwagę, że proces tworzenia prawa w ramach prezydenckiej inicjatywy ustawodawczej nie jest szerzej uregulowany. W przypadku projektów rządowych ustaw mamy odpowiednie regulacje oraz stronę Rządowego Centrum Legislacji, na której są zamieszczane projekty opracowane przez ministerstwa i co do zasady jawny proces opiniowania przez organizacje pozarządowe, zainteresowane podmioty oraz inne ministerstwa w ramach uzgodnień międzyresortowych. W przypadku prezydenta publikowany jest projekt, który następnie trafia do Sejmu. Zatem na etapie wstępnym tworzenia takiego projektu takiej transparentności nie ma. To też jest kwestia, która wymaga uregulowania.
Zwłaszcza że to nie pierwszy raz. Przed laty mieliśmy przecież podobną sytuację, w której prezydencki projekt ustawy o Trybunale Konstytucyjnym powstał de facto w tymże Trybunale.
I wówczas też organizacje pozarządowe to krytykowały. Sieć Obywatelska Watchdog Polska toczyła nawet spory przed sądami administracyjnymi o uzyskanie informacji publicznej w postaci projektu ustawy o Trybunale Konstytucyjnym. To pokazuje, że jest problem systemowy, który wymaga rozwiązania.