Z jednej strony, mimo rezygnacji z weta, utrzymuje rozporządzenie o tzw. warunkowości, umożliwiające zawieszenie wypłaty funduszy, jeżeli naruszany jest interes finansowy UE w danym państwie. Z drugiej zaś tępi jego ostrze w miejscach, w których budziło najwięcej kontrowersji. Bruksela mogłaby rozpocząć procedurę, gdyby istniało tylko domniemanie, że przez wadliwie działający wymiar sprawiedliwości środki UE byłyby defraudowane w przyszłości. Argumentem mogłyby być np. poczynania upolitycznionej KRS i wybranej za jej pośrednictwem Izby Dyscyplinarnej SN.

Czytaj także: W stronę wiążącego kompromisu o budżet Unii Europejskiej

I tego obawiał się PiS najbardziej. Bo w pewnym momencie mógłby stanąć przed wyborem: stracić miliardy unijnych pieniędzy czy cofnąć kontrowersyjne reformy w sądach. Z politycznego punktu widzenia zarówno jeden, jak i drugi ruch byłyby dla Jarosława Kaczyńskiego katastrofalne. Utrata miliardów wywołałaby gniew milionów Polaków i tysięcy czekających na unijną kasę firm. Zwinięcie zmian w sądach wywołałoby gniew twardego elektoratu. Dlatego kompromis wydaje się dla PiS optymalny.

Rozporządzenie będzie miało zastosowanie tylko wtedy, gdy państwo faktycznie sobie nie poradzi z korupcją wycelowaną w środki UE. Ogólne rozumienie „zagrożenia dla praworządności" nie będzie brane pod uwagę. Szczegóły ma określić Komisja Europejska, którą bieżący szczyt upoważni do opracowania aktu wykonawczego, instrukcji obsługi rozporządzenia. W odróżnieniu od samych konkluzji, które mają charakter politycznych deklaracji, nada tym ustaleniom moc prawną. Dodatkową gwarancję stworzy deklaracja, że gdy rozporządzenie zostanie skierowane do TSUE, nie zostanie użyte aż do ogłoszenia werdyktu. A to oznacza, że mechanizm może być zablokowany nawet przez kilka lat.

Tak skonstruowany kompromis stawia czasowo mur między szeroko pojmowaną praworządnością a ochroną interesów finansowych UE. Oznacza powrót do sytuacji sprzed lipcowego szczytu. Brukseli pozostaną w sprawach sądów dotychczasowe instrumenty nacisku, tzn. procedura ochrony praworządności z art. 7 czy skargi do TSUE. Mechanizm przewidziany w rozporządzeniu nie będzie miał tu zastosowania.

Kompromis ugasi spór o budżet UE, ale zaogni konflikt wewnątrz koalicji rządowej. Zbigniew Ziobro utrzymuje, że konkluzje, które mają być fundamentem kompromisu ze szczytu, nie zagwarantują, że rozporządzenie, które jego zdaniem istnieje wbrew unijnym traktatom, nie zostanie aktywowane wobec Polski z motywów politycznych. I będzie się starał wykazać porażkę Mateusza Morawieckiego. A to oznacza, że wiele jeszcze przed nami.