Kolejne sondaże opinii publicznej pokazują, że możemy być pewni, iż po przyszłorocznych wyborach parlamentarnych możliwe jest zarówno utrzymanie władzy przez Koalicję Obywatelską, jak i przejęcie władzy przez Prawo i Sprawiedliwość.
Czytaj więcej
Koalicja Obywatelska powiększa przewagę nad PiS, Konfederacją i Konfederacją Korony Polskiej w najnowszym sondażu Ogólnopolskiej Grupy Badawczej. N...
Wybory 2027. Co musi się stać, by rządziła KO, a co, by rządził PiS?
Ten pierwszy scenariusz zależy w dużej mierze od tego, w jakiej konstelacji do wyborów pójdą partie, które dziś są w koalicji. A więc czy lewica się zjednoczy i osiągnie dwucyfrowy wynik. Czy trzy kluby, które pozostały po trzeciej drodze (a więc PSL, Polska 2050 i Centrum) znajdą jakieś wehikuły wyborcze, czy też znikną z polskiej sceny partyjnej. A może powstanie jeszcze jakieś nowe ugrupowanie, związane ze środowiskiem samorządowców bądź przedsiębiorców, dzięki któremu rozdrobnieni koalicjanci będą mieli możliwość wejść do Sejmu.
Z kolei coraz więcej wskazuje na to, że nie będzie się dało utworzyć rządu prawicowego (gdyby w kolejnych wyborach w Sejmie powstała większość posłów wywodzących się z prawicy), bez udziału Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna. Jego partia – w zależności od badania – może liczyć na 9-10 proc. poparcia. Nie powstanie więc żadna konstelacja prawicowa, w której nie będzie świecić gwiazda jednej z najbardziej kontrowersyjnych postaci polskiej polityki. I choć Jarosław Kaczyński zapowiadał, że nie zrobi koalicji z Braunem, jeśli jedyną szansą na zdobycie władzy stanie się jakaś forma sojuszu z Konfederacją Korony Polskiej, należy założyć, że na taki scenariusz się jednak zdecyduje.
Problem PiS z Grzegorzem Braunem. Donald Trump wspiera alt-prawicę, ale nie antysemicką
Choć administracja Donalda Trumpa w swoim oficjalnym dokumencie opisującym strategię bezpieczeństwa USA wpisała wspieranie prawicowych partii w Europie, czy wręcz budowę eurosceptycznej i antymainstreamowej międzynarodówki, akurat Brauna nie widzi w tym gronie. Ambasador USA powołany przez Trumpa, Tom Rose, kilkakrotnie podkreślał, że dla Waszyngtonu koalicja z antysemickim Braunem będzie przekroczeniem czerwonej linii.
I nie chodzi wyłącznie o to, że sam ambasador jest praktykującym Żydem i na oficjalne spotkania zakłada kipę w kolorach amerykańskiej flagi. Bo mówiąc o czerwonej linii ws. Brauna prezentuje stanowisko obecnej administracji. Warto pamiętać, że partie nowej europejskiej prawicy prześcigają się w przyjaźni z Izraelem i aktywnie uczestniczą w konferencjach na temat przeciwdziałania antysemityzmowi. Braun ze swoją agenda jawi się jako postać z zupełnie innej epoki.
Grzegorz Braun w rządzie zaszkodzi polskim interesom w UE
Ale Braun będzie dla PiS problemem nie tylko wobec Ameryki. To samo będzie dotyczyć Unii Europejskiej. Mamy naprawdę kilka ważnych spraw do załatwienia w Brukseli w ciągu kilku najbliższych lat. Od kształtu nowego unijnego budżetu, przez warunki współpracy, stowarzyszenia, a być może i członkostwa Ukrainy, po reformę polityki klimatycznej, walkę o niskie ceny energii i konkurencyjność europejskiej gospodarki.
To wszystko sprawy, które muszą wynegocjować kolejne polskie rządy – bez względu na to, czy premierem będzie Donald Tusk, Jarosław Kaczyński, Radosław Sikorski, Przemysław Czarnek, Mateusz Morawiecki czy Rafał Trzaskowski. Do tego zaś potrzebna będzie umiejętność współpracy w Brukseli, zawierania sojuszy, budowania koalicji itp. Potencjalne członkostwo Brauna w polskim rządzie może raczej doprowadzić do izolacji Polski, niż dać jej większe pole manewru. Każde spotkanie polskiego ministra spraw zagranicznych czy ambasadora będzie się zaczynało od kolejnych wyskoków Brauna, więc zamiast prowadzić swoją politykę, rząd będzie musiał się tłumaczyć.
To wszystko tylko kwestie międzynarodowe. Bo do tego trzeba doliczyć koszty wewnętrzne, jakie może za sobą pociągnąć wprowadzenie do mainstreamu agendy otwarcie antysemickiej, antyzachodniej, prorosyjskiej i spiskowej.