Rz: Jak ocenia pan propozycję premiera, by wprowadzić taki sam dla wszystkich uczniów klas pierwszych darmowy podręcznik?
Sławomir Broniarz:
Trudno ją ocenić jednoznacznie. Z darmowego podręcznika skorzysta dziecko, które w ramach wyprawki szkolnej otrzymuje dofinansowanie, bo jego rodzina z trudem wiąże koniec z końcem, ale w takim samym stopniu dziecko rodzica, którego stać na to, żeby kupić podręcznik. Oczywiście chciałbym, żeby elementem polityki prorodzinnej były darmowe podręczniki dla wszystkich uczniów szkół podstawowych. Mam jednak poważne wątpliwości, czy przy obecnym poziomie finansowania edukacji jest to możliwe. Może lepiej zatem byłoby zwiększyć kwotę przeznaczoną na wyprawkę szkolną i pomóc tylko tym, którzy naprawdę potrzebują wsparcia.
W ustawie o systemie oświaty jest przepis dający nauczycielowi prawo wyboru podręcznika.
Owszem, spośród tych dopuszczonych do użytku przez Ministerstwo Edukacji Narodowej. Ma także do wyboru całą oprawę metodyczną, na przykład zeszyty ćwiczeń, które powinny być kompatybilne z wybranym podręcznikiem. Artykuł 22a ustawy oświatowej jest wyrazem nauczycielskiej autonomii. Nie każdy przecież musi pracować w taki sam sposób. Aby wprowadzić jednakowy podręcznik dla wszystkich, konieczna jest więc nowelizacja. Uważam jednak, że byłaby to zbyt radykalna zmiana, ingerująca w suwerenność pracy nauczyciela.
Czy wszyscy uczniowie mają takie same potrzeby edukacyjne?
Skądże. To także jest problem. Dzieci mają różny kapitał kulturowy. Te, które chodziły do przedszkola, najczęściej uczą się szybciej. Podręcznik powinien być więc dostosowany do potrzeb uczniów na danym obszarze czy z danego środowiska. Musi uwzględniać możliwości uczniów, którzy będą z niego korzystać. Rozporządzenie ministra edukacji mówi natomiast o tym, że nie można wydawać tego samego podręcznika częściej niż co trzy lata, i to pod warunkiem, że zmieni się więcej niż 20 proc. jego treści. To ma ograniczyć możliwość wydawania co roku tego samego podręcznika, w którym zmienia się tylko okładka.
Czyli podręcznik, który dzieci otrzymają we wrześniu, ma posłużyć trzem rocznikom.
Tak, ale na razie nie mamy nawet wybranego jego autora. Nie ma też procedur konkursowych, w których on zostanie wyłoniony. Nie wierzę, żeby wydawcy biorący udział w przetargu się nie odwoływali. Nawet przy założeniu, że cena podręcznika będzie wynosić ok. 15 zł, państwo wyda na to kilka milionów złotych. Wygranie takiego przetargu to złoty interes. Wydawnictwo nie będzie ponosiło żadnych dodatkowych środków związanych z reklamą. Obawiam się, że na przygotowanie, wydanie i dystrybucję tego podręcznika na odpowiednim poziomie zostało zbyt mało czasu. Pośpiech doprowadzi do tego, że po roku trzeba będzie wprowadzić do niego poprawki. Premier miał dobre chęci, ale nie zdawał sobie sprawy, jak wygląda tworzenie podręcznika szkolnego od kuchni.