Karol Nawrocki używa prezydenckiego weta trochę jak śrubokręta, którym stara się poluzować ramy konstytucji, tak aby prezydent zajął w niej więcej miejsca, niż wynikałoby to z logiki ustrojowej. Owszem, Polska przyjęła nietypowy, hybrydowy model konstytucji, która w ustrój co do zasady parlamentarno-gabinetowy wmontowała prezydenta z potężnym mandatem społecznym (pochodzi wszak z wyborów bezpośrednich, które zazwyczaj cieszą się większym zainteresowaniem niż wybory parlamentarne) i silnym wetem, co mogłoby sugerować, delikatne ciążenie w stronę systemu semiprezydenckiego. W rzeczywistości jednak, mimo dwoistości egzekutywy, władzę w Polsce sprawuje premier, a prezydent powinien raczej pełnić rolę bezpiecznika, który poza funkcją reprezentacyjną ma za zadanie wchodzić w bieżące starcie polityczne tylko w momencie jakiegoś poważniejszego kryzysu – np. wtedy, gdy większość rządząca w sposób oczywisty narusza konstytucję lub chce realizować politykę jawnie sprzeczną z wolą lub interesem zdecydowanej większości społeczeństwa. 

Czytaj więcej

Aleksandra Ptak-Iglewska: Prezydent podstawia nogę polskim rolnikom

Karol Nawrocki używa weta tak, że czyni z siebie trzecią izbę parlamentu

Po uchwaleniu konstytucji z 1997 r. kolejni lokatorzy Pałacu Prezydenckiego w taki model prezydentury co do zasady się wpisywali. Nawet Andrzej Duda, choć krytykowany przez obecnie rządzących za to, że stał na drodze zmian w sądownictwie, w ciągu trwającej ponad półtora roku koabitacji prawa weta nie nadużywał. Stosował wprawdzie substytut weta, w postaci kierowania ustaw do TK, czyli – w obecnej sytuacji tej instytucji – wysyłanie ich w niebyt, ale nawet gdyby i to wziąć pod uwagę, sytuacja była daleka od skali obstrukcji, jeśli chodzi o ustawodawczą działalność większości, na jaką decyduje się Karol Nawrocki. Weto w wykonaniu obecnej głowy państwa stało się czymś na tyle powszechnym, że Karol Nawrocki stał się po trosze jednoosobową, trzecią izbą parlamentu – na tyle wyraźny jest jego wpływ na proces ustawodawczy.

Prezydent Karol Nawrocki - najważniejsze daty

Prezydent Karol Nawrocki - najważniejsze daty

Foto: PAP

Oczywiście Karol Nawrocki nie narusza żadnych przepisów – skrupulatnie egzekwuje swoje konstytucyjne prawo. Byłoby tak nawet wtedy, gdyby wetował każdą ustawę, która trafi na jego biurko. Zrywając jednak z niepisaną zasadą, że weto nie jest środkiem ostatecznym, ale normalnym narzędziem politycznej walki między konkurencyjnymi obozami politycznymi, stwarza precedens, który może na trwałe uczynić z instytucji prezydenta, w warunkach koabitacji, organ destabilizujący system władzy i pogłębiający podziały. Tak będzie w dowolnym układzie prezydent–rząd, w którym głowa państwa wywodzi się z jednego obozu, a rząd z drugiego.

Dziś łatwo sobie wyobrazić, jak wyglądałaby po 2030 r. relacja prawicowego rządu z prezydentem wywodzącym się np. z KO. Skoro Karol Nawrocki przetarł szlak, na którym prezydent może zaciągnąć rządzącym hamulec ręczny, co miałoby powstrzymać jego politycznych przeciwników przed zrobieniem tego samego? To jak z Trybunałem Konstytucyjnym – jeśli raz jedna strona nagięła reguły czy obowiązujące zasady (jak KO przy wyborze w 2015 r. sędziów „na zapas”), to druga strona zaczyna przesuwać granice coraz dalej i dalej. W efekcie za kilka lat może się okazać, że kolejny prezydent po pierwszych sześciu miesiącach w Pałacu Prezydenckim będzie miał na koncie nie 27, ale nawet 127 wet. Sky is the limit.  

Skoro Karol Nawrocki przetarł szlak, na którym prezydent może zaciągnąć rządzącym hamulec ręczny co miałoby powstrzymać jego politycznych przeciwników przed zrobieniem tego samego?

Czy jedynym wyjściem będzie reset konstytucyjny?

Pytanie więc, czy aktywność Karola Nawrockiego nie prowadzi nas w tym samym kierunku, co próby reformowania i odreformowania KRS, czy rozmontowywania Trybunału Konstytucyjnego – a więc w stronę dyskusji o czymś, co Konfederacja określiła mianem resetu konstytucyjnego. Czyli zastanowienia się nad tym, jak instytucje państwa stworzyć na nowo, na podstawie jakiegoś ponadpartyjnego kompromisu, który byłby podstawą do tego, aby nikt nie podważał ich legitymacji. W przypadku prezydenta będzie to się wiązać z pytaniem, czy aby na pewno niedookreślony model układu sił między organami władzy wykonawczej jest najlepszy dla państwa. Bo instytucje państwa nie powinny służyć temu, by zapewniać nam polityczne igrzyska. Ich rolą ma być wzmacnianie państwa, a nie osłabianie go.