Reklama

Jaki plan na prezydenturę ma Karol Nawrocki? Ustalenia „Rzeczpospolitej”

Karol Nawrocki chce prowadzić prezydenturę w kontrze do warszawskich mediów i tematów dnia. Szczelnie zamyka Pałac na przecieki i sięga po weto wtedy, gdy uzna to za politycznie opłacalne.

Aktualizacja: 29.01.2026 07:02 Publikacja: 29.01.2026 04:30

Jaki plan na prezydenturę ma Karol Nawrocki? Ustalenia „Rzeczpospolitej”

Foto: Dan Kitwood/Pool via REUTERS

Z tego artykułu się dowiesz:

  • Jak prezydentura Karola Nawrockiego różni się od poprzednich?
  • Jakie są główne strategie reagowania na działania mediów oraz tematy dnia?
  • Jak Karol Nawrocki planuje budować relacje z rządem i innymi kluczowymi instytucjami w Polsce?
  • Kogo chce przede wszystkim reprezentować Karol Nawrocki?
  • Jakie są główne zasady współpracy i podziału obowiązków w zespole prezydenckim Nawrockiego?

Krakowskie Przedmieście. Nie więcej niż sto metrów od miejsca, gdzie turyści zatrzymują się, by zrobić sobie zdjęcia, wisi najbardziej znany w Polsce żyrandol. Masywny element dekoracji robi wrażenie zwłaszcza wtedy, gdy w Sali Kolumnowej Pałacu Prezydenckiego nie ma akurat ludzi – gdy jego przepastne wnętrza są puste. To właśnie o tym żyrandolu mówił kiedyś premier Donald Tusk, gdy stwierdził, że prezydentura w Polsce to tylko „zaszczyt, żyrandol, Pałac i weto”. Prezydent Karol Nawrocki i jego ludzie od 6 sierpnia 2025 chcą pokazać, że nie tylko.

Dla warszawskich mediów Pałac był zresztą zawsze miejscem czegoś jeszcze, o czym Donald Tusk nie wspominał: pałacowych intryg. A także stopniowego dryfu, któremu ulegała każda prezydentura w III RP.

Karol Nawrocki nie jest politykiem z Warszawy, a wybór na stanowisko prezydenta oznaczał też jego pierwszy sukces wyborczy w życiu. Wcześniej nie kandydował w żadnych wyborach. I być może dlatego chce, by jego prezydentura była odległa od ducha miasta, w którym znajduje się Pałac Prezydencki. Ale jednocześnie jego kadencja to już teraz widoczna budowa własnego centrum władzy – obok innych miejsc w stolicy takich, jak Sejm, Kancelaria Premiera i centrala partyjnej PiS przy ul. Nowogrodzkiej.

Czytaj więcej

Michał Szułdrzyński: Karol Nawrocki i Donald Tusk dobrze rozgrywają Radę Pokoju Donalda Trumpa
Reklama
Reklama

Karol Nawrocki chce reprezentować większość, a nie tylko Warszawę 

Początek sierpnia, jeden z ośrodków prezydenckich poza stolicą, już po zaprzysiężeniu. Prezydent dokonuje odprawy wszystkich ministrów. Naczelna zasada jest jedna. Każdy z ministrów i jego współpracowników ma trzymać się swoich obowiązków. Dotyczy to kolejnych sfer: bezpieczeństwa, spraw międzynarodowych, mediów, polityki i wszystkich pozostałych. To ma sprawić, że chociaż nie da się uniknąć osobistych antypatii i sympatii, to przynajmniej Kancelaria uniknie chaosu.

– Prezydent jasno dał też do zrozumienia, że nie będzie sankcjonował „gwiazdorzenia” – opowiada jeden z naszych rozmówców. Innymi słowy, nie będzie w Pałacu Prezydenckim drugiego Marcina Mastalerka, którego polityczna Warszawa szybko ochrzciła „wiceprezydentem”. Bo świat wielkiej polityki jest trochę jak szkoła średnia (idąc za stwierdzeniem ukutym przez waszyngtońskich dziennikarzy, jak Mark Leibovich). Czyli każdy musi mieć jakieś przezwisko.

Pałac ma też być względnie szczelny na wpływ mediów. Chodzi tu głównie o reakcje na tzw. tematy dnia, niby-afery powstające na portalu X, głównie dzięki tekstom szczelnie wypełnionym anonimowymi cytatami lub po wypowiedziach chcących zaistnieć polityków. Rozmówcy ze sztabu Nawrockiego, którzy trafili później do Pałacu podkreślają, że gdyby reagowali na takie sprawy w trakcie kampanii, na każdą zaczepkę „warszawki”, to wyborów prezydenckich nie wygraliby nigdy. Ta zdolność nawigacji między społecznościowymi imbami ma być decydującą, ale nie jedyną zasadą działania Nawrockiego. To oczywiście nie znaczy, że prezydent ma nigdy nie reagować. Ale nie chce być reaktywny, tylko bardziej ofensywny. 

Drugą zasadę działania Pałacu wyłożył całkiem otwarcie Paweł Szefernaker, szef gabinetu prezydenta, a wcześniej szef jego sztabu. W noworocznym tekście dla „Wszystko Najważniejsze” stwierdził, że prezydent ma być i będzie „rzecznikiem zwykłych ludzi” i ich problemów. „W centrum polityki stawiana jest przez prezydenta podmiotowość zwykłych Polaków, a nie ekscytacja salonów czy pozorna nowoczesność”.

W ten sposób zapadają decyzje dotyczące prezydenckich wet. Jeśli coś szkodzi „interesom Polaków” rozumianym przez Nawrockiego i jego ludzi najczęściej jako interesy osób spoza warszawskiej bańki, to zostanie zawetowane. Z jednoczesnym wysłaniem do Sejmu ustawy, która ma sytuację naprawić – tak jak w przypadku weta do ustawy o psach na łańcuchach, która została uznana za problematyczną poza dużymi miastami – ze względu na niepokój o budowę kojców.

Reklama
Reklama

Doradcy prezydenta przykładają dużą wagę do komunikowania powodów każdego istotnego weta. Wychodzi tu naprzeciw własnym wyborcom, dzięki którym wygrał wyścig do Pałacu Prezydenckiego. To więc głównie elektorat PiS, Konfederacji oraz wszyscy zawiedzeni klasą polityczną, uważający, że Warszawa nie reprezentuje ich interesów. W tym sensie Nawrocki nie tyle przemawia w imieniu większości, ile występuje w roli jej specyficznie rozumianego strażnika.

Podejście to może przypominać nieco wyświechtane już hasło „prezydenta wszystkich Polaków”, ale spoza pewnego układu, którego symbolem był w 1995 r. Aleksander Kwaśniewski. Taka postawa wymaga jednak stałej uwagi, bo jedno potknięcie – weto, które dotknie „zwykłych ludzi” – mogłoby naruszyć wiarygodność prezydenta, być może bezpowrotnie. Tym bardziej, że polityka zużywa: nieustannie, na wielu poziomach, także tym najważniejszym – ludzkim i systemowym.

Pałac po prezydencie Andrzeju Dudzie: zmiana rytmu i kontroli

Postawę prezydenta i jego otoczenia najlepiej widać na zasadzie kontrastu. Dwie kadencje Andrzeja Dudy to nie tylko „gwiazdorzenie” jego ministrów, wrażenie pewnego dryfu na koniec i niemal ciągłe przecieki, ale też trwałe milczenie Pierwszej Damy i opisywane szeroko wybuchy złości prezydenta. Dla porównania, Nawrocki uchodzi za osobę spokojną, wręcz „bez układu nerwowego”, który stara się komunikować ze swoimi współpracownikami krótko i konkretnie. Często robi to za pomocą esemesów, a nie telefonicznie. Tak też umówił się ponoć na spotkanie z Donaldem Tuskiem. W Pałacu każdy dzień ma być czymś wypełniony, w kontraście do czasów Dudy, gdy tygodnie mijały bez celu. 

Wciąż dobre są relacje prezydenta Nawrockiego z Jarosławem Kaczyńskim. Prezydent miał np. wyperswadować Kaczyńskiemu pomysł, by szef jego kancelarii Zbigniew Bogucki został drugą wersją prof. Glińskiego, czyli zgłoszonym w Sejmie premierem technicznym. Mogłoby się to skończyć klęską, która poszłaby na konto bardzo popularnego na tym etapie kadencji prezydenta. Od tamtej pory PiS dało sobie spokój z premierem technicznym, chociaż nie ze zgłoszeniem własnego kandydata na premiera. Pojawienie się na tej liście Boguckiego nie było wielkim zaskoczeniem – buduje on konsekwentnie swoją pozycję m.in. poprzez szereg wystąpień w Sejmie. I to takich, które zelektryzowały PiS. 

W Pałacu Nawrocki ma za sobą ministrów szeregu środowisk: współpracowników z IPN, jak zaufany rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz, topowych sztabowców PiS – jak Szefernaker, Adam Andruszkiewicz, Anna Plakwicz, strateg Tomasz Matynia, ludzi znanych mu od dekad, jak historyk Sławomir Cenckiewicz, polityków, jak Zbigniew Bogucki czy w końcu łącznicy z kancelarią prezydenta Dudy: minister Wojciech Kolarski oraz zajmujący się newralgiczną sferą międzynarodową minister Marcin Przydacz.

Oczywiście istnieją linie podziału między ministrami i doradcami. Poza ludzkimi sympatiami i antypatiami są też efektem różnic kulturowo-politycznych, czy stażu u boku Karola Nawrockiego. To zderzenie kulturowe nowych ludzi związanych z PiS i tych, którzy pracowali z obecnym prezydentem w IPN generowało na starcie problemy. Ale po pół roku współpracy obydwie grupy w miarę się „dotarły”. To oczywiście dopiero początek. Bo Pałac i jego labiryntowe korytarze to od czasu prezydentury Lecha Wałęsy naturalne miejsce do intryg, których wraz z upływem czasu tylko przybywa. Ekipa Nawrockiego jest wyjątkowo zróżnicowana, pełna ambitnych i wyrazistych postaci. Co będzie za rok, gdy w Polsce zacznie się kampania wyborcza przed wyborami do Sejmu? I czy Nawrocki utrzyma dystans do Warszawy i jej mediów, podobnie jak jego ministrowie? 

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Rada Pokoju Donalda Trumpa? Były szef BBN przyznaje: Polska między młotem a kowadłem

Faktyczna kohabitacja z rządem Donalda Tuska wygląda inaczej niż na X 

W działaniach prezydenta bardzo rzuca się w oczy styl kohabitacji z premierem Donaldem Tuskiem. To niełatwa relacja, zużywająca w praktyce obydwie strony. W 2026 r. pewnym restartem wzajemnych stosunków było spotkanie na początku stycznia, którego szczegóły nie wyszły poza krąg najbliższych współpracowników obu polityków. Otoczenie Donalda Tuska – jego wewnętrzne sanktuarium – nie rozmawia z mediami praktycznie wcale. Doradcy Nawrockiego mają nie karmić warszawskich mediów własnymi przeciekami. Weta ma np. komunikować sam prezydent – bezpośrednio i osobiście. Co ciekawe, w Pałacu można spotkać też czasami innych ministrów – członków rządu Donalda Tuska, którzy próbują w ten czy inny sposób wysondować, które zapisy w ustawach „przejdą” przez sito, a które skończą się pewnym wetem. Ministrowie robią to zwykle chyłkiem (nie wszyscy przyznają się do tych wizyt), by nie narazić się na gniew słynącego z „krótkiego lontu” w swojej trzeciej kadencji premiera Tuska. Nawrocki stara się w ten sposób faktycznie wpływać na ustawy, które przechodzą przez rząd i Sejm, a sam Pałac Prezydencki – np. poprzez prof. Piotra Czaudernę – utrzymuje relacje z niektórymi ministrami rządu. 

Czytaj więcej

Koniec sporu o ambasadorów? Bogdan Klich może zamienić USA na inny kraj

Członkowie administracji Karola Nawrockiego z dużym dystansem podchodzą do większości tekstów, które opisują sam Pałac. Uznając, że i tak nigdy nie zdobędą warszawskich mediów – bo te w ich przekonaniu w większości kibicowały Rafałowi Trzaskowskiemu – starają się więc ustawić poza nimi. W teorii ma to zapewnić drugą kadencję, a w przyszłości być może nowy rozdział na polskiej prawicy. Przez pierwsze pół roku, niejako „miodowy miesiąc” takie nawigowanie jest relatywnie łatwe. W tle jednak narastają problemy, w tym tak kłopotliwy sojusznik jak Donald Trump. Pałac reagować w sprawie jego komentarza o żołnierzach w Afganistanie zapewne nie chciał, ale w pewnym momencie był już do tego zmuszony. Sprawa ewidentnie została uznana za coś więcej, niż tylko dwudniowa afera medialna. Najpierw na X zareagowali doradcy prezydenta, a później on sam, nawet w trakcie wizyty w Wilnie. To najlepiej pokazuje, że założony styl działania obecnego prezydenta ma swoje ograniczenia. Lepiej jednak mieć jakiś plan, niż nie mieć żadnego.

Włoski trener Carlo Ancelotti, którego książka o przywództwie była w kampanii prezydenckiej wspominana przez Szefernakera, powiedział kiedyś: „Definiują cię dwie rzeczy: twoja cierpliwość, gdy nie masz nic, i twoja postawa, gdy masz wszystko”. Nawrocki i jego ludzie na pewno byli w chwilach, gdy mieli niewiele – np. w starciu z Trzaskowskim. Na starciu skazani byli na porażkę, jeszcze zanim zaczął się mecz. Teraz zdefiniuje ich postawa, gdy mają nie tylko żyrandol, ale też to wszystko, co sami sobie dotychczas wywalczyli. 

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Polityka
Jest decyzja sądu w sprawie nieruchomości Zbigniewa Ziobry
Polityka
Parytet nominacji, roszady na stanowiskach, a może dalszy klincz? Co dalej z konfliktem o nominacje ambasadorskie
Polityka
KO bojkotuje spotkanie u Nawrockiego. Prof. Flis: Ułatwiają prezydentowi życie
Polityka
Jarosław Kaczyński trafił do szpitala. Rzecznik PiS zabrał głos
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama