Reklama

Tajemnica projektu alkoholowego Lewicy. Plagiat?

Lewica jako swój złożyła w Sejmie projekt niemal słowo w słowo zbieżny z nowelizacją przygotowaną w ministerstwie. Twierdzi, że miała do tego prawo, bo nad przepisami pracował jej były wiceminister. Inaczej sprawę oceniają eksperci.

Publikacja: 13.01.2026 04:30

Tajemnica projektu alkoholowego Lewicy. Plagiat?

Foto: PAP/Albert Zawada

Z tego artykułu się dowiesz:

  • Jakie są główne założenia nowelizacji ustawy o wychowaniu w trzeźwości, złożonej przez Lewicę?
  • Dlaczego pojawiły się kontrowersje dotyczące podobieństwa projektów Lewicy i Ministerstwa Zdrowia?
  • Jakie argumenty dotyczące etyki i prawa autorskiego są przywoływane w kontekście złożenia projektu przez Lewicę?
  • Jakie wcześniejsze przypadki podobnych kontrowersji dotyczących autorstwa projektów ustaw znamy z polskiej sceny politycznej?

Zakaz reklamy i promocji wszystkich napojów alkoholowych, w tym piwa, zakaz sprzedaży alkoholu na stacjach paliw, w szpitalach oraz nocą na terenie całego kraju, zakaz sprzedaży poniżej sumy podatku akcyzowego i VAT, czyli organizowania głębokich promocji na alkohol oraz uregulowanie sprzedaży internetowej – to główne założenia nowelizacji ustaw o wychowaniu w trzeźwości, którą złożyła we wrześniu w Sejmie Lewica.

Czytaj więcej

PO jest przeciw antyalkoholowym pomysłom. Pomocną rękę może jednak wyciągnąć PiS

Kilkanaście dni później swój projekt przedstawiło Ministerstwo Zdrowia, którego główne cele są takie same, poza nocną prohibicją na terenie całego kraju. Co więcej, identyczne są nie tylko założenia projektu, ale też treść zdecydowanej większości proponowanych przepisów. Powód? Bo to w zasadzie te same projekty. Jak ustaliliśmy, Lewica jako swój przedstawiła w Sejmie projekt napisany w Ministerstwie Zdrowia.

– To nadużycie zasobów publicznych – komentuje Szymon Osowski z Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska. – Partie polityczne są finansowane przez tego samego podatnika, co urzędnicy w ministerstwach. Jednak nie oznacza to, że mogą przestawiać jako własny urobek coś powstałe gdzie indziej – dodaje.

Reklama
Reklama

A aby zrozumieć, jak do tego doszło, trzeba się cofnąć do połowy września i przenieść z Sejmu do Pałacu Kultury i Nauki przy Placu Defilad w Warszawie.

Poszczególne ugrupowania zaczęły składać antyalkoholowe projekty po zamieszaniu wokół nocnej prohibicji w Warszawie

W tym najbardziej znanym stołecznym budynku obraduje Rada m. st. Warszawy, gdzie 18 września doszło do głośnej na cały kraj awantury. Tego dnia radni mieli zajmować się projektami dotyczącymi wprowadzenia nocnego ograniczenia sprzedaży alkoholu w sklepach na terenie całego miasta. Autorem jednego z nich był prezydent miasta Rafał Trzaskowski, a drugiego – radni Lewicy i stowarzyszenia Miasto Jest Nasze.

Czytaj więcej

Spór o nocną prohibicję w Warszawie. Koalicja Obywatelska zbiera cięgi

Wcześniej, w przeprowadzonych przez miasto konsultacjach, ponad 80 proc. warszawiaków opowiedziało się za wprowadzeniem nocnej prohibicji. Zmiana wydawała się więc pewna, mimo to Trzaskowski wycofał swoją propozycję, co było komentowane jako dowód na niesamodzielność prezydenta i wiceprzewodniczącego PO oraz jego uległość wobec radnych KO. Gdy wybuchła polityczna awantura, ostatecznie rada przyjęła uchwałę w sprawie pilotażowej prohibicji w dwóch dzielnicach: Śródmieściu i na Pradze-Północ.

W trakcie tego zamieszania Lewica i Polska 2050 postanowiły zaprezentować się jako partie bardziej zdecydowane w zakresie ograniczenia dostępu do alkoholu. Złożyły w Sejmie własne projekty ustaw, dotyczące m.in. ograniczenia sprzedaży alkoholu nocą w całym kraju, a wyjątkowo kompleksowe wrażenie mógł zrobić projekt Lewicy.

Sprzedaż alkoholu w nocy to są burdy na ulicach, to są zaczepki na ulicach, to są SOR-y pełne ludzi

lider Lewicy Włodziemierz Czarzasty

Reklama
Reklama

Został zaprezentowany z dużą pompą podczas konferencji, w której wziął udział sam Włodzimierz Czarzasty, szef Nowej Lewicy, dziś marszałek Sejmu. Głos zabrał też Wojciech Konieczny, senator, który w sierpniu, mimo protestów partii, został odwołany z funkcji wiceministra zdrowia. – Ta ustawa to rozwinięcie projektu, nad którym pracowałem w ministerstwie – ogłosił Konieczny.

Sekwencja dat wskazuje, że projekt alkoholowy Lewicy w rzeczywistości powstał w Ministerstwie Zdrowia

Problem w tym, że projekt jest nie tyle rozwinięciem, ile niemal identyczną kopią. Można było się o tym przekonać 10 października, gdy ministerstwo opublikowało swój projekt nowelizacji ustawy o wychowaniu w trzeźwości. W większości projekty są identyczne, widać tylko minimalne różnice. Do projektu Lewicy dopisano przepisy dotyczące nocnej prohibicji w całym kraju oraz podwyższono kary za reklamę alkoholu. Z kolei w projekcie Ministerstwa Zdrowia pojawił się fragment regulujący opakowania alkoholu. To jednak tylko detale, biorąc pod uwagę, że projekty zawierają siedem stron przepisów.

Czytaj więcej

Plagiaty nie do wychwycenia

Kto z kogo ściągnął? Sekwencja dat wskazuje, że były wiceminister zabrał ze sobą projekt powstały w ministerstwie, zaproponowany potem jako propozycja Lewicy. Bo choć projekt ministerstwa został opublikowany po konferencji Lewicy, widnieje na nim adnotacja: „projekt z dnia 18 lipca 2025 r.”.

Wobec takich projektów nie mają zastosowania przepisy ustawy o prawie autorskim, nie można więc – przynajmniej formalnie – mówić o plagiacie. Czy jednak przedstawianie projektu powstałego gdzie indziej jako własny jest etyczne? Na to pytanie senator Wojciech Konieczny odpowiada: to bardziej skomplikowane.

Pracowałem nad tym projektem jako wiceminister, napotykając różne trudności przy próbach wprowadzenia kompleksowych zmian

senator Lewicy Wojciech Konieczny

Reklama
Reklama

– Czy można mi zarzucić kradzież projektu? Nie, ponieważ musiałbym, w pewnym sensie, okraść samego siebie. Pracowałem nad tym projektem jako wiceminister, napotykając różne trudności przy próbach wprowadzenia kompleksowych zmian. Część propozycji, które trafiły do projektu, była od lat zgłaszana przez środowiska zajmujące się profilaktyką antyalkoholową, jednak część jest moim pomysłem – mówi „Rzeczpospolitej” senator Konieczny. – Projekt ministerialny dostał tzw. wpis już w marcu, ale w okrojonej formie. Ministerstwo Zdrowia zdecydowało się na szerszą wersję już po złożeniu przez Lewicę projektu w Sejmie. Można więc powiedzieć, że Lewica zmotywowała ministerstwo do bardziej odważnego działania – dodaje.

Inaczej sprawę ocenia Szymon Osowski. Zauważa, że projekt powstały w ministerstwie nie był wyłącznym dziełem wiceministra, tylko pracowali nad nim rządowi legislatorzy. – Najgorsze, że politycy do tego typu zachowań są przyzwyczajeni od lat – dodaje.

W przeszłości zdarzały się przypadki, gdy politycy zarzucali sobie plagiaty projektów ustaw

To bowiem nie pierwszy podobny przypadek. Do wyjątkowo głośnych sporów o autorstwo projektów ustaw dochodziło za pierwszych rządów PO. Np. w 2008 r. ówczesna minister pracy Jolanta Fedak przedstawiła projekt wydłużenia urlopów macierzyńskich, a posłowie PiS odkryli, że jest on kalką propozycji, którą ich rząd opracował jeszcze przed wyborami. Jak stwierdzili, skopiowano nawet całe akapity uzasadnienia z tą różnicą, że w miejscu, gdzie znajdowało się odwołanie do polityki rodzinnej rządu Jarosława Kaczyńskiego, umieszczono cytat z exposé Donalda Tuska. – Zastanawiamy się nad podaniem rządu Tuska do sądu, bo to ewidentny plagiat! – grzmiał wówczas poseł PiS Joachim Brudziński.

Czytaj więcej

Polskie partie polityczne wzajemnie się okradają. PiS okrada PO, PO okrada PiS

W rzeczywistości nad projektem pracowała wiceminister Agnieszka Chłoń-Domińczak, która zarówno w rządzie PiS, jak i PO odpowiadała za politykę prorodzinną. A kilka lat później wybuchł kolejny skandal, gdy ówczesny poseł Ruchu Palikota Robert Biedroń oskarżył Artura Dunina z KO o „kradzież” projektu ustawy o związkach partnerskich. Okazało się, że oba projekty złożone w Sejmie opracowywali dwaj łódzcy prawnicy, wzajemnie konsultujący się ze sobą.

Reklama
Reklama

Zarzuty o kradzież dotyczyły nawet najgłośniejszego programu w historii polskiej polityki: wprowadzenia 500+. W jednym z wywiadów prezes PiS Jarosław Kaczyński powiedział, że jest jego pomysłodawcą. Problem w tym, że – jak zauważyli byli politycy partii Polska Jest Najważniejsza – propozycja „400 zł na dziecko” była elementem ich programu wyborczego już w 2011 r. Wpaść miał na nią prof. Julian Auleytner, ekspert w dziedzinie polityki społecznej.

Nad czyim projektem będziemy pracować, jest mi obojętn

posłanka Lewicy Joanna Wicha

Tym razem politycy Lewicy przekonują, że sytuacja jest inna, bo resort zdrowia nie ma do nich żadnych zarzutów w tej sprawie. – Dotąd ministerstwo nie zwróciło się do nas z żadnymi pretensjami. Wydaje mi się, że gdyby zarzuty o przywłaszczenie efektów cudzej pracy intelektualnej były poważne, ono powinno to zrobić jako pierwsze. Poza tym wielokrotnie mówiłam, że jestem zdeterminowana, by zmienić przepisy dotyczące alkoholu. Nad czyim projektem będziemy pracować, jest mi obojętne, byle tylko został uchwalony z uwzględnieniem tego, co jest w naszym projekcie – mówi posłanka Lewicy Joanna Wicha.

A co o projekcie Lewicy sądzi Ministerstwo Zdrowia? W odpowiedzi na nasze pytania napisało: „Uprzejmie informujemy, że rządowy proces legislacyjny jest jawny, a ustalenia z jego przebiegu mogą być wykorzystywane także w ramach inicjatywy ustawodawczej przynależnej parlamentarzystom. Ministerstwo Zdrowia pozytywnie odnosi się do zaproponowanych kierunków i założeń przedstawionych w projekcie ustawy”.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Polityka
Głosowanie w drugiej turze na przewodniczącą Polski 2050 unieważnione
Polityka
Emocjonalny list Szymona Hołowni do członków Polski 2050. „Obudziły się w nas demony”
Polityka
Morawiecki: Ziobro z azylem na Węgrzech? Nie jestem zaskoczony
Polityka
Sondaż: Polacy zmęczeni sporem na linii prezydent–premier. Mówią jednym głosem
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama