Tych przepisów wymaga Unia. Dlaczego polski biznes boi się ich jak ognia?

Skupienie się na sprawach z zakresu prawa pracy może spowodować wypaczenie instytucji sygnalisty.

Publikacja: 08.05.2024 04:30

Tych przepisów wymaga Unia. Dlaczego polski biznes boi się ich jak ognia?

Foto: Adobe Stock

Do uregulowania kwestii sygnalistów obligują Polskę przepisy unijnej dyrektywy 2019/1937 z 23 października 2019 r., którą powinniśmy implementować do 17 grudnia 2021 r. (to termin dla największych podmiotów zatrudniających powyżej 250 osób). Do tej pory tak się jednak nie stało. Efekt? Trybunał Sprawiedliwości UE zdecydował niedawno, że Polska ma płacić 40 tys. euro za każdy dzień od ogłoszenia wyroku do wdrożenia ustawy o sygnalistach. Ma też uiścić Komisji Europejskiej 7 mln euro ryczałtu.

Prace nad zmianami są już jednak mocno zaawansowane. Rząd przyjął już bowiem projekt ustawy w tym zakresie. A w środę zaplanowane jest jego pierwsze czytanie w Sejmie.

Czytaj więcej

Podatnicy zapłacą za nieudolność w sprawie sygnalistów. Dlaczego rząd nie zdążył z przepisami?

Kontrowersyjny katalog

Do projektowanych przepisów zastrzeżenie mają jednak organizacje reprezentujące pracodawców i przedsiębiorców. W ramach Rady Przedsiębiorczości wydały one stanowisko, w którym krytykują m.in. rozszerzenie katalogu naruszeń, które mogą być przedmiotem zgłoszenia sygnalisty. Rząd na ostatniej prostej uzupełnił go m.in. o prawo pracy.

– Musimy zacząć od tego, że ustawodawca unijny nie zdecydował się uwzględnić tego obszaru w katalogu dziedzin objętych zgłoszeniem. Dyrektywa wyraźnie akcentuje fakt, iż ma ono obejmować przede wszystkim kwestie dotyczące ochrony interesu publicznego (np. zamówień publicznych), a nie spraw indywidualnych, czym charakteryzuje się prawo pracy – wskazuje Wioletta Żukowska-Czaplicka z Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Ekspertka obawia się, że może to spowodować wypaczenie instytucji sygnalisty poprzez skupienie się właśnie na sprawach związanych z prawem pracy, a nie naruszeniach prawa publicznego.

Z kolei Katarzyna Siemienkiewicz z Pracodawców RP przyznaje, że państwa członkowskie mogą zdecydować o rozszerzeniu zakresu stosowania przepisów krajowych na inne dziedziny, ale tylko w celu zapewnienia kompleksowych i spójnych regulacji prawnych zapewniających ochronę interesu publicznego.

– W prawie pracy też może on występować, dlatego warto byłoby ograniczyć się jedynie do takich spraw. Chodzi m.in. o kwestie BHP – dodaje.

Czytaj więcej

Unia Europejska przemebluje warunki pracy

Wioletty Żukowskiej-Czaplickiej nie przekonuje też tłumaczenie projektodawcy, zgodnie z którym prawo pracy znalazło się w omawianym katalogu ze względu na dużą liczbę naruszeń występujących w tym obszarze.

– Do rozwiązywania takich spraw jest wyznaczona Państwowa Inspekcja Pracy – mówi.

Zwraca jednocześnie uwagę na potencjalny problem.

– Każde wystąpienie kierowane do PIP, o ile osoba zgłaszająca ma uzasadnione podejrzenia naruszenia przepisów, na gruncie projektowanej ustawy będzie traktowane jako zgłoszenie zewnętrzne. Co oznacza duże obciążenie administracyjne, ale też większą liczbę osób, które uzyskają status sygnalisty, a co za tym idzie – ochronę stosunku pracy. Może się okazać, że przepisy ustawy będą wykorzystywane niezgodnie z ich przeznaczeniem. Przykładowo do uzyskania ochrony przed zwolnieniem – mówi.

Wskazuje też, że projektowane sygnalizowanie naruszeń prawa pracy nie zostało zharmonizowane z innymi procedurami krajowymi.

Katarzyna Siemienkiewicz w tym kontekście zwraca także uwagę na możliwy konflikt z regulacjami wewnątrzzakładowymi.

– W wielu firmach już istnieją np. polityki antymobbingowe. Po wejściu w życie nowych przepisów powstanie zatem dualizm proceduralny – mówi.

Z powyższych względów, zdaniem organizacji, kwestia ewentualnego rozszerzenia katalogu dziedzin prawa objętych zgłoszeniem powinna być rozważana dopiero po pewnym czasie od wejścia w życie ustawy, po dokonaniu analizy obowiązywania przepisów oraz oceny ich działania.

Więcej czasu

Organizacje chcą też więcej czasu na wdrożenie nowych procedur (tj. dokonanie wyboru nowych przedstawicieli osób zatrudnionych tam, gdzie nie ma związków, czy opracowanie regulaminów zgłoszeń naruszeń prawa). Obecnie projekt określa trzymiesięczne vacatio legis.

„Przedsiębiorcy muszę mieć co najmniej sześć miesięcy” – czytamy w stanowisku.

– Co prawda większe podmioty mogą faktycznie potrzebować mniej czasu, ale większość firm w Polsce to małe i średnie biznesy. One będą potrzebować dłuższego okresu – mówi Katarzyna Siemienkiewicz.

Ekspertka zwraca uwagę, że pomimo iż prace nad wdrożeniem unijnych regulacji toczą się od kilku lat, to firmy nie mogły zacząć przygotowań wcześniej.

– Projekty na przestrzeni tego okresu różniły się od siebie. Nawet obecny był już kilkakrotnie modyfikowany. Nie ma też pewności, w jakim kształcie wyjdzie z parlamentu. Trudno podejmować zatem jakieś działania, skoro jest tyle niewiadomych – mówi.

Etap legislacyjny: przed pierwszym czytaniem w Sejmie

Do uregulowania kwestii sygnalistów obligują Polskę przepisy unijnej dyrektywy 2019/1937 z 23 października 2019 r., którą powinniśmy implementować do 17 grudnia 2021 r. (to termin dla największych podmiotów zatrudniających powyżej 250 osób). Do tej pory tak się jednak nie stało. Efekt? Trybunał Sprawiedliwości UE zdecydował niedawno, że Polska ma płacić 40 tys. euro za każdy dzień od ogłoszenia wyroku do wdrożenia ustawy o sygnalistach. Ma też uiścić Komisji Europejskiej 7 mln euro ryczałtu.

Pozostało 90% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Samorząd
Krzyże znikną z warszawskich urzędów. Trzaskowski podpisał zarządzenie
Prawo pracy
Od piątku zmiana przepisów. Pracujesz na komputerze? Oto, co powinieneś dostać
Praca, Emerytury i renty
Babciowe przyjęte przez Sejm. Komu przysługuje?
Spadki i darowizny
Ten testament wywołuje najwięcej sporów. Sąd Najwyższy wydał ważny wyrok
Sądy i trybunały
Sędzia WSA ujawnia, jaki tak naprawdę dostęp do tajnych danych miał Szmydt