– To plunięcie prosto w twarz nam wszystkim – denerwował się jeden z rosyjskich imperialnych propagandzistów o schwytaniu Maduro przez amerykańskie oddziały specjalne. Ostatnie działania Waszyngtonu wywołały burzę w środowiskach „nacjonalistycznych patriotów”, oczekujących jakichś reakcji od Kremla. Tymczasem Putin milczy.
Jeszcze pod koniec ubiegłego roku rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow publicznie mówił o Wenezueli „sojusznik” i „partner”. Ale o jego aresztowaniu nie powiedział ani słowa. – Nikt nie wierzył, że Waszyngton ośmieli się obalić obecne władze (Wenezueli). Wydawało się, że to jakoś tak zbyt śmiało. Tym bardziej, że Wenezuela to jakby nasz sojusznik. Były oficjalne oświadczenia (rosyjskiego MSZ–red.), że Rosja przyjedzie na pomoc, jakby co. A w rezultacie USA się udało i nikt nie rzucił się na pomoc. Te wydarzenia wprawiły wszystkich w zakłopotanie – mówił jeden z anonimowych urzędników rosyjskiego rządu niezależnemu portalowi „Meduza”.
Czytaj więcej
Jeśli z dyktatorami można sobie radzić w taki sposób, to Stany Zjednoczone wiedzą, co powinny zro...
– No po prostu nie ma zasobów, wszystko pochłania SWO (Specjalna Operacja Wojskowa – propagandowa nazwa wojny z Ukrainą–red.)– martwi się kolejny rozmówca niezależnych mediów.
Kreml nie reaguje po kolejnych akcjach Trumpa, ale liczy, że powinie mu się noga
Putin wrócił ze swego zimowego urlopu dopiero 6 stycznia, trzy dni po akcji amerykańskich oddziałów specjalnych w Caracas. Od tej pory milczy. – Trump pokazał, że Wenezuela to jego krowa i on ją będzie doił. I mówi nam: nie leźcie tutaj – denerwował się kolejny „imperialny” propagandzista.