Chodzi o sygnalizator S-2, popularnie określony jako tzw. zielona strzałka. Umożliwia ona warunkową jazdę w prawo na czerwonym świetle. Dla kierowcy oznacza ona następujące zachowanie: powinien się zatrzymać, upewnić, czy nie utrudni ruchu innym uczestnikom, i dopiero wówczas jechać.
Jak donosił w grudniu branżowy portal brd24.pl, zespół naukowców powołany przez Ministerstwo Infrastruktury przygotował rekomendacje, które posłużą do nowelizacji przepisów tzw. Czerwonej Księgi, czyli rozporządzenia w sprawie szczegółowych warunków technicznych dla znaków, sygnałów drogowych i urządzeń bezpieczeństwa ruchu drogowego oraz warunków ich umieszczania na drogach.
Jedną z rekomendacji dla ministerstwa jest zniesienie obowiązku dla kierujących zatrzymywania się przed zieloną strzałką przy skręcie w prawo. Według naukowców, w takich miejscach prawie nikt się nie zatrzymuje, a i tak liczba zderzeń jest minimalna. Co więcej, Polska jest jednym z ostatnich krajów UE, w których obowiązuje nakaz zatrzymania przed zieloną strzałką.
Czytaj więcej
500 zł mandatu oraz 15 punktów - taka kara grozi kierowcy, który nie zatrzyma się przed sygnaliza...
Wiceminister: przejazd bez zatrzymywania tylko pod pewnymi warunkami
Informacje o pracach nad takim rozwiązaniem potwierdził we wtorek wiceminister infrastruktury. Stanisław Bukowiec w rozmowie z TOK FM wyjaśnił, że badania, które były prowadzone w kilku dużych miastach m.in. w Warszawie, Toruniu, Bydgoszczy czy Inowrocławiu, pokazały, że ponad 88 proc. kierujących nie stosowało się do nakazu zatrzymania przed skrętem.