Sprawca „wirtualnego gwałtu” nie jest bezkarny. Potwierdza to najnowszy wyrok

Aby pociągnąć do odpowiedzialności za gwałt internetowego agresora, potrzebna jest odwaga sądu.

Aktualizacja: 22.02.2024 11:21 Publikacja: 22.02.2024 03:00

Sprawca „wirtualnego gwałtu” nie jest bezkarny. Potwierdza to najnowszy wyrok

Foto: Adobe Stock

Unaocznił to nieprawomocny wyrok 13 lat więzienia za – jak pisały media – „wirtualny gwałt”. Wyrok zapadł w lutym w Sądzie Okręgowym w Tarnowie. 28-latkowi postawiono 15 zarzutów, zaś w toku postępowania ujawniono osiem pokrzywdzonych dziewczynek i nastolatek. Najmłodsze miały 10, a najstarsze 17 lat, kiedy to mężczyzna nawiązywał z nimi internetowy kontakt, następnie zmuszał do wysyłania zdjęć i filmów, by potem szantażować i wymuszać kolejne zachowania. W końcu jedna z nich zgłosiła sprawę na policję. U trzech biegli zdiagnozowali później PTSD, czyli zespół stresu pourazowego.

Życie w sieci, sankcje w świecie realnym

Sprawca miał działać przez sześć lat, w różnych miejscach w kraju.

– W toku postępowania tłumaczył, że myślał, iż dziewczynki były starsze, jednak analiza zabezpieczonych w sprawie materiałów wyraźnie wykazała, że były to dzieci – relacjonuje sędzia Małgorzata Stanisławczyk-Karpiel, rzecznik prasowy ds. karnych SO w Tarnowie. I przypomina, że ustawowa granica, której przekroczenie umożliwia legalne rozpoczęcie współżycia w Polsce, to 15 lat.

W związku z opinią biegłych o skłonnościach pedofilskich oskarżonego ma on odbywać karę w systemie terapeutycznym; orzeczono środek zabezpieczający w postaci terapii i środki karne, czyli zakazy i nawiązki na rzecz pokrzywdzonych.

Mężczyzna usłyszał m.in. zarzut z art. 197 § 2 kodeksu karnego, kojarzonego powszechnie z przestępstwem zgwałcenia. W istocie mówi on o wymuszeniu – przemocą, groźbą bezprawną lub podstępem – poddania się innej czynności seksualnej lub wykonania takiej czynności.

Jak przypomina sędzia Stanisławczyk-Karpiel, zanim zapadło orzeczenie, przepisy się zmieniły, a kary zaostrzono, ale nie miało to wpływu na sprawę.

28-latkowi zarzucono, że prezentował treści pornograficzne oraz zmuszał groźbą do wykonywania, rejestrowania i przekazywania takich treści.

– Poznane przez aplikacje dziewczynki groźbą ujawnienia zgromadzonych już treści i szantażem emocjonalnym zmuszał do dalszego przesyłania mu fotografii, filmów, które – wbrew ich wiedzy i woli – przechowywał i wykorzystywał do wywierania na nich presji – wyjaśnia sędzia.

– Za zgwałcenie pedofilskie uważa się nie tylko obcowanie płciowe, ale też wymuszenie innej czynności seksualnej na osobie poniżej 15. roku życia, co potwierdza stanowisko Sądu Najwyższego. Wysokość kary może być więc taka sama jak za gwałt, stąd też wzięło się medialne sformułowanie „wirtualny gwałt” – tłumaczy.

I ocenia, że brak jakiejkolwiek refleksji i skruchy oskarżonego jest postawą niespotykaną nawet dla sędziów orzekających od wielu lat.

– Jego przypadek jest ważnym sygnałem dla innych, że w świecie wirtualnym nie toczy się równoległe życie, a sprawców popełnianych tam czynów można pociągnąć do odpowiedzialności. Wyrok być może nie jest precedensowy, ale odważny, bo takie powinno być działanie sądów. Wywołał falę dyskusji nad podobnymi sprawami – dodaje sędzia Stanisławczyk-Karpiel.

Przyjęcie przez sąd takiej kwalifikacji nie jest jednak oczywiste. Zdaniem adwokat Alicji Kaszty z kancelarii Kaszta & Janikowska Adwokaci i Radcy Prawni prawdopodobnie mówimy o jednym z pierwszych, a na pewno nielicznych wyroków w Polsce tego typu.

– Sądy i organy ścigania uznają bowiem zwykle, że do zgwałcenia czy innej czynności seksualnej dochodzi przy bezpośrednim stosunku ofiary i sprawcy. Moim zdaniem istnieje jednak możliwość przyjęcia, że może dojść do niego za pośrednictwem internetu, co potwierdzają niektóre orzeczenia sądów powszechnych i Sądu Najwyższego – podkreśla prawniczka.

Przypomina przy tym, że SN w swojej uchwale (I KZP 17/99) zauważył, iż przy zgwałceniu bierze się pod uwagę nie tylko aspekt fizyczny, ale też psychiczny.

– Dlatego moim zdaniem, w przypadku ofiar groźbą zmuszanych do innych czynności seksualnych, które dodatkowo były jeszcze rejestrowane – co prowadziło do dodatkowej ich wiktymizacji – można posłużyć się taką kwalifikacją prawną – wyjaśnia.

Czytaj więcej

„Cyfrowy gwałt”. Policja i sądy wkraczają do wirtualnego świata

Zdrada w internecie możliwa, gwałt nie?

Ekspertka podkreśla przy tym, że pożycie seksualne przeniosło się do przestrzeni wirtualnej, co niejednokrotnie podnoszone jest przy okazji spraw rozwodowych.

– Skoro nawiązywanie wirtualnych relacji seksualnych uznaje się za zdradę małżeńską, prawo karne również powinno penalizować niedozwolone zachowania podejmowane w internecie i chronić nas także w tej przestrzeni. Przepisy muszą nadążać za rzeczywistością – tłumaczy mec. Alicja Kaszta.

Profesor Teresa Gardocka, dyrektor Instytutu Prawa na Uniwersytecie SWPS, zastrzega, że pojęcie „wirtualnego gwałtu” jest umowne i odbiega od tradycyjnego pojęcia zgwałcenia, opisanego w art. 197 k.k.

– Nie zmienia to jednak faktu, że wyrok oceniam jednoznacznie pozytywnie. Jest on słuszny, choć odważny – komentuje.

Jej zdaniem coraz częściej będziemy mieli do czynienia z przestępstwami popełnianymi co prawda w rzeczywistości wirtualnej, ale krzywdzącymi prawdziwych ludzi.

– Ale tego problemu nie rozwiąże żadna zmiana przepisów, bo zaraz się okaże, że powstają nowe stany faktyczne, które do tej zmiany już nie przystają. Ustawa karna w Polsce została pomyślana jako ogólna – tak by jej przepisy mogły zostać słusznie zastosowane – precyzuje karnistka.

Profesor nie widzi więc przeszkód, żeby po tradycyjne przepisy sięgać zawsze wtedy, kiedy wirtualne przestępstwa wywołały realne krzywdy.

– Musimy mieć zaufanie do sędziów, którzy będą je stosować – zauważa. I konkluduje, że próba nadążania za rozwojem sztucznej inteligencji i kazuistyczne nowelizowanie przepisów to błędne koło.

Sygnatura akt: II K 60/23

Czytaj więcej

Kuplerstwo: czy można pomagać w prostytucji przez internet

Czy brak precyzyjnej definicji gwałtu wirtualnego musi być przeszkodą 

Podobną do tarnowskiej sprawę ponad sześć lat temu rozstrzygał sąd w Uppsali, który na dziesięć lat więzienia skazał sprawcę zmuszającego prawie 30 nastolatków do obnażania się i wykonywania czynności seksualnych przed internetową kamerą. Jego działanie uznano wówczas za gwałt, a samo orzeczenie za precedensowe.

„Wirtualne gwałty” i ich realne skutki w dobie rozwijającej się cyfrowej rzeczywistości to niejedyne wyzwania, z jakimi mierzą się organy ścigania. Na początku roku media obiegła informacja o napaści seksualnej na awatara nastolatki, której postać miała zostać zbiorowo zgwałcona przez innych użytkowników gry rozgrywanej w metawersum. Sprawa ofiary cyfrowego gwałtu stała się przyczynkiem do debaty, czy przepisy poszczególnych krajów nadążają za wyzwaniami rzeczywistości.

Pojęcia tego próżno szukać też w polskich przepisach.

Zmiany definicji samego gwałtu – za który po modyfikacji miałby zostać uznany kontakt seksualny podjęty bez świadomej i dobrowolnej zgody jednej ze stron – domagają się posłanki koalicji rządzącej. Jednak wniesiony do Sejmu projekt nowelizacji kodeksu karnego, który zmieniłby brzmienie art. 197 k.k. uznającego za gwałt doprowadzenie do obcowania płciowego przemocą, groźbą bezprawną lub podstępem, nie odnosi się do tego cyfrowego.

Według polityczek obecne rozumienie „bezpośredniego” czynu sprzeczne jest z konwencją stambulską, czyli konwencją Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej (zwaną też „antyprzemocową”), której zapisy tożsame są z ich propozycją. Na to, że polskie regulacje nie odpowiadają wymogom stawianym nam przez prawo międzynarodowe, zwracał już uwagę były rzecznik praw obywatelskich, a obecny minister sprawiedliwości Adam Bodnar. Podkreślał, że przyjęta w krajowym ustawodawstwie definicja zgwałcenia – a także ta dotycząca innych przestępstw seksualnych – odpowiada teorii wolności seksualnej, uwypuklającej konieczność wyrażenia sprzeciwu. Prawo więc nie działa, gdy do sytuacji intymnej dochodzi bez zgody jednej ze stron.

Opinia dla „Rzeczpospolitej”
Karolina Bućko, adwokatka, przewodnicząca Państwowej Komisji ds. Przeciwdziałania Pedofilii

Przepisy kodeksu karnego pozwalają sądom przyjąć, że o gwałcie można mówić również w przypadku innych czynności seksualnych. A zatem umożliwiają wymierzenie kary sprawcy działającemu za pomocą internetu. Inaczej jest, jeśli chodzi o obcowanie płciowe, co pokazała choćby sprawa z Wielkiej Brytanii, gdzie w metawersum doszło do gwałtu na awatarze nastolatki. Komisja potwierdza, że u młodej osoby takie przeżycie może wywołać ogromne psychiczne straty, dlatego nie wyklucza podjęcia inicjatywy znowelizowania polskiego kodeksu. Dla mnie bardzo ważne jest też, by sprawcy przestępstw seksualnych w trakcie odbywania kary uczęszczali na terapię, dzięki czemu stanowili jak najmniejsze zagrożenie. Zauważam też, że w ostatnim czasie sądy nie ograniczają się wyłącznie do zasądzania symbolicznych kwot tytułem nawiązki jako środka kompensacyjnego, co pozwala na realną pomoc pokrzywdzonym przestępstwem.

Czytaj więcej

Seks bez zgody będzie w Polsce gwałtem
Nieruchomości
Odszkodowanie dla Agnes Trawny za ziemię na Mazurach. Będzie apelacja
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Sądy i trybunały
Wierzyciel powinien sprawdzić, czy dłużnik jeszcze żyje
Za granicą
Polacy niewpuszczeni na obchody wyzwolenia obozu w Ravensbrück
Sfera Budżetowa
Setki milionów dla TVP po cichu. Posłowie w Komisji Finansów Publicznych zdecydowali
Zawody prawnicze
Prokuratura Krajowa podjęła kolejne działania ws. Ewy Wrzosek