– To plunięcie prosto w twarz nam wszystkim – denerwował się jeden z
rosyjskich imperialnych propagandzistów o schwytaniu Maduro przez amerykańskie
oddziały specjalne. Ostatnie działania Waszyngtonu wywołały burzę w
środowiskach „nacjonalistycznych patriotów”, oczekujących jakichś reakcji od
Kremla. Tymczasem Putin milczy.
Jeszcze pod koniec ubiegłego roku rzecznik Kremla Dmitrij
Pieskow publicznie mówił o Wenezueli „sojusznik” i
„partner”. Ale o jego
aresztowaniu nie powiedział ani słowa. – Nikt nie wierzył, że Waszyngton
ośmieli się obalić obecne władze (Wenezueli). Wydawało się, że to jakoś tak
zbyt śmiało. Tym bardziej, że Wenezuela to jakby nasz sojusznik. Były oficjalne
oświadczenia (rosyjskiego MSZ–red.), że Rosja przyjedzie na pomoc, jakby co. A
w rezultacie USA się udało i nikt nie rzucił się na pomoc. Te wydarzenia
wprawiły wszystkich w zakłopotanie – mówił jeden z anonimowych urzędników
rosyjskiego rządu niezależnemu portalowi „Meduza”.