Zatrzymany kilka dni temu w Hiszpanii na podstawie europejskiego nakazu aresztowania Marek Falenta nie chce wracać do kraju. Jego adwokata Marka Małeckiego zapytaliśmy dlaczego.

– Nie ufa polskiemu wymiarowi sprawiedliwości. Otrzymaliśmy ewidentne ostrzeżenie, że grozi mu niebezpieczeństwo w zakładzie karnym – mówi „Rzeczpospolitej" Małecki.

Czytaj także: Sondaż: Czy Marek Falenta trafi do więzienia

Czy to możliwe, żeby skazany już po wyroku mógł skutecznie wstrzymać wydanie do swojego kraju?

– Tak – odpowiada Mariusz Paplaczyk, adwokat z Poznania. I wyjaśnia, że w decyzji ramowej o ENA jest podpunkt, który stanowi, że można odmówić wydania, jeżeli naruszałoby to prawa i wolności człowieka.

Przykład? Brytyjskie sądy za takie naruszenia uznają np. warunki bytowe w zakładach karnych czy długość trwania procesów.

– Jeśli więc rzeczywiście skazany wyrazi obawy o własne bezpieczeństwo, to hiszpański sąd będzie musiał sprawdzić, czy to bezpieczeństwo jest rzeczywiście zagrożone, zanim podejmie decyzję, czy wyda go w drodze ENA –tłumaczy adwokat. I dodaje, że to musi potrwać.

Wśród praktyków zajmujących się ENA przyjęło się, że procedura powinna trwać maksymalnie 90 dni. W takim przypadku jak Falenty wiadomo, że raczej nie uda się jej dotrzymać.

Z informacji, jakie napływają z Hiszpanii, wynika, że do czasu decyzji o uznaniu bądź nie ENA biznesmen pozostanie w areszcie. Czy to konieczne?

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

W zasadzie nie. Tymczasowe aresztowanie przy ENA nie jest obowiązkowe. Są inne, wolnościowe środki. Poszukiwany ENA musi jednak dawać gwarancję, że nie ucieknie i nie będzie się ukrywał. Ponieważ jednak z wiarygodnością Marka Falenty w tych sprawach jest na razie nie najlepiej, prawdopodobnie pozostanie w areszcie. Do tej pory (przed zatrzymaniem) stosował różnego rodzaju środki maskujące, nie używał elektroniki, utrudniał poszukiwania. W momencie zatrzymania był z kobietą, obywatelką Polski. To ona prawdopodobnie pomagała mu się ukrywać. Próbowała negocjować z policjantami, by nie zatrzymywali poszukiwanego. Falenta „wszedł na balustradę, a więc groził, że w momencie zatrzymania może popełnić samobójstwo. Dzięki negocjacjom zszedł z balustrady i został skutecznie zatrzymany" – informował Mariusz Ciarka z Komendy Głównej Policji.

Falenta był poszukiwany w związku z nakazem doprowadzenia do aresztu śledczego. Miał się stawić w zakładzie karnym w celu odbycia 2,5-rocznej kary więzienia. Nie stawił się.

Biznesmen został skazany w związku z aferą podsłuchową. Usłyszał wyrok w 2016 r. Uprawomocnił się on w grudniu 2017 r. W marcu Sąd Okręgowy w Warszawie wydał postanowienie o wystawieniu za nim listu gończego. O tym, że Falenta ma odbyć zasądzoną mu karę, zdecydował 31 stycznia Sąd Apelacyjny w Warszawie, odrzucając zażalenia obrońców, którzy ubiegali się o odroczenie wykonania kary m.in. ze względu na stan zdrowia skazanego. Obrońcy Falenty najpierw złożyli kasację do Sądu Najwyższego, a 29 stycznia 2019 r. poprosili prezydenta Andrzeja Dudę o ułaskawienie ich klienta. Ta standardowa procedura właśnie ruszyła.

28 marca 2019 r. Sąd Okręgowy w Warszawie wydał za Falentą europejski nakaz aresztowania. Oficjalna informacja o ENA pojawiła się jednak prawie dwa tygodnie później. Nie upubliczniano jej, by nie zniweczyć pracy policji.

Procedura taka sama dla wszystkich

- W styczniu 2019 r. obrońcy Falenty wystąpili do Kancelarii Prezydenta z wnioskiem o ułaskawienie.

- W marcu prezydent przesłał dokumenty prokuratorowi generalnemu w celu nadania jej biegu. To standardowa procedura.

- Prezydent czeka także na opinię sądu w sprawie wniosku.

- Zgodnie z art. 561 kodeksu postępowania karnego prośbę o ułaskawienie przedstawia się sądowi, który wydał wyrok w pierwszej instancji. Powinien on rozpoznać prośbę w ciągu dwóch miesięcy od daty jej otrzymania.

- Rozpoznając prośbę o ułaskawienie, sąd powinien mieć na uwadze zachowanie się skazanego po wydaniu wyroku, rozmiary wykonanej kary, stan zdrowia skazanego, jego warunki rodzinne, naprawienie szkody wyrządzonej przestępstwem, a przede wszystkim szczególne wydarzenia, jakie nastąpiły po wydaniu wyroku.