Mówił też, że jest głęboko zaniepokojony sytuacją w Wenezueli po pojmaniu Nicholása Maduro i wezwał do rozwiązania, zakładającego „zagwarantowanie suwerenności kraju”, którym Donald Trump chce zarządzać.
Otwarcie bronił również NATO oraz poparł Organizację Narodów Zjednoczonych – dwie instytucje, które spotkały się z krytyką Trumpa. W grudniu papież Leon XIV powiedział dziennikarzom, że Stany Zjednoczone próbują „rozbić” to, co określił jako „prawdziwy” i „bardzo ważny” sojusz z Europą.
Administracja Donalda Trumpa, w której jest wielu katolików, głucha na moralny głos Kościoła
Jako przywódca globalnej wspólnoty 1,4 miliarda katolików Leon XIV ma niezwykły zasięg. Jednak administracja Donalda Trumpa wydaje się mało wrażliwa na moralny głos Kościoła, gdy stoi w sprzeczności z jej agendą. Jest tak mimo że Partia Republikańska nadal ściśle trzyma się tradycji chrześcijańskiej – a sam prezydent obiecuje wykorzenić uprzedzenia wobec chrześcijan.
Biały Dom odpowiada na krytykę papieża milczeniem, a czasem otwartą reprymendą, i nie wprowadza żadnych zmian w polityce. Gdy papież zasugerował jesienią ubiegłego roku, że osoby popierające „nieludzkie traktowanie imigrantów w Stanach Zjednoczonych” mogą nie być „pro-life”, rzeczniczka prasowa Białego Domu Karoline Leavitt, która sama jest katoliczką, stwierdziła stanowczo, że nie zgadza się z tym i że administracja Trumpa „stara się egzekwować prawo naszego kraju w możliwie najbardziej humanitarny sposób”.
Wiceprezydent JD Vance również podważał humanitarne obawy katolickich biskupów dotyczące migrantów, sugerując, że ich oburzenie może dotyczyć „ich własnych interesów finansowych”. – Biały Dom nie dba o to, co myśli Francja. Nie dba o zdanie Europy. Dlaczego miałby dbać o to, co myśli papież? – mówi cytowany przez Politico jezuita Tom Reese. Takie podejście wobec Watykanu stanowi wyraźne odejście od postawy wcześniejszych amerykańskich prezydentów, którzy – nawet mimo różnic światopoglądowych - starali się publicznie okazywać szacunek głowie Kościoła.