Reklama

Krzysztof Wojczal o strategii Donalda Trumpa wobec Grenlandii: Nieprzypadkowo temat wypłynął teraz

- Uważam to za blef, ale żeby okazał się skuteczny, musi być wiarygodny – mówi w rozmowie z „Rzeczpospolitą” analityk geopolityczny Krzysztof Wojczal, rozważając komunikaty Donalda Trumpa dotyczące Grenlandii. – Straszenie siłową aneksją wyspy jest kuriozalne, jednak wpisuje się w strategię negocjacyjną, którą Trump lubi stosować – zauważa.

Publikacja: 17.01.2026 15:00

Donald Trump

Donald Trump

Foto: PAP/EPA/Samuel Corum

„Rzeczpospolita”: Po co Trumpowi Grenlandia? Czy jego zakusy po prostu się opłacą? Po stronie zysków – złoża metali ziem rzadkich. Po stronie strat – niepokój i frustracja w NATO, naruszenie i tak nadwątlonego poczucia bezpieczeństwa światowego.

Krzysztof Wojczal: Donald Trump wie, że po ataku Rosji na Ukrainę z 2022 r., a także przy agresywnej postawie Chin, sojusznicy Stanów Zjednoczonych czują zagrożenie i są tym bardziej świadomi zależności od USA. Jednocześnie rywale wydają się być słabi. Rosja jest izolowana przez Zachód. Tak politycznie, jak również ekonomicznie, co z kolei wpycha Europę w zależność energetyczną od Stanów Zjednoczonych. Moskwa jest tak pochłonięta wojną na Ukrainie, że słaby i niepowiązany sojuszami bezpieczeństwa Azerbejdżan zagrał Rosjanom na nosie, atakując w końcówce 2023 r. Armenię i zajmując Górski Karabach i podważając rolę Moskwy jako strategicznego partnera Erewanu. Jak dotąd bez żadnych konsekwencji. W grudniu 2024 r. Rosjanie, na skutek działania Turcji, stracili wpływy i bazy wojskowe w Syrii. Wcześniej do NATO dołączyły Szwecja i Finlandia. Innymi słowy, Kreml przestał kontrolować sytuację polityczną nawet w najbliższym sąsiedztwie. Był ogrywany nawet przez pojedyncze, mniejsze i słabsze państwa. Z kolei Chiny weszły w konfrontację gospodarczą z Unią Europejską, co skutkowało m.in. nałożeniem przez tę ostatnią ceł na chińskie samochody elektryczne. Jednocześnie groźne pohukiwanie Pekinu względem Tajwanu zmobilizowało Japończyków i Koreańczyków z Południa, a także zaczęło wpychać w ręce Amerykanów Filipiny i Wietnam.

Czytaj więcej

Donald Trump chce Grenlandii. Jak UE i NATO mogą powstrzymać prezydenta USA?

To wszystko stworzyło sytuację, w której Amerykanie są najsilniejsi na płaszczyźnie politycznej w XXI wieku. Wiedzą, że mają przewagę w każdych negocjacjach z partnerami. Ponieważ są potrzebni jak nigdy dotąd od czasu upadku Związku Sowieckiego. Donald Trump postanowił tę przewagę brutalnie wykorzystać. Zmusił pół świata do zaakceptowania amerykańskich ceł na import, podpisał szereg umów na dostawy amerykańskiego gazu oraz ropy, wreszcie zawiera kolejne porozumienia dotyczące pozyskiwania krytycznych surowców. 

Cenne surowce Grenlandii

Cenne surowce Grenlandii

Foto: Infografika PAP

Administracja z Waszyngtonu działa w niezwykle szybkim tempie, na wielu płaszczyznach naraz. Wie, że to okno możliwości może nie trwać wiecznie, więc chce wycisnąć z niej jak najwięcej korzyści. Bez względu na straty wizerunkowe. Wydaje się, że Trump wręcz świadomie płaci swoją wiarygodnością za uzyskiwanie kolejnych koncesji. Wiedząc, że ostatecznie partnerzy i tak nie mają wyjścia i będą musieli liczyć na pomoc USA, gdyby Rosja lub Chiny dokonały następnych agresji.

Reklama
Reklama

Bo tylko Amerykanie mają potencjał, by odstraszyć Moskwę i Pekin, lub zatrzymać je, gdyby sytuacja wymknęła się spod kontroli.

Grenlandia jest w tym wszystkim jednym z kilku elementów, które Amerykanie chcieliby poukładać po swojemu. Tworząc nowy format architektury bezpieczeństwa, w której hegemonia USA opiera się nie na przywództwie, ale na twardej politycznej dominacji USA.

Czytaj więcej

„Rzecz w tym”: „Cud” Donalda Trumpa na Grenlandii

Temat pozyskania Grenlandii nie jest nowy. Pojawił się jeszcze za czasów pierwszej prezydentury Donalda Trumpa. Wyspa stanowi bufor bezpieczeństwa dla Ameryki Północnej od strony Rosji. Amerykanie chcą większej, jeśli nie pełnej kontroli nad tym terytorium. Chcą rozmieszczać systemy militarne bez ograniczeń, by następnie używać przestrzeni powietrznej w okolicy Bieguna Północnego i Grenlandii jako podstawy operacyjnej do ewentualnych działań o charakterze militarnym. Tu nie chodzi tylko o kwestie obronne USA, ale także o uzyskanie potencjału ofensywnego. Jeśli spojrzymy na globus (bo mapa nie odzwierciedla właściwie geografii regionu), to zobaczymy, że północne, niezwykle długie, rosyjskie wybrzeże jest niemal wyludnione i praktycznie nie do obrony, w kwestii kontroli strefy powietrznej. Jednakże znajduje się tam krytyczna infrastruktura energetyczna, a więc szyby naftowe, rafinerie, instalacje gazowe.

A jakie znaczenie militarne dla Stanów Zjednoczonych mogłaby mieć Grenlandia? 

Wyobraźmy sobie, że Amerykanie rozbudowaliby na Grenlandii bazę lotniczą w zakresie militarnego zastosowania – lub zbudowali dodatkowo nową – i mogli bez ograniczeń operować nad Grenlandią, także przy pomocy tankowców powietrznych, które obsługiwałyby myśliwce oraz bombowce typu stealth. Oznaczałoby to, że Amerykanie byliby w stanie stworzyć dominację powietrzną nawet nad północną częścią... Morza Barentsa. Innymi słowy, mogliby z powietrza atakować rosyjskie okręty nawodne wypływające z baz w Murmańsku lub Archangielsku i udające się w kierunku Morza Norweskiego i dalej Atlantyku. Amerykanie uwięziliby tym samym rosyjską Flotę Północną. Mało tego, mogliby względnie bezpiecznie wprowadzić na północny skraj Morza Barentsa jednostki US Navy, bowiem akwen ten jest relatywnie płytki, ma dość równe dno, które to uwarunkowania są niekorzystne dla operowania okrętów podwodnych. Co to oznacza? Że rosyjskie okręty podwodne z bronią jądrową – przy zastosowaniu przez Amerykanów swoistej dalekiej blokady morskiej – także mogłyby mieć problem z wyjściem na Atlantyk. Bowiem ich wykrycie, śledzenie lub ostatecznie zatopienie jeszcze na Morzu Barentsa – a nie dopiero na znacznie głębszym Morzu Norweskim – byłoby znacznie łatwiejsze.

Z tej perspektywy, wszystko to miałoby kolosalne znaczenie i działałoby z potężną korzyścią na rzecz Stanów Zjednoczonych.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Po spotkaniu w Waszyngtonie. Czy Europa może obronić Grenlandię

Ponadto ich lotnictwo strategiczne zyskiwałoby wówczas dogodne podejście na złoża surowców w rejonie Półwyspu Jamalskiego, a uwzględniając dodatkowo zasięg pocisków, mogłoby nawet pokusić się o atak na infrastrukturę położoną w głębi Rosji. Na Zachodniej Syberii, gdzie Rosjanie produkują najwięcej ropy. Co istotne, tam też zlokalizowana jest część rosyjskich strategicznych sił jądrowych. Wie Pan co to oznacza? Grenlandia w pełnej kontroli militarnej USA to gamechanger. Bowiem dzięki niej Amerykanie zyskują opcję nawet konwencjonalnego (niejądrowego) uderzenia strategicznego w głąb Rosji, a także zamknięcia jej najważniejszej – w kontekście walki z USA – floty morskiej. Tego się nie da przecenić w kontekście zmagań geostrategicznych na linii Waszyngton-Moskwa. I to nie jest nowy temat. W 1968 r. niedaleko bazy Thule na Grenlandii rozbił się amerykański bombowiec B-52, który przenosił na pokładzie bomby z głowicami jądrowymi. W tamtym czasie nad Biegunem Polarnym regularnie latały samoloty rozpoznania. Tak więc już wówczas, w czasach Zimnej Wojny, Grenlandia była dla USA kluczowa. 

Czytaj więcej

Unijny komisarz: Siłowe zajęcie Grenlandii przez USA oznaczałoby koniec NATO

Skoro Amerykanie mogli w tak szerokim zakresie wykorzystywać Grenlandię już wcześniej, to dlaczego Donaldowi Trumpowi to nie wystarczy?

Ponieważ porozumienie z Danią z 1951 r. nakłada na USA pewne ograniczenia. Myślą przewodnią owego porozumienia była realizacja zadań obronnych w ramach NATO. Tymczasem Amerykanie chcieliby mieć możliwość nieskrępowanej projekcji siły, także w zadaniach ofensywnych, również niezwiązanych z NATO. Prawne regulacje można oczywiście interpretować różnie, także rozszerzająco, ale być może Amerykanie wymagają teraz pewnego doprecyzowania i rozszerzenia uprawnień. Ponadto, by np. rozbudować swoją bazę w Thule, Stany Zjednoczone musiały uzyskać zgodę od Duńczyków i Grenlandczyków. Było to negocjowane dwa lata, na co Dania i Grenlandia ostatecznie zgodziły się w 2004 r. W mojej ocenie Waszyngton oczekuje większej swobody w zakresie Grenlandii, zwłaszcza w tych dynamicznych czasach, gdy decyzje muszą być podejmowane bardzo szybko i sprawnie. Rozbudowa bazy w Thule, czy nawet budowa kolejnych z pewnością zwiększyłyby amerykańskie możliwości dokonywania operacji w rejonie Arktyki i grożenia Rosji uderzeniami na jej głębokie zaplecze.

Amerykanie chcieliby mieć możliwość nieskrępowanej projekcji siły.

Krzysztof Wojczal

Z tych powodów kwestie dotyczące rozbudowy tarczy ochronnej, która przecież już istnieje, a także dostępu do złóż surowców naturalnych mogą być zasłoną narracyjną dla prawdziwych celów. Choć z pewnością są istotne dla administracji z Waszyngtonu.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Ile warta jest Grenlandia? Gdyby Dania zdecydowała się na sprzedaż, byłyby kolosalne trudności z wyceną

Prezydent USA Donald Trump mówił, że Grenlandia powinna trafić pod amerykańską kontrolę, aby nie stać się łupem Rosji albo Chin. Czy to poważne, realne zagrożenie? 

Trzeba pamiętać, że Rosjanie od lat rozbudowują siły arktyczne. Tak więc teoretycznie, mogliby przeprowadzić zagrażające interesom Zachodu operacje militarne w rejonie. Jednak raczej nie byliby w stanie przejąć kontroli nad Grenlandią na stałe. Chińczycy z kolei od dekady starają się położyć rękę na grenlandzkich zasobach naturalnych. Więc w takim kontekście można uznać, że Grenlandia mogłaby stać się w pewnym sensie jakimś łupem. Natomiast uważam, że raczej nie ma zagrożenia aneksji wyspy przez Rosję czy Chiny.

Niewykluczone jest (...), że Trumpowi wcale nie chodzi o zrobienie z Grenlandii 51 stanu. 

Krzysztof Wojczal

Czy jest sens podejmowania prób rozwiązania tej sprawy na drodze dyplomatycznej? Taka próba została podjęta w środę, 14 stycznia, gdy odbyło się w Białym Domu spotkanie wiceprezydenta J.D. Vance'a i sekretarza stanu Marka Rubia z szefami MSZ Danii i Grenlandii, Larsem Lokke Rasmussenem i Vivian Motzfeldt.

W zasadzie kwestię Grenlandii wręcz trzeba rozwiązać w drodze dyplomacji. Nie wyobrażam sobie innej możliwości.

Czy to aby nie jest luka w systemie światowego bezpieczeństwa? Media donoszą o możliwości uruchomienia artykułu 42.7 unijnego traktatu, mówiącego, że „w przypadku gdy jakiekolwiek Państwo Członkowskie stanie się ofiarą zbrojnej agresji na jego terytorium, pozostałe Państwa Członkowskie mają w stosunku do niego obowiązek udzielenia pomocy i wsparcia przy zastosowaniu wszelkich dostępnych im środków”. Ale czy działania NATO wobec ważnego członka NATO, który decyduje się na pogróżki wobec innego członka NATO w ogóle wpisują się w koncepcję Sojuszu?

Naciski narracyjne Trumpa i jego administracji uznaję za celowe działania negocjacyjne, które mają w efekcie wywrzeć presję na Danię i Grenlandię. Straszenie siłową aneksją wyspy jest kuriozalne, jednak wpisuje się w strategię negocjacyjną, którą Trump lubi stosować. Jednocześnie uważam to za bluff, ale żeby ten bluff okazał się skuteczny, musi być wiarygodny. Nieprzypadkowo temat Grenlandii wypłynął natychmiast po operacji schwytania Maduro w Wenezueli. Demonstracja siły, determinacji politycznej i sprawczości, a następnie groźba w innym temacie. Taka kolejność wydarzeń z pewnością nie jest przypadkowa.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Bogusław Chrabota: Grenlandia, Wenezuela. Donald Trump w rozkroku

W mojej ocenie możliwe jest wynegocjowanie z Amerykanami takiego porozumienia, w którym i wilk będzie syty i owca cała. Udzielenie USA większej swobody strategicznej w Grenlandii – w mojej ocenie – jest jak najbardziej do zaakceptowania przez Danię i Grenlandię. Do tego dochodzi porozumienie dotyczące wydobycia surowców. To handel, więc uważam, że za tego rodzaju koncesję Duńczycy i Grenlandczycy będą mogli nawet wystawić rachunek. Niewykluczone jest bowiem, że Trumpowi wcale nie chodzi o zrobienie z Grenlandii 51 stanu (choć gdyby się dało, to czemu nie?), ale celem minimum są właśnie dwie powyższe kwestie.

Czy Trump nie obawia się osłabienia zaufania w ramach NATO? Czy w perspektywie konfrontacji z Chinami nie potrzebuje wsparcia Europy?

USA potrzebują wsparcia wszystkich swoich aktualnych sojuszników. Sieć sojuszy to jeden z kluczowych elementów, dzięki którym mogą sprawować hegemonię. Amerykanie próbują pokazywać, że tak naprawdę im na tym nie zależy, bowiem chcą uzyskiwać przewagę w negocjacjach z partnerami. Jednak nie można w tym względzie dać się omamić. Zamiast tego trzeba podjąć grę negocjacyjną i stawiać ową kwestię na agendzie. Są kwestie, których ta administracja nie odpuści, ale uważam, że w wielu kwestiach można wypracować jakiś kompromis, niekoniecznie ulegając w zupełności. Grenlandia jest jedną z nich.

Jak Unia Europejska powinna reagować, biorąc pod uwagę znaczenie USA dla bezpieczeństwa Europy?

A jakie UE ma w tym zakresie możliwości? Oprócz wyrażania stanowiska? Ostatecznie kwestia Grenlandii zostanie rozstrzygnięta między Waszyngtonem, Nuuk i Kopenhagą. UE będzie musiała zaakceptować ewentualne porozumienie.

Grenlandia

Grenlandia

Foto: Infografika PAP

Polityka
Donald Trump ogłasza nowe cła na sojuszników USA z Europy. Poszło o Grenlandię
Polityka
Ali Chamenei: Trump to przestępca. Celem USA jest połknięcie Iranu
Polityka
Iran trwale odcięty od globalnego internetu? „Wdrażany jest tajny plan”
Polityka
Trump mówił o współpracy z następczynią Maduro. Dlaczego nie wybrał Machado?
Polityka
Donald Trump znów grozi cłami. Tym razem w sporze o Grenlandię
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama