Agata Ferenc i Tomasz Thun-Janowski z Fundacji Ocaleni oraz Dobrosław Rola ze Stowarzyszenia Homo Faber (Grupa Granica) mają otrzymać po 10 tys. zł zadośćuczynienia.
W ocenie składu orzekającego, któremu przewodniczył sędzia Igor Tuleya, przebieg zatrzymania odbiegał od standardów, według których ono powinno być dokonane.
Wyrok jest nie prawomocny.
Czytaj więcej
Sąd Okręgowy w Siedlcach podtrzymał we wtorek decyzję sądu I instancji dotyczącą tymczasowego aresztowania aktywistki Ewy M., podejrzanej o kierowa...
Do zatrzymania wolontariuszy doszło w styczniu 2022 roku pod Mielnikiem niedaleko Siemiatycz, poza strefą stanu wyjątkowego. Niezidentyfikowane jeszcze wówczas służby z bronią zatrzymały grupę aktywistów, którzy chcieli pomóc 18-letniemu Syryjczykowi w stanie hipotermii (wyziębienie zagrażające życiu). Służby zabrały aktywistom dokumenty i telefony. Na miejscu byli też dziennikarze OKO.press, którym również zabrano dowody osobiste, a jednej osobie - telefon.
Dzięki działaniom aktywistów udało się ustalić, że zatrzymań dokonali żołnierze z 10. Brygady Kawalerii Pancernej.
Sprawa zatrzymania toczyła się w sądzie w Siemiatyczach. Na świadka została powołana m.in. dziennikarka OKO.press Magdalena Chrzczonowicz. Sąd uznał, że zatrzymanie aktywistów było legalne, ale zostało przeprowadzone nieprawidłowo.
Po tym orzeczeniu aktywiści wystąpili z wnioskiem o zadośćuczynienie.
Sąd Okręgowy w Warszawie ustalił, że żołnierze nie byli przeszkoleni z praw i obowiązków osób zatrzymywanych, co potwierdził przedstawiciel wojska, pełnomocnik tej jednostki, oraz prokurator. Nie wiedzieli, jak mają wykonywać zadania, do których ich skierowano. Jednak zdaniem sądu, to ich nie usprawiedliwia, a wręcz obciąża ich i ich mocodawców, którzy ich wysłali do tych zadań. Sąd uznał, że 10 tys. zł to kwota, która stanowi wymierną rekompensatę za negatywne następstwa i okoliczności zatrzymania, m.in. artykułowane pod adresem aktywistów groźby i wulgaryzmy.
"Sąd uznał, że można wnosić, że zachowanie żołnierzy miało na celu zastraszenie aktywistów. Sąd zwrócił uwagę na to, że aktywiści nieśli w miejscu zatrzymania pomoc humanitarną. Żołnierze wiedzieli o tym, bo byli o tym informowani, nawet byli proszeni o pomoc. Ta prośba spotkała się z brakiem reakcji ze strony żołnierzy. Zacytuję tutaj sąd: »Aktywistom należy się szacunek, a nie represje«" - powiedział OKO.press pełnomocnik aktywistów mec. Jonasz Żak.
Jak twierdzi serwis, orzeczenie ma precedensowy charakter. Niesie też nadzieję wolontariuszom, którzy od ponad dwóch lat niosą pomoc osobom przekraczającym zieloną granicę, a za to spotykają ich szykany ze strony służb, np. Straży Granicznej.